Sejmowa awantura o policyjną "sieć IV RP na lewicę"

Tłumaczyła się z niej w środę szefowa katowickiej prokuratury apelacyjnej przed sejmową komisją sprawiedliwości. Zapewniała, że nic nie wie o liście tysiąca osób, głównie związanych z lewicą, na które w czasach rządów PiS zarzucono policyjną sieć. Ale jest dokument z jej podpisem.

Ze starcia z posłami prokurator Iwona Palka wyszła poturbowana. - Lista jest dokumentem mi nieznanym, nic mi o niej nie wiadomo - powtarzała. Jednak mocno się zmieszała, gdy obecny na posiedzeniu Andrzej Kratiuk (prezes fundacji Jolanty Kwaśniewskiej) pokazał kserokopię zarządzenia prokuratury z jej własnym podpisem. Na mocy tego pisma - tajnego wcześniej - lista znalazła się aktach sądowych. - Jestem kompletnie zaskoczona. Nie przypominam sobie tego faktu, ale jeżeli jest tam mój podpis, to prawdopodobnie tak było - odpowiadała prokurator Palka.

- Nie uwierzę, że lista, na której jest trzech byłych premierów i kilku ministrów, nikogo nie interesowała - komentowała Krystyna Łybacka (SLD) - Czy pani w ogóle nad czymś panuje w prokuraturze? - pytała Anna Grodzka (Ruch Palikota).

Powodem zwołania komisji był artykuł "Gazety" sprzed kilku tygodni. W tekście "Dziurawa sieć IV RP na polityków lewicy" opisaliśmy proces, który toczy się we Wrocławiu.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".

DOSTĘP PREMIUM