35 tys. za godzinę lotu, równowartość mercedesa w weekend. Tak lata premier

Donald Tusk zapomniał o swoich obietnicach, że skończy z Bizancjum w stylu Kaczyńskich i będzie latał samolotami rejsowymi. Rządowego embraera traktuje jak prywatną taksówkę - czytamy w poniedziałkowym ?Newsweeku?.

"Newsweek" skrupulatnie wylicza koszt lotów premiera. W ubiegłym roku na gdańskie podróże Donalda Tuska trzeba było przeznaczyć z budżetu co najmniej 1,3 mln zł. Tak wynika z zestawienia rządowych lotów od 1 stycznia 2010 r., o które tygodnik wystąpił do kancelarii premiera.

Wątpliwości budzą jednak nie same kwoty, a sposób, w jaki premier traktuje rządowy samolot. "Uważa, że to mu się po prostu należy" - mówi cytowany przez "Newsweek" współpracownik Tuska. Szef rządu podróżuje głównie między Warszawą i Trójmiastem. Zwykle przylatuje do pracy w poniedziałek, a do domu wraca w piątek. Zdarzało mu się też polecieć do stolicy, by zagrać mecz "Politycy kontra gwiazdy" i po kilku godzinach wrócić do Gdańska. Stolicę opuszczał również w sytuacjach kryzysowych, gdy jasne było, że jego obecność może w każdej chwili być niezbędna, tak jak przy niedawnych obchodach Święta Niepodległości.

Z rządowego transportu korzysta nie tylko premier. "Donald jest wyrozumiały" - twierdzi jeden z polityków PO, wyjaśniając, że na pokład mogą zabrać się ministrowie, a nawet zwykli posłowie. "Super Express" opublikował też zdjęcia pokazujące córkę premiera wsiadającą do embraera w towarzystwie swojego chłopaka.

Zamiłowanie Tuska do nieustannego krążenia rządowym samolotem między miastami dziwi tym bardziej, że do dyspozycji ma kameralną willę w pobliżu warszawskich Łazienek i kancelarii premiera. Na liczne udogodnienia i status VIP może liczyć też, podróżując samolotami rejsowymi.

Cały tekst w poniedziałkowym wydaniu " Newsweeka "

DOSTĘP PREMIUM