Ziobro u Lisa: Kaczyński coś powiedział, a Gmyza zwolniono

- To smutna informacja. Jarosław Kaczyński coś powiedział, a Gmyza zwolniono - powiedział w programie Tomasza Lisa Zbigniew Ziobro. Z kolei dla Krzysztofa Kwiatkowskiego zwolnienie szefostwa ?Rzeczpospolitej? to autonomiczna decyzja wydawcy.

Zbigniew Ziobro nazwał w TVP2 decyzje o zwolnieniu Gmyza i szefostwa "Rz" szukaniem kozła ofiarnego. - To smutna informacja. Jarosław Kaczyński coś powiedział, a Gmyza zwolniono. Zwalnianie dziennikarza, który działał na podstawie jakichś faktów, jest działaniem zbyt daleko idącym i nieuzasadnionym. To pokazuje, że dzieje się niedobrze.

Ziobro uważa, że podstawą obecnej sytuacji jest katastrofalna decyzja Donalda Tuska, który zostawił w rękach Rosjan śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej. - Dziennikarze śledczy przejmują rolę instytucji państwa, czasami popełniając jakiś błąd - dodał.

"Będziemy płacić za to dziesięciolecia"

Nie zgodził się z nim Krzysztof Kwiatkowski: - To autonomiczna decyzja wydawcy, to on odpowiada za wiarygodność gazety. Materiał, który pokazał się na łamach "Rz", był materiałem, w którym zawarte informacje nie były wiarygodne - powiedział polityk PO.

Zdaniem prof. Radosława Markowskiego "Rz" utraciła swoją wiarygodność, bo przełamała konwenanse i dobry gust. Naukowiec zauważa jednak, że "codziennie w polskiej prasie ukazują się tysiące półprawd". - Obawiam się ich bardziej - stwierdził.

Markowski zauważa również, że "rośnie nowe pokolenie, które siódmy rok rośnie w nienormalnym kraju, w którym premier i prezydent są wyzywani od zdrajców". - Będziemy płacić za to dziesięciolecia. To się nie rozmyje - przestrzegał Markowski.

"Państwo polskie nie sprawdziło się nawet w pogrzebach"

Według Czesława Bieleckiego sprawa z artykułem w "Rz" pokazuje, że "pewne fakty powinny być przedmiotem publicznej debaty". - Słyszeliśmy, że państwo polskie się sprawdziło, ale nie sprawdziło się nawet w pogrzebach. Okazało się, że nie tylko nie przebadano tych szczątków na miejscu. Władze polskie nie zdobyły się na odwagę zażądania od Rosjan, żeby pewne dowody do nas wróciły. Czuję strach ludzi władzy, że mogliby w toku tych poszukiwań prawdy natknąć się na prawdę niewygodną, dającą dyskomfort w stosunkach polsko-rosyjskich.

Zdaniem Janusza Piechocińskiego z PSL "w polskim życiu publicznym pojawiły się chore emocje". - Ten artykuł zdetonował to, co jest w głowach polityków. Nastąpiła dramatyczna wymiana ciosów z niespotykanym ujawnieniem wzajemnej niechęci. My sami nakręciliśmy się w tym dzieleniu. Według polityka PSL zwolnienie Gmyza "doleje dodatkowe emocje i dla części ludzi potwierdzi jego tezę".

- Nie może być tak, że jakiś dziennikarz pobrzękuje coś w artykule i jest afera, wszystko się wokół tego kręci. Nie usłyszeliśmy do dziś słowa "przepraszam" od dziennikarza - powiedział z kolei Marek Poznański z Ruchu Palikota.

Rada nadzorcza wydawcy "Rzeczpospolitej" i jej właściciel Grzegorz Hajdarowicz nie zostawili suchej nitki na tekście "Trotyl na wraku tupolewa". Pracę w "Rz" stracą autor tekstu, redaktor naczelny i osoby odpowiadające za dział krajowy. - Ten tekst nie był w ogóle udokumentowany. Ogromnym nadużyciem był sam tytuł - napisał w oświadczeniu właściciel gazety Grzegorz Hajdarowicz.

DOSTĘP PREMIUM