Debata w Sejmie, a Sejm... pusty. "Praca posła jest jałowa. Nie dziwię się, że nie chodzą na posiedzenia"

- Sejm w coraz mniejszym stopniu jest rzeczywistym ciałem ustawodawczym i posłowie mają bardzo ograniczony wpływ na kształt ustaw. Ich praca jest frustrująca i jałowa, więc nie uczestniczą w posiedzeniach. I ja się im nie dziwię - mówi w rozmowie z TOK FM prof. Jan Hartman.

A chodzi o debatę w Sejmie o aborcji. O godz. 19 na sali plenarnej było zaledwie 20 posłów. Reszta, bynajmniej, nie była na pracach komisji - w tym czasie pracowała tylko jedna z nich. Niektórzy parlamentarzyści wybrali z kolei studia telewizyjne i radiowe nad uczestniczenie w dyskusji sejmowej.

W Sejmie ważna debata ws. prawa o aborcji. Tylko że bez posłów. "Gdzie oni są?" >>>

- Zarówno sala sejmowa, jak i studio telewizyjne są miejscami, gdzie posłowie prezentują się publiczności oraz swoim przełożonym w partii. Trudno się dziwić, że mając do wyboru występ w studiu telewizyjnym i siedzenie na sali plenarnej, posłowie, którzy dbają o swoją rozpoznawalność w mediach, wybierają studio telewizyjne. Takie są prawa demokracji medialnej - komentuje w rozmowie z TOK FM prof. Jan Hartman, filozof.

Skoro prawo się nie zmieni, to po co chodzić?

Zdaniem Hartmana, jednym z powodów, dla których wczoraj posłowie nie uczestniczyli w debacie, była... sama tematyka. - Zagadnienie aborcji należy do tego rodzaju zagadnień, które rozgrywają się poza Sejmem i nie ma powodów przypuszczać, że w najbliższym czasie prawo aborcyjne zostanie zmienione. Gdyby miało zostać zmienione, to musiałoby zostać zaostrzone. A Kościół nie jest w tej chwili w tak mocnej pozycji, żeby wymusić na rządzie jakieś bardziej fundamentalne przepisy - uważa nasz rozmówca.

"Sejmowa debata o aborcji? Jestem przerażony. Wścieklizna prawicy przypomina..." [BLOG] >>>

Fot. Agata Kondzińska

- Nieobecność posłów w trakcie dyskusji na sali plenarnej to jeden z elementów postępującej degradacji roli Sejmu - kontynuuje filozof. - Sejm w coraz mniejszym stopniu jest rzeczywistym ciałem ustawodawczym i posłowie mają - z wyjątkiem pewnej grupy prominentnych partyjnych posłów - bardzo ograniczony wpływ na kształt ustaw i - co najwyżej - biorą udział w ich powstawaniu tylko jeżeli należą do partii koalicyjnych. W związku z tym, że praca posła jest frustrująca i jałowa, większość posłów z tzw. planktonu, czyli posłów pozbawionych wpływu na prawo nie uczestniczy w posiedzeniach, w których uczestniczyć nie musi. I ja się im nie dziwię.

To nie posłowie są problem, problemem jest system

Według filozofa, nieobecność posłów na sali plenarnej nie jest kwestią samych posłów, lecz ustroju, w którym działają. - Gdy wymyślano tej ustrój, były zupełnie inne warunki funkcjonowania polityki, demokracja była w mniejszym stopniu medialna, a państwo i prawo były mniej skomplikowane. Dzisiaj przedstawiciele ludu zasiadający w parlamencie nie mają w przeważającej liczbie przypadków żadnych kompetencji i umiejętności w zakresie profesjonalnych zagadnień, na których trzeba się znać tworząc ustawy. Są bezradni i zagubieni, bo tworzenie prawa jest działalnością w tej chwili profesjonalną. Jeżeli zaś chodzi o kierunki polityczne tej legislacji, to one są wyznaczane przez kierownictwo partii i rządu. Trzeba więc przebudować instytucje demokratyczne.

Ograniczenie prawa do aborcji? Poseł SP: "Musi być prymat człowieka nad pieniądzem" >>>

- Nie ma wątpliwości, że rola Sejmu ulega degradacji. Tak po prostu jest i pojedynczy poseł, który nie przychodzi na posiedzenie, chociaż powinien, jest tylko symptomem tego, a nie powodem - podkreśla prof. Hartman. Czy rozwiązaniem byłoby zmniejszenie liczby posłów? - Nie - uważa nasz rozmówca. - Ale zwiększenie autorytetu Sejmu musiałoby się wiązać z profesjonalizacją działalności parlamentarzystów. Gdyby ich było mniej, a każdy z nich miał większe znaczenie dla swojej partii i dla społeczności, w której działa, a jednocześnie byliby wyposażeni w finansowe i instytucjonalne narzędzia działania, to autorytet parlamentu by wzrósł. Nie sądzę, żeby tutaj liczba posłów była decydująca, tylko profesjonalizacja ich działalności - zaznacza.

Mniej posłów? "Może i tak, ale..."

- Gdyby poseł zarabiał kilkukrotnie więcej, miał kilkukrotnie więcej środków do dyspozycji na swoją działalność publiczną, to działałby też jako pewna instytucja o wiele bardziej profesjonalnie - uważa Hartman. - Oczywiście oznaczałoby to, że Sejm jest droższy - wtedy z tego powodu może warto by było zmniejszyć liczbę posłów? Samo zmniejszenie liczby posłów jednak nie jest rozwiązaniem, ale może być cennym elementem reformy parlamentaryzmu, na którą musi się składać wzmocnienie instytucjonalne funkcji posła oraz zmiana ordynacji wyborczej, która nieco chociaż zwiększy ten odstęp pomiędzy poziomem wyborcy a poziomem posła - poziomem profesjonalnym, kulturalnym i intelektualnym.

"Platforma traktuje swoich posłów jak niesforną młodzież" - Chmaj o regulaminie PO >>>

- Dobra demokracja to taka, gdzie ludzie są gotowi głosować na lepszych od siebie, natomiast zła to taka, gdzie ludzie głosują na podobnych do siebie lub takich samym - kontynuuje etyk. - Ordynacja wyborcza powinna być skonstruowana tak, żeby ludzie nie posyłali do parlamentu takich samych jak oni, tylko żeby wybierali takich, co do których są przekonani, że są lepsi. To jest bardzo delikatna i trudna sprawa. Tego nie da się załatwić tylko ustawą o prawie wyborczym - to jest kwestia kultury demokratycznej, kultury liberalnej, pewnej etyczności społecznej, którą trzeba budować. Teraz posłowie, nawet jeśli nazywają się zawodowymi, to w ogromnej większości są amatorami i nie mają żadnych instrumentów działania - nic więc od nich nie zależy, a skoro nic od nich nie zależy, to też nie chce im się chodzić na posiedzenia, na które nie muszą - podsumowuje.

DOSTĘP PREMIUM