"Mamy dwóch wielkich niewydarzonych: Gowina i Kaczyńskiego (zbieżność imion przypadkowa)"

- Teraz mamy dwóch wielkich niewydarzonych: Jarosława Gowina i Jarosława Kaczyńskiego (zbieżność imion przypadkowa). Z tego, co słyszę i czytam, wynika, że Gowin tak się zna na prawie, jak Kaczyński na finansach... - pisze w najnowszej "Polityce" Stanisław Tym.

"Nie mamy szczęścia do ministrów i osób politycznych" - pisze Tym. A jako przykłady podaje ministra sprawiedliwości i prezesa PiS.

"Rzecznik PiS Adam Hofman powiedział, że minister Gowin ma wyczulone ucho na sprawy społeczne. Bardzo możliwe (...), ale samo ucho nie wystarczy" - podkreśla felietonista "Polityki". I opisuje, jak minister z "wrażliwym uchem" reaguje na pytania właśnie o sprawy społeczne. "W Sejmie dziennikarze szli grupką za ministrem Gowinem. Minister nie zatrzymywał się i na pytania nie odpowiadał. Padło jednak pytanie o legalizację związków partnerskich - wtedy Gowin odwrócił się i, nie ukrywając lekkiego politowania, odpowiedział: Życzę powodzenia. Odwrócił się plecami i poszedł dalej" - przytacza Tym.

"Jeśli Gowin tak reaguje na problemy społeczne (...), to słuch to on może i ma, ale ma też przekonanie o swojej ideologicznej wyższości. Zresztą nie tylko ideologicznej. Ma w nosie literę przepisów prawa, bo - jak dodał - ważny jest ich duch. Powiało IV RP..." - pisze Tym.

Gowin jak w IV RP?

Chodzi o tę wypowiedź ministra sprawiedliwości : "Mam w nosie literę prawa". Te słowa z IV RP skojarzyła też Magdalena Środa, nazywając ministra "pisowskim pyszałkiem" . "Z moralnego punktu widzenia wolałabym widzieć ministra kopulującego przed kamerami niż ministra, który publicznie lekceważy sobie praworządność i literę prawa. Z kopulacji mogą począć się dzieci, z lekceważenia praworządności rodzi się społeczny chaos i anomia" - napisała. - Wyszła jego arogancja i kompletna bezradność - oceniała z kolei prof. Małgorzata Fuszara , prawniczka z Uniwersytetu Warszawskiego. - Gowin musi odejść. Kropka - dodawał Jacek Żakowski, publicysta "Polityki" i prowadzący Poranek TOK FM.

- Przepraszam za moje słowa, ale podtrzymuję ich sens - skwitował słowa krytyki Gowin.

A dlaczego prezes ma prawo krzyczeć?

A za co dostało się prezesowi? Dlaczego ekonomiści, którzy nie wzięli udziału w debacie PiS, nie będą mieli prawa krytykować pomysłów PiS, jak to ogłosili politycy tej partii? "Jeśli wiadomo, że Jarosław Kaczyński nie przychodzi na zaproszenie prezydenta RP, by wziąć udział w posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa Narodowego i w ogóle żadnych innych, to dlaczego szef PiS ma pełne prawo krzyczeć, że nasz kraj jest otoczony wrogami, że Polska tonie i że czeka nas katastrofa?" - pyta Tym.

DOSTĘP PREMIUM