"Cały świat o Pekinie, my - o Gmyzie". Żakowski o paranojach w polskiej demokracji

"Sensaci, histerycy, konfabulatorzy - paranoiczne umysły są wszędzie. Ale trwała wszechobecność tego rodzaju mózgów w centrum przestrzeni publicznej to polski fenomen, za który jako kraj płacimy dużą cenę" - pisze w "Gazecie Wyborczej" Jacek Żakowski.

Jak pisze, cały świat będzie się zastanawiał, "jakie prawdziwe zamiary stoją za słowami, które padną na zjeździe w Pekinie [w Chinach trwa VII Plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin - red.]. A my będziemy się zastanawiali, jakie prawdziwe zamiary stały za słowami Cezarego Gmyza".

" Porzekadło mówi, że jak Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera. Nie wiem, za jakie grzechy Pan Bóg tak okrutnie karze wyznawców trotylu, helu, mgły i stalowej brzozy. A wcześniej Magdalenki, Klubu Krakowskiego Przedmieścia, "Olina", "Bolka" (...) itp. Wszystkie te odlotowe historie od jakichś dwóch dekad rodzą się, fermentują i wybuchają z grubsza w tych samych dwudziestu czy trzydziestu umysłach, które swoją niewyczerpaną i żarliwą fantazją zarażają tysiące, a czasem miliony innych pięknych umysłów" - pisze dziennikarz.

Jak dodaje, wie, że spotka go "zarzut godzenia w demokratyczny pluralizm". "Ale żadna demokracja nie wyrosła w kraju zdominowanym przez paranoiczne wizje. Żadnego silnego państwa nie udało się stworzyć, a nawet utrzymać społeczeństwu miotanemu wytworami chorej wyobraźni" - pisze. "W Hyde Parku można mówić wszystko. W BBC, "New York Timesie", we "Frankfurter Allgemeine Zeitung" - tylko to, co ma sens. Ten, kto, kierując mediami, tej różnicy nie widzi, ponosi odpowiedzialność za rozwalanie Polski" - dodaje.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

DOSTĘP PREMIUM