Komentarze do listy nieobecności na pogrzebie: "Wstyd", "Oburzająca kalkulacja polityczna"

"Prezydent broni godności Rzeczypospolitej także przed polityczną hucpą. Jego miejsce 3 listopada było w Świątyni Opatrzności Bożej" - pisze w "Gazecie Wyborczej" Paweł Wroński. Komentuje w ten sposób fakt, że prezydent nie pojawił się na pogrzebie Ryszarda Kaczorowskiego, ostatniego prezydenta na uchodźstwie. Nie zgadza się z nim Aleksander Kwaśniewski: - Nie dzielmy włosa na czworo.

"Rodzinie Ryszarda Kaczorowskiego (...) należały się przeprosiny na najwyższym szczeblu za pomyłkę przy identyfikacji zwłok. Za błąd do tej pory publicznie przeprosił rodzinę prezydenta ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Jacek Najder. Nikt inny" - pisze Wroński.

Wroński: "Polityczna kalkulacja? Błędna i oburzająca"

Dlaczego prezydenta nie było? "Najbardziej dziwią tłumaczenia polityczne. Politycy PO, np. Jacek Protasiewicz i półoficjalnie urzędnicy z Kancelarii Prezydenta, twierdzą, że Bronisław Komorowski zrezygnował z udziału w pogrzebie z rozmysłem. Chciał rodzinie oszczędzić zamieszania i politycznych demonstracji - takich, jakie odbywały się na pogrzebach Anny Walentynowicz i Józefa Szaniawskiego. Przypomnijmy - na pierwszym pojawili się demonstranci z flagami i napisem: "To był zamach", a na drugim przedstawiciel prezydenta Jan Lityński został wygwizdany (...)" - opisuje dziennikarz "GW".

"Jeśli taka była polityczna kalkulacja, to jest ona błędna i oburzająca. Nie rozumiem sytuacji, w której legalnie wybrany prezydent Rzeczypospolitej ustępuje pola przed spodziewaną prowokacją ze strony smoleńskich szaleńców" - dodaje Wroński.

Kwaśniewski: Pojawienie się pierwszej damy to piękny gest

Nie do końca z taką opinią zgadza się Aleksander Kwaśniewski. - O wstydzie bym tu nie mówił. Była pani prezydentowa, był przedstawiciel Kancelarii Prezydenta. Ten drugi pogrzeb miał udział osób na odpowiednim szczeblu. Pojawienie się pierwszej damy jest gestem, który w każdym kraju byłby doceniony - mówił były prezydent.

Pytany jednak, czy nie brakowało mu na pogrzebie Ryszarda Kaczorowskiego premiera, prezydenta czy marszałek Sejmu, odpowiedział, że nie zna powodów, dla których ich na uroczystościach nie było. - Pewnie lepiej by było, gdyby któreś z nich się tam jednak pojawiło, ale jestem też zmęczony takim dzieleniem włosa na czworo w każdym przypadku - skwitował.

"To wstyd"

"Na pogrzebie nie było prezydenta, ministra spraw zagranicznych, premiera, marszałek Sejmu, czy byłych prezydentów. Nieobecność najważniejszych osób w państwie na tej uroczystości nazwę krótko. To wstyd" - pisze w komentarzu redaktor naczelny "Polski" Paweł Siennicki.

Następnie Siennicki opisał tłumaczenia nieobecności tych polityków udzielone przez prominentnych działaczy PO. Europoseł Jacek Protasiewicz stwierdził, że skoro na smoleńskich pogrzebach dochodzi do ekscesów prawicy, to nieobecność polityków PO "jest lepszym rozwiązaniem". Z kolei Hanna Gronkiewcz-Waltz dodała, że pytania o nieobecność prezydenta to "szukanie dziury w całym". - W takich wypadkach przypomina mi się doktor Strosmajer, który mówił do siostry Hunkovej: "gdyby głupota umiała fruwać, to unosiłaby się pani jak gołębica" - komentuje Siennicki.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

DOSTĘP PREMIUM