Rodzice już nie zdecydują. Edukacja seksualna będzie obowiązkowa?

Do Sejmu trafił nowy projekt Ustawy o edukacji seksualnej w szkołach. Zamiast nieobowiązkowego wychowania do życia w rodzinie jego autorzy proponują obowiązkową wiedzę o seksualności człowieka. Uczniowie będą mogli sprawdzić się też w olimpiadzie wiedzy o seksualności człowieka.

Projekt ustawy przygotowany przez grupę posłów z Ruchu Palikota zakłada rewolucyjne zmiany w edukacji seksualnej. Najważniejsza to zastąpienie nieobowiązkowego dotychczas wychowania do życia w rodzinie lekcjami obowiązkowymi. Wiedza o seksualności człowieka miałaby być prowadzona od pierwszej klasy szkoły podstawowej do końca edukacji w wymiarze jednej godziny lekcyjnej tygodniowo. W przeciwieństwie do obecnie prowadzonych zajęć rodzic nie mógłby sprzeciwić się udziałowi dziecka w lekcjach.

Edukacja jest, ale jakby jej nie było

- Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, gdy młodzi ludzie wchodzą na jezdnię, by dowiedzieć się, że nie powinno się wchodzić na czerwonym świetle - powiedziała na konferencji prezentującej projekt ustawy wicemarszałkini Sejmu Wanda Nowicka. Jej zdaniem lekcje wychowania do życia w rodzinie nie spełniają swojej funkcji.

MEN nie podaje, jaki procent uczniów uczęszcza na zajęcia. Udział w lekcjach nie jest obowiązkowy, o ile rodzice (lub pełnoletni uczeń samodzielnie) przedstawią dyrektorowi szkoły pisemną rezygnację. Wiadomo jedynie, że lekcje wychowania do życia w rodzinie realizuje większość szkół. W ubiegłym roku szkolnym zajęcia odbyły się w ponad 10 tys. szkół podstawowych (na ponad 12 tys. placówek, które powinny zajęcia zorganizować). Najgorzej wygląda sytuacja techników. Tylko 1400 zorganizowało lekcje, a powinny się one odbyć w ponad 2000 szkół.

Skuteczny kalendarzyk i śmieszny tata w fartuchu

Czternastogodzinny blok to rzeczywiście niewiele, jednak dawałby młodzieży szansę na zdobycie podstawowej wiedzy. Pod warunkiem że lekcje prowadzone byłyby rzetelnie. Tymczasem nauczyciele prowadzący zajęcia często są skrępowani poruszaną problematyką lub traktują tematy z podstawy programowej jako pretekst do przekazywania własnych poglądów. "Na wszelkie nasze pytania dotyczące antykoncepcji pani pedagog unikała odpowiedzi, powtarzając jak mantrę swoją szklankę zimnej wody". "W liceum powiedziano nam, że tylko kalendarzyk może zapobiec niechcianej ciąży, bo prezerwatywa to wymysł szatana". "[Nauczycielka] uważała, że jeśli ktoś nie chce się z kimś kochać bez zabezpieczenia, to nie akceptuje jego płodności, nie kocha, a jedynie pożąda". To kilka cytatów z maili, jakie młodzież wysłała do Grupy Edukatorów Seksualnych 'Ponton', badających w 2009 roku stan edukacji seksualnej w polskich szkołach .

Wątpliwości może budzić też sama podstawa programowa, która kładzie duży nacisk na tradycyjny model rodziny i utrwala stereotypowe spojrzenie na role kobiety i mężczyzny w rodzinie i społeczeństwie. I tak, zdaniem autorów programu "Wędrując ku dorosłości", za rodzinne finanse odpowiadają... ojciec i dziadek. Lekcje dla uczniów V klasy podstawówki mają "uświadomić, że ojciec i dziadek są osobami, które wprowadzają w świat, chcą chronić przed złem, nauczyć żyć, dbają o materialny byt rodziny". A jaka jest rola babci? Jak się okazuje - to jedynie pomocnica mamy. Piątoklasiści mają się też zastanowić, czy tata w fartuchu jest śmiesznym, zdetronizowanym władcą.

Wiedza, szacunek, bezpieczeństwo

Jak edukację seksualną widzą autorzy nowego projektu? Chcą skoncentrować się na zdrowiu seksualnym i reprodukcyjnym, prawach i normach seksualnych oraz kwestiach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa. Uczniowie mieliby dowiedzieć się m.in., jak opiekować się noworodkami i niemowlętami. Podstawa programowa przewiduje też problematykę równości płci w społeczeństwie i prawie. Bardzo istotnym elementem będzie też profilaktyka przemocy seksualnej. - Nasz program opiera się na trzech filarach: wiedzy, szacunku i bezpieczeństwie - podsumowała założenia ustawy Wanda Nowicka.

DOSTĘP PREMIUM