"Macierewicz nie ma Boga w sercu" - Paweł Deresz o "śledztwie" posła PiS

- Pan Antoni Macierewicz nie ma Boga w sercu - powiedział nam Paweł Deresz, komentując przekazanie przez posła PiS wstrząsających fotografii ofiar katastrofy w Smoleńsku "niezależnym" ekspertom. Nikt z zespołu Macierewicza nie informował go o istnieniu takich zdjęć, ani nie pytał, czy może się nimi dzielić z zagranicznymi specjalistami.

Wstrząsające zdjęcia ofiar katastrofy w Smoleńsku, o których Polska dowiedziała się we wtorek, Antoni Macierewicz miał już kilka dni wcześniej , co przyznał w rozmowie z portalem Niezalezna.pl.

Poseł PiS, który jest przewodniczącym zespołu parlamentarnego badającego katastrofę prezydenckiego samolotu, wyjawił, że przekazał fotografie ekspertom medycyny sądowej za granicą. - Do oceny i sformułowania wniosków o przyczynach katastrofy i jej przebiegu - powiedział "Niezależnej".

"Działa na mnie jak środek na wymioty"

Poseł Macierewicz uznał za ważniejsze wykorzystanie zdjęć we własnym "śledztwie" od zdania bliskich rodzin ofiar katastrofy. Nie poinformował (a przynajmniej nie wszystkich) rodzin o tym, że wyciekły tak wstrząsające fotografie. Nie zapytał także, czy zgadzają się, aby zdjęcia, na których mogą być ich bliscy, przesłać zaprzyjaźnionym z posłem ekspertom.

Potwierdza to Paweł Deresz, mąż Jolanty Szymanek-Deresz, który od nikogo z zespołu badającego katastrofę nie dostał informacji o samowolnym zarządzaniu tym materiałem przez Macierewicza. - Pan Antoni Macierewicz nie ma Boga w sercu - powiedział Deresz w rozmowie z portalem Gazeta.pl. Dodał, że nie podoba mu się zachowanie posła PiS, ale nie będzie interweniować u niego w tej sprawie: - Pan Macierewicz działa na mnie jak środek na wymioty, więc nie mam zamiaru się z nim kontaktować.

Prokuratura nie otrzymała od Macierewicza informacji o wycieku zdjęć

Wczoraj, w rozmowie z portalem Gazeta.pl Antoni Macierewicz krytykował publikację zdjęć w internecie. - Ich ujawnienie uważam za działania barbarzyńskie. To jest wstrząsające, że do tego dopuszczono. Moim zdaniem odpowiedzialni za to są między innymi ci, którzy sprawili, że oddano śledztwo w ręce rosyjskie, nie dopilnowano i przekazano wszystkie dowody Rosjanom. Pozwolono, by to strona rosyjska dysponowała wszystkimi możliwościami używanymi teraz przeciwko Polsce - stwierdził Macierewicz.

Poseł nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy zespół parlamentarny zawiadomił polskie służby o wycieku zdjęć i dlaczego jego zespół wysłał zdjęcia do zagranicznych ekspertów na własną rękę. - To wszystko, co mam na ten temat do powiedzenia - uciął i odłożył słuchawkę.

- Prokuratura Generalna nie otrzymała od posła Macierewicza zawiadomienia o wycieku zdjęć - powiedział nam jej rzecznik Mateusz Martyniuk. Powiedział, że prokuratura nie nadzoruje działań parlamentarnego zespołu Macierewicza, badającego na własną rękę katastrofę smoleńską. - Działania posła Macierewicza i jego zespołu pozostają poza zainteresowaniami prokuratury. Ale jeżeli zespół przesyła nam materiały i mają one jakąkolwiek wartość, wtedy stają się materiałem postępowania - zaznaczył Martyniuk.

Kto zrobił zdjęcia?

Wstrząsające zdjęcia, na których widać ciała ofiar katastrofy smoleńskiej, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego, opublikował w internecie rosyjski bloger. Informację o fotografiach udostępnionych przez Rosjanina podało we wtorek Radio Zet. Okazało się jednak, że o wycieku zdjęć polskie służby wiedziały już 28 września.

Nie wiadomo na razie, kto zrobił fotografie. Informacjom, że mogą one pochodzić z rosyjskiego śledztwa zaprzeczył Komitet Śledczy FR Także Jerzy Miller, były szef MSWiA i szef polskiej komisji badającej sprawę katastrofy smoleńskiej, zaprzecza, jakoby polscy śledczy byli w ich posiadaniu. - Ja nie widziałem tych zdjęć ofiar katastrofy smoleńskiej, nie mam zamiaru ich oglądać. Komisja nie miała takich zdjęć. Nigdy nie zabiegała o fotografie, które pokazywałyby ciała osób, które zginęły w katastrofie smoleńskiej - powiedział w rozmowie z radiem RMF FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM