"Demonstracja języka smoleńskiego-cierpiętniczego. Chciałbym, żeby już była niedziela". Markowski o marszu PiS

Prof. Radosław Markowski obawia się tego, co będzie się działo podczas sobotniej manifestacji "Obudź się, Polsko". - Tam są nadmierne emocje. To cały wielki pomysł, żeby pokazać, że tu istnieje zło upostaciowione w premierze i rządzie - oceniał w TOK FM. - Jako obserwator życia publicznego z takich demonstracji nie dowiaduję się niczego o świecie. Ale doskonale wiem, jak śmierdzą palone opony.

Według najnowszych informacji organizatorów

w sobotniej manifestacji w Warszawie może wziąć udział nawet 200 tys. osób. Do udziału w marszu wzywają PiS, Solidarność i TV Trwam.

- Ta demonstracja będzie prawdopodobnie mieszanką języka smoleńskiego-cierpiętniczego, krzywdy, religijnych wątków z ekonomicznymi elementami. Z dużą obawą podchodzę do tego sobotniego wydarzenia. Tam są niepotrzebnie nadmierne emocje. Chciałbym, żeby już była niedziela - mówił w "Poranku Radia TOK FM" prof. Radosław Markowski.

"Wiem, jak śmierdzą palone opony"

Zdaniem politologa z PAN i warszawskiej SWPS demonstracja pod hasłem "Obudź się, Polsko" nie doprowadzi do niczego "i niczego nie rozwiąże".

Bo organizatorom chodzi o coś innego. - To cały wielki pomysł na to, żeby pokazać, że tu istnieje zło i jest upostaciowione w premierze i rządzie. Mam problem z demonstracjami jako narzędziem demokracji w XXI wieku. Dzisiaj jako obserwator życia publicznego z takich manifestacji nie dowiaduję się niczego o świecie. Dowiaduje się za to sporo o emocjach. I wiem, jak śmierdzą palone opony. Dzięki demonstracjom znakomicie rozróżniam spaleniznę opon marki Dunlop i Continental - chwalił się ironicznie prof. Markowski.

"Psychotyczna" wizja Kaczyńskiego: w poniedziałek interesuje się gospodarką, a w sobotę "Obudź się, Polsko"

DOSTĘP PREMIUM