"Polski absurd: premier jest rzecznikiem prasowym rządu ministra finansów"

- Stan polskiej administracji publicznej przypomina zdewastowany ogród. Przychodzi każda kolejna ekipa, bierze się za urządzanie tego ogrodu, ale to "urządzanie" bardzo często pogłębia stan dewastacji - stwierdził w TOK FM Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego.

Stępień był gościem Grzegorza Chlasty w Popołudniu Radia TOK FM. Komentował m.in. to, jak dzisiaj wygląda stan polskiej administracji publicznej. - Gdyby miał pan użyć jakiejś metafory, aby go zilustrować, to jakiego porównania by pan użył? - zapytał Chlasta. - Zdewastowany ogród - usłyszał w odpowiedzi.

Przychodzą, myślą, że urządzają, a naprawdę - dewastują

Dlaczego akurat zdewastowany ogród? - Bo kiedyś ten ogród jakiś był - kontynuował Stępień. - Ale od 1926 roku go dewastowano. Bo przyszli pułkownicy - a wiadomo, wojskowi zawsze myślą, że potrafią lepiej, bo po prostu wystarczy wydać rozkaz. Potem było tak z generałami - przychodzili różni i dewastowali niemal wszystko. Tak to wygląda: przychodzi następna ekipa, bierze się za urządzanie ogrodu, ale to urządzanie bardzo często pogłębia stan dewastacji - podkreślał rozmówca TOK FM.

Komorowski jako "kustosz pamięci" zyskuje na popularności. "A przecież Lech Kaczyński robił to samo" >>>

- A jak pan słyszy hasła, że trzeba np. o 20 proc. zmniejszyć liczbę urzędników? - zapytał Grzegorz Chlasta. - Zawsze sobie myślę: jak to ładnie wygląda, tylko skąd ta okrągła liczba? Wolałbym, żeby ktoś przyszedł i powiedział, że wyliczył, iż trzeba zwolnić 17,5 proc. urzędników - stwierdził były prezes TK.

Komu jest potrzebny Instytut Wymiaru Sprawiedliwości? Utrzymanie: ponad 3 mln zł rocznie >>>

I dodał: - Ale przede wszystkim wolałbym, żeby uporządkować struktury administracyjne w centrum państwa. To nie jest uporządkowane. Jest niby jakaś administracja, ale każde ministerstwo jest inaczej zorganizowane, ma inne logo, są w nich inne wynagrodzenia.

Kto kieruje państwem? Minister finansów...

- Polska resortowa, czyli każdy resort osobno - podkreślił Stępień. Stwierdził też, że jego zdaniem planowanie budżetowe w naszym kraju polega na tym, że wszystkie ministerstwa przymierzają się do swojego budżetu, ale według wskaźników z poprzedniego roku. - A ponieważ nie dadzą im tyle, co rok wcześniej, to żądają więcej. A ponieważ budżetem steruje - co jest największym absurdem naszego państwa - minister finansów, który nie ma żadnych politycznych instrumentów do zdyscyplinowania towarzystwa, to ten, kto jest chwilowo silniejszy - dostanie więcej.

Ludzie byłego ministra rolnictwa stracili posady w Elewarrze >>>

Jerzy Stępień stwierdził: - Już w latach 30. w Polsce zauważono, że dyrekcja budżetu powinna być w rękach premiera, ponieważ najważniejszym instrumentem rządzenia państwem jest budżet. A jako że premier stoi na czele władzy wykonawczej, to on powinien zawiadywać budżetem. Minister finansów jest zaś głównym księgowym budżetu. Tyle że nie ma nic gorszego niż główny księgowy podejmujący decyzje.

- Premier w Polsce jest rzecznikiem prasowym rządu ministra finansów - podsumował były prezes Trybunału Konstytucyjnego.

DOSTĘP PREMIUM