"Eksperyment Lepper" wymknął się spod kontroli". To oni rządzili Polską [LEPPERIADA]

Czy można, bezkarnie, wygrać wybory, fałszując je? Można. A oszukać wszystkie polskie media i wymyślić akcję, która zaświtała tylko w głowie spin doktora? Też można. Dowodzi tego Marcin Kącki w książce "Lepperiada", która jest barwnie napisaną historią Samoobrony i jej wodza oraz lekturą o niebezpiecznej symbiozie polityki z mediami.

"Lepperiada" Marcina Kąckiego to świetnie napisana historia o jednym z najbardziej fascynujących rozdziałów naszej współczesnej historii. Skąd się wziął Lepper, skąd się wzięli jego ludzie, jak ta formacja, z której na początku szydzono, a która później budziła strach, osiągnęła tak wielki sukces? Na te pytania autor odpowiada, ale nie jak przynudzający socjolog, lecz jak prawdziwy reporter - pisze Tomasz Lis, redaktor naczelny "Newsweeka", w recenzji książki, która trafi na półki pod koniec stycznia, a w wersji elektronicznej już jest dostępna w Publio.pl .

"Zorganizowaliśmy 2,5 tys. głosów na pana korzyść. Każdy z nich kosztował nas 10 zł"

Książka Kąckiego, dziennikarza "Gazety Wyborczej", to reporterski rajd po politycznej historii narodzin i upadku Andrzeja Leppera. Napisana ze swadą, pełna detali, przypomina o niezwykłych perypetiach Samoobrony, której działacze traktowali politykę jak skarbonkę, amnestię albo rubaszną zabawę. Czytając "Lepperiadę", czytelnik zastanawia się, czy aby na pewno świat przedstawiony w książce był realny, czy to nie wytwór surrealizmu.

"Kandydat Samoobrony Sławomir Jastrzębski z Kalisza reklamował się hasłem: "Kalisz zasługuje na rzetelnych radnych". Hasło przekuwali w czyn działacze Jastrzębskiego, co można usłyszeć na nagraniu (...)

- Masz dowód przy sobie? - pyta działaczka.

- Yhy - odpowiada głosująca.

- To teraz wyciągnąć wódkę czy jak przyjdziesz?

- Nie, jak przyjdę.

- Tam trzy karty dawają. [ ] Na pierwszej będzie jego nazwisko pisało: Jastrzębski Sławomir. I tam krzyżyk tylko postawisz przy nim. Jak załatwisz, to tutaj przyjdź.

Po głosowaniu.

- Już? - dopytuje działaczka.

- No. Na każdy głos tak chleją? [ ]

- Ta.

Działaczka odkręca korek, leje wódkę.

- Dobra małego mówiłam! - oburza się głosująca.

- Aha. No dobra.

- Dzięki.

- No, dzięki za te wybory".

Czytelnik przekonuje się, że to nie zapis kabaretowego skeczu, ale reportaż opisujący kulisy sceny polskiej polityki tak niedawnej, pozostawionej tuż za rogiem historii. I choć niektóre fragmenty budzą grozę, to w wielu miejscach towarzyszy temu rozbawienie.

"Wódka była w Samoobronie częstym motywem wyborczym. We Włocławku Grzegorz Biernacki, czterdziestopięcioletni kandydat Samoobrony prowadzący gospodarstwo rolne, dostał się co prawda do sejmiku wojewódzkiego, ale zaraz po tym otrzymał grzeczny list: Nadal nie widzimy z Pana strony chęci rozliczenia się za Pańską kampanię wyborczą, która została przez nas zorganizowana. Sumując, zorganizowaliśmy dwa i pół tysiąca głosów na Pana korzyść, a każdy z nich kosztował nas dziesięć złotych. Osoba, która zdecydowała się poprzeć Pana, oddając swój głos podczas wyborów, otrzymała od nas podarek w postaci alkoholu, dokładnie pół litra wódki, której koszt szacujemy na dziewięć złotych za sztukę. Należy jeszcze doliczyć koszt dowiezienia każdego głosującego do punktu wyborczego, co wyceniamy na około jedną złotówkę".

"Mówię mu, że wygląda jak część inwentarza. Nie obraża się. Prosi o konkrety"

Kącki pokazuje również nieznane dotychczas kulisy formowania się Leppera jako produktu marketingu politycznego w zadziwiająco szczerej rozmowie z Piotrem Tymochowiczem, nadwornym doradcą Leppera.

