Dziennikarz: Służby podrabiały legitymacje zagranicznych mediów, żeby chodzić na walki bokserskie? Premier: Poprosiłem o wyjaśnienia

- Dochodzą nas słuchy, że podrabiano nie tylko legitymacje polskich mediów, ale i międzynarodowych, i używano ich w celach prywatnych: np. chodzono na walki bokserskie. Czy nie można zakazać takiego procederu? - pytał premiera dziennikarz Radia ZET. Donald Tusk zapewnił, że będzie nalegał, żeby tego typu metod nie stosowano. - Jeszcze w tym tygodniu otrzymam w tej sprawie wyjaśnia od szefów służb - mówił premier.

Po publikacji przez portal Gazeta.pl i "Gazetę Wyborczą" wywiadów z byłym funkcjonariuszem CBA dziś w czasie konferencji prasowej Donalda Tuska i Janusza Piechocińskiego dziennikarz Radio ZET Jacek Czarnecki zapytał premiera o kwestię podrabiania legitymacji dziennikarskich przez funkcjonariuszy służb.

"Czy to problem tylko CBA?"

- Dochodzą nas słuchy, że podrabiano nie tylko legitymacje polskich mediów, ale i mediów międzynarodowych - zaczął pytanie do premiera Czarnecki. - Dochodzą nas słuchy, że ludzie, którzy posługiwali się tymi dokumentami, domniemujemy, że byli to agenci CBA, używali ich w celach prywatnych, m.in. akredytując się na różne prestiżowe imprezy i sobie po prostu chodzili na przykład na walki bokserskie - stwierdził i zapytał, czy w związku z tym nie warto byłoby przejrzeć działań służb specjalnych w Polsce. - Czy ten proceder nie istnieje szerzej niż tylko w CBA? Czy można zakazać takiego procederu? Czy może taka jest praktyka na całym świecie, więc niech i u nas też tak będzie? - pytał.

Tusk: Czekam na szczegółowe wyjaśnienia

Tusk wyjaśnił, że oczekuje od szefa CBA "bardzo precyzyjnych informacji, czy dochodziło do nadużyć i czy rzeczywiście bezpieczeństwo państwa i ład prawny wymagają stosowania, także legalnego, tego typu metod". - Musiałbym usłyszeć bardzo mocne argumenty, żeby uwierzyć, że to jest konieczne - mówił premier.

Zaznaczył, że szczególnie wrażliwą kwestią jest używanie fałszywych legitymacji dziennikarskich. - Nawet jeżeli dużo mówi się o kryzysie w tym zawodzie, to jednak jest to albo powinien być to zawód wielkiego zaufania społecznego i niedobrze byłoby, gdyby jakakolwiek służba nadużywała tego typu metod - mówił Tusk.

Legalność to wystarczające usprawiedliwienie?

Premier stwierdził, że będzie nalegał, żeby tego typu metod nie stosowano, nawet jeżeli znajdują jakieś uzasadnienie w przepisach czy wytłumaczenie w praktyce. - Jeśli są konieczne, to powinny być używane wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach - przekonywał.

- Z drugiej strony, dużo ważniejsze jest pytanie, czy jest wystarczającym usprawiedliwieniem, że coś jest legalne i zgodne z przepisami - mówił Tusk. - Jak tylko otrzymam w tej sprawie pogłębioną informację od szefa CBA i szefów innych służb, na pewno ją przedstawię. Powinno to być jeszcze w tym tygodniu - zapewnił premier.

"Jak się robi przykrywkowca"

Gazeta.pl opublikowała trzyczęściowy wywiad z byłym funkcjonariuszem CBA. Nasz rozmówca anonimowo odsłonił kulisy pracy w Biurze pod kierownictwem Mariusza Kamińskiego, obecnego wiceprezesa PiS. Opowiedział o bajońskich sumach wydawanych przez CBA na stworzenie legendy takich agentów i wyposażenie ich: Biuro ubierało ich od stóp do głów w markowe ubrania, gotówką płaciło 400 tys. zł za służbowe samochody.

Agenci (w tym obecny poseł PiS Tomasz Kaczmarek), niestety, często okazywali się lekkomyślni - mimo że musieli działać pod przykryciem, nie mieli oporów przed wspólnym fotografowaniem się w mieszkaniach operacyjnych i rozprowadzeniem zdjęć między sobą za pomocą różnych nośników (co groziło i grozi ich zdemaskowaniem). Na dowód pokazał nam takie zdjęcia, których część opublikowaliśmy. Nasz rozmówca opowiedział nam też szczegółowo, jak wyglądają szkolenia agentów pod przykryciem (posługujących się fałszywą tożsamością do prowadzenia tajnych operacji), zaopatrywanie ich w dokumenty, sprzęt i inne środki.

CBA - jak usłyszeliśmy - hurtowo podrabiało wszelkie dokumenty, w tym legitymacje dziennikarskie, m.in. Radia ZET i PAP, i mogło bez trudu kopiować wszelkie informacje z komórek i laptopów, które zostawiają w depozycie goście CBA. Co więcej, jak powiedział nasz informator, w CBA Kamińskiego decyzje na temat rozpoczęcia nowej operacji i obrania celu prowokacji podejmowano w oparciu o względy polityczne - a nie interes państwa. Zdecydowaliśmy się na publikację wywiadu z naszym rozmówcą, bo niezwykle rzadko zdarza się, by osoba będąca tak blisko tajemnic służby specjalnej je ujawniała. Działania CBA w początkowym okresie istnienia budziły zaś tyle kontrowersji, że każda wiarygodna relacja o ich kulisach jest cenna i powinna być znana opinii publicznej.

DOSTĘP PREMIUM