Biedroń w TV depcze brudne pieluchy. Rzecznik RP: Dla partii jest "correct"

Najpierw były odpadki z restauracji, później mokre włosy i brudne pieluchy, następnie lodowata woda, a na końcu raki - w to wszystko wchodził Robert Biedroń na antenie Eska TV, śpiewając, a raczej próbując śpiewać hit Britney Spears sprzed dekady. "Tak wygląda ostatnie stadium demokracji", "żenada", "majestat posła" - czytamy w komentarzach na YouTube pod fragmentem "Killerskiego Karaoke".

Robert Biedroń, który przeszedł tzw. ścieżkę zdrowia - bo tak w programie nazywa się wchodzenie gołymi stopami w różnego rodzaju nieczystości, od kilku dni milczy. Jego występ w "Killerskim Karaoke", którego uczestnicy wykonują popowe hity w - jak można przeczytać na oficjalnej stronie - "ekstremalnych warunkach", odbił się szerokim echem w internecie i nie tylko.

 

Mimo licznych telefonów na komórkę Biedronia, który z powodzeniem wykonywał "Oops i did it again", nie udało nam się jednak z nim skontaktować.

Pracownik warszawskiego biura poselskiego od poniedziałku tłumaczy autorowi, że poseł ma mnóstwo pracy i napięty kalendarz. Dowiedzieliśmy się natomiast, że nie jesteśmy jedynym medium, które próbuje się z Biedroniem bezskutecznie skontaktować. - W sprawie "Killerskiego Karaoke" próbują też kontaktować się z Robertem inni - mówi pracownik biura.

A jest o co pytać. Komentatorzy na YouTube, gdzie zamieszczono fragment programu, nie pozostawiają na pośle suchej nitki.

"I to jest poseł reprezentant narodu" - pisze ironicznie jeden z nich.

Rzecznik Ruchu Palikota: Z punktu widza partii wszystko jest "correct"

Jak na wchodzenie Biedronia w kubeł resztek restauracyjnych zapatrują się władze partii? - My jako partia czy ja jako rzecznik i kolega z ławy sejmowej nie mamy z tym żadnego problemu - mówi Andrzej Rozenek, rzecznik Ruchu Palikota. Zaznacza, że żadne wartości programowe partii nie zostały naruszone. - Z tego punktu widzenia jest wszystko correct - wyjaśnia.

Sam natomiast w tego typu programie by nie wystąpił. - Pewnie bym nie wziął udziału. Mam inne poczucie humoru - stwierdza i dodaje, że jego takie rzeczy nie bawią.

Zdecydowanie ostrzej występ swojego sejmowego kolegi ocenia Stanisław Żelichowski z PSL, jeden z najbardziej doświadczonych posłów, który zasiada już w Sejmie po raz ósmy. - Sprawa jest skandaliczna. Z chwilą, kiedy zdecydował się na start do Sejmu, na reprezentowanie narodu, to musi sobie darować pewne sprawy - mówi Żelichowski. - To nie jest godne posła. Złożył ślubowanie i tego trzeba przestrzegać. To jest straszna rzecz - oburza się.

Pytany o ewentualne konsekwencje wobec Biedronia stwierdza, że żadna komisja sejmowa nie ma tutaj sensu, bo pewne rzeczy trzeba po prostu przemilczeć, a konsekwencje mogą wyciągnąć jedynie wyborcy. - Trudno o jakieś komisje etyki. To niepotrzebnie będzie jeszcze bardziej nagłośnione - stwierdza Żelichowski i pointuje ciekawym porównaniem.

- Jak politycy zobaczą kamery, to zachowują się jak mój pies, który zobaczy drzewa. Muszą skorzystać.

"Na początku kariery był miłym prawdziwkiem"

Według prof. Wiesława Godzica, medioznawcy z SWPS, Robert Biedroń, który w programie szeroko się uśmiechał i sprawiał wrażenie osoby, która całkiem nieźle się bawi, kompletnie się pogubił w medialnej rzeczywistości. - Zachowuje się tak, jakby był na scenie, ale ciągle pytał jakiegoś nieistniejącego suflera, w którą stronę ma iść, jak ma się zachować, żeby być lepiej ocenianym - mówi.

Zaznacza, że Biedroń, który na początku swojej kariery "był miłym prawdziwkiem", który nie wchodził w medialne układy, jest "wybitnie zdezorientowany". Czuje na sobie oddech swoich wyborców, których tak naprawdę nie zna, ale wydaje mu się, że oczekują od niego tego typu zachowań. - Chce być takim posłem, który jak gdyby uprzedza zachowania libertyńskiej części swojego wyobrażonego elektoratu - wyjaśnia Godzic, według którego rola Biedronia, w którą wszedł, jest fałszywa, a "ludzie wyczuwają fałsz".

Dodaje, że lubi obserwować grymasy na jego twarzy, kiedy Biedroń posuwa się w rozmowie za daleko, pozwalając sobie na różnego rodzaju pointy. - Ciągle wtedy myśli: a może to za mało? Może trzeba powiedzieć coś bardziej obscenicznego? - stwierdza Godzic, według którego Biedroń ma kłopot z "autentycznością i tożsamością".

DOSTĘP PREMIUM