"Kilkanaście dni wystarczyło Tymochowiczowi na kosmetykę. Zaczęli, po spotkaniu na blokadzie, od sesji ze stylistką. - Mówię mu, że wygląda jak część inwentarza. Nie obraża się, prosi o konkrety. Mówię, że ma fryzurę jak spod garnka, a on: "Zmieniajmy, już!" - wspomina Tymochowicz. Stylistka i fryzjer robią przymiarki do włosów. Lepper trochę walczy, przyzwyczajony do starej fryzury. Gdy zaczesują mu grzywkę do góry, jest zadowolony.

Tymochowicz doradza jeszcze, jak dostosować strój do sytuacji, by nie przesadzić z nowym image'em. - Mówię, że na spotkanie z rolnikami wystarczy średniej jakości marynarka, a nie markowy garnitur.

Szef Samoobrony, w przeciwieństwie do innych polityków, podczas kampanii wyborczych unika występów z żoną, bo - jak mówi mi Tymochowicz - po zmianie wizerunku za mocno od niej odbił.

- Dziś mogę powiedzieć - przyznaje wtedy Tymochowicz - że "eksperyment Lepper" wymknął się spod kontroli. Ale to nie ja wybieram i głosuję".

Żaden komornik nie tknął dobytku Leppera

Rewolucja Leppera miała swój początek w rolniczych długach. Szef Samoobrony wylewał gnojowicę na drogi, a blokując je, żądał, by komornicy przestali licytować rolnicze majątki. Kąckiemu udaje się udowodnić, że Lepper, w swoim przypadku, jednak blefował.

"Pytam wśród pomorskich komorników, czy licytowali cokolwiek z majątku Leppera. Marek Winnicki z Koszalina pamięta tylko, że jego nazwisko poznał na blokadach: - Stałem w korkach, gdy on blokował drogi.

Dopiero Eryka Walczok, emerytowana już komornik, opisuje mi zmagania z Lepperem. Z tytułami egzekucyjnymi od banku w Darłowie jechała do "majątku" Leppera polną, dziurawą drogą.

- To było dość liche gospodarstwo, ze starymi maszynami. Zawsze przyjmowała mnie jego żona i kilku gburowatych mężczyzn, którzy nie spuszczali ze mnie oka - mówi.

- Bała się pani? - pytam.

- Nie. Ale wbrew temu, co twierdził publicznie Lepper, nigdy nie zajęłam nic z jego dobytku. Ziemi nie zabierałam, maszyny były za stare. Jego historie o licytacjach majątków rolniczych były naciągane. Komornicy po prostu nie mieli co licytować, bo na wsi, a w moim regionie na pewno, rzeczywiście panowała bieda.

Walczok nigdy Leppera osobiście nie zastała.

- Gdy o niego pytałam, małżonka mówiła: "Mąż nie wróci do domu, dopóki nie zasiądzie w pałacu".

- Co to znaczy?

- On już wtedy przekonywał żonę, że zostanie prezydentem".

Tymochowicz: zaproszenie dla Leppera od Husajna to moja robota

Kącki bez pardonu obchodzi się w swojej książce z mediami, a wnioski z tego płyną ponure. Telewizje informacyjne oddawały szefowi Samoobrony swój czas antenowy bez ograniczeń, traktując go jak nabijacz słupków oglądalności, co ten w pełni wykorzystywał, wypuszczając nawet informacje nieprawdziwe, z zapałem przez dziennikarzy podchwytywane. Lepper potrafił, co opisuje Kącki, prokurować wręcz fikcyjne, wielkie akcje, by wypłynąć we wszystkich mediach w nastroju ekskluzywnej sensacji. Niezwykłe, że znana sprawa Saddama Husajna, dyktatora Iraku, którego Lepper miał odwiedzić przy oburzeniu polityków i mediów, miała być właśnie przykładem takiej medialnej fatamorgany.

"Lepper nie lubił, gdy go w mediach w ogóle nie było. W 2001 roku Monika Olejnik, wpływowa dziennikarka Radia Zet i telewizji TVN24, ogłosiła bojkot Leppera, gdy nazwał ojca Włodzimierza Cimoszewicza "zbrodniarzem, który zabijał Polaków". W ślady Olejnik idą inne redakcje. Lepper znika. I skarży się z mównicy sejmowej: - Wielka dziennikarka straszy, że nie zaprosi do swojego programu. Prywatną telewizję ma. Brak jej profesjonalizmu.

Złamania blokady podejmuje się Piotr Tymochowicz, doradca medialny szefa Samoobrony. - Andrzej był blokadą przejęty. Wnet głośno się zrobiło o narastającym konflikcie między USA i Irakiem. Wykorzystałem to - mówi mi Tymochowicz. