"Nie będzie rewolucji ani czarnej, ani tęczowej" - Tusk u Lisa i Olejnik

- Zrobię wszystko, żeby nie przeszedł projekt ani czarny, ani tęczowy. Istnieje ta wielka przestrzeń Polski umiarkowanej i rozsądnej, która nie chce ani rewolucji, ani kontrrewolucji - mówił o sprawie zmiany ustawy aborcyjnej Donald Tusk w wieczornym programie Tomasza Lisa.

Premier Donald Tusk odwiedził dziś wieczorem "Kropkę nad i", gdzie rozmawiał z Moniką Olejnik, i program Lisa w TVP 2. Dziennikarze rozmawiali z nim m.in. o kwestii aborcji, zapłodnienia in vitro i związków partnerskich. Pytali też o spadające notowania rządu i kryzys gospodarczy.

Zobacz wideo

Jednym z najważniejszych tematów ostatnich dni było głosowanie nad zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej. Projekt autorstwa Solidarnej Polski poparło 40 posłów PO. - Nie pierwszy i nie ostatni raz w Platformie widać różnice w tzw. sprawach światopoglądowych - skomentował premier w programie "Kropka nad i".

Monika Olejnik naciskała, pytając, co się stanie, jeśli ustawa zostanie zaostrzona. - Proszę mi zaufać, doprowadzę tę sprawę do w miarę szczęśliwego końca - odpowiedział premier. Tusk zaznaczył, że nie popiera zmian w ustawie.

- Czy pan się wstydzi za tych 40 posłów, którzy głosowali za zaostrzeniem? - pytał go z kolei Tomasz Lis.

- Zagłosowali za możliwością dyskusji nad tym projektem - zaznaczył Tusk. - Nie zgadzam się z tym poglądem, ale szanuję tych ludzi. Ten projekt zrealizowany w rzeczywistości przyniesie bardzo poważne cierpienie - powiedział.

- Zrobię wszystko, żeby nie przeszedł projekt ani czarny, ani tęczowy. Istnieje ta wielka przestrzeń Polski umiarkowanej i rozsądnej, która nie chce ani rewolucji, ani kontrrewolucji. Ani ci, którzy chcą liberalizacji, ani zaostrzenia nie przyniosą pokoju, bo skutkiem będzie wojna aborcyjna - mówił. - Jeśli mam jakąś obsesję, to taką, żeby ludzie, którzy czekają na dziecko, mogli zarabiać na to dziecko.

Premier zapowiada wspólny projekt ws. in vitro

Platformę dzieli nie tylko sprawa aborcji, ale też in vitro. Tusk powiedział, że klub pracuje obecnie nad wspólnym projektem w tej kwestii, a on sam jest za projektem, który umożliwi mrożenie zarodków i refundację w określonym zakresie. - Nie będzie ani projektu Gowina, ani Kidawy. Prawdopodobnie będzie projekt kojarzący się z bardziej liberalną frakcją PO i za takim projektem będę głosował - powiedział.

- To nie jest kaprys czy jakieś ideologiczne zacietrzewienie ze strony jednego czy drugiego posła Platformy. To są dylematy, których rozstrzygnięcie jest trudnym zadaniem dla każdego parlamentu w Europie - mówił w "Kropce nad i".

- Dziś w Polsce mamy do czynienia z najbardziej liberalnym prawem dotyczącym in vitro, bo nie ma obostrzeń - dodawał w programie Lisa. - Aborcja jest dla mnie zdecydowanie prostszym wyborem, bo wiem, jakiego programu bronię - powiedział. - Nie sądzę, żebyśmy w tej sprawie żądali od posłów dyscypliny - dodał.

In vitro tylko dla małżeństw i stałych par

Tusk poparł dostęp do in vitro dla małżeństw i par żyjących w stałym związku, ale jego zdaniem otworzenie go dla samotnych kobiet "wiązałoby się z pewnymi ryzykami". Powiedział też, że in vitro jest metodą leczniczą dla osób, które nie mogą naturalnie począć dziecka, a nie metodą "hodowania dziecka".

Premier nie chce, by in vitro służyło parom homoseksualnym ani by związek osób homoseksualnych był równoznaczny z małżeństwem. Tusk zaznaczył, że jest przywiązany do konstytucyjnej definicji małżeństwa, ale dopuścił wersję umożliwienia zawarcia związków partnerskich, które sprawiłyby, że pary homoseksualne "nie byłyby upośledzone pod względem prawnym". - Być może jestem tu przesadnie konserwatywny, ale nie sądzę, bym za swojego życia zmienił poglądy - dodał.

Premier zdecydowanie bronił też opcji wydłużenia urlopów macierzyńskich. - Rok urlopu macierzyńskiego to wybór, a nie nakaz. Niech wyboru dokonują ci ludzie, którzy wiedzą, czy lepiej jest im iść do pracy, czy zajmować się dzieckiem - mówił. - To państwo opłaca ten urlop, nie pracodawca. Być może, jeśli będzie roczna luka, to więcej ludzi otrzyma jakąś pracę na ten rok.

Poparcie dla PO spada. Tusk "nie ma poczucia katastrofy"

Zarówno Olejnik, jak i Lis zapytali premiera o spadające poparcie dla PO w sondażach i rosnące poparcie dla PiS.

- Nie mam poczucia katastrofy. Każdemu rządowi w Europie życzyłbym, po 5 latach rządzenia w kryzysie, takiego zaufania. Powiedziałbym, że ten pierwszy rok drugiej kadencji był trudniejszy niż całe cztery lata. Bierze się to z najtrudniejszej decyzji, jaką podjąłem, czyli podniesienia wieku emerytalnego - tłumaczył premier Tomaszowi Lisowi.

Monika Olejnik zasugerowała natomiast, że przyczyną dzisiejszej aktywności premiera jest ostatnia aktywność PiS i Jarosława Kaczyńskiego. Tusk z lekkim uśmiechem przyznał, że prezes PiS faktycznie go zmotywował. - Naprawdę jest lepiej, jak opozycja zaczyna debatować o gospodarce, a nie wyłącznie o Smoleńsku. Ale dość absurdalne są zarzuty, że ten pierwszy rok kadencji został zmarnowany - powiedział i przypomniał "trudną reformę" - podniesienie wieku emerytalnego i ograniczenie przywilejów emerytalnych.

- Władza, która podejmuje dobrą decyzję, zasługuje na jednozdaniową dobrą opinię od ekspertów i potem gromy od zwykłych ludzi - mówił Tusk. - Zmęczenie wysiłkiem czy cierpieniem się kumuluje. Polacy mieli prawo oczekiwać wyraźnego skoku cywilizacyjnego, który odbije się na ich materialnej sytuacji, a teraz wzrost mamy niższy niż dwa lata temu - tłumaczył.

Powtórzył, że jego zdaniem Polska radzi sobie dobrze z kryzysem, ale "jest on oczywiście odczuwalny". - Powiem coś, co nie będzie popularne: mogliśmy odczuć go gorzej, niż odczuwamy go dziś - stwierdził.

Czytaj naszą relację minuta po minucie z wieczornego rajdu premiera po redakcjach >>>

DOSTĘP PREMIUM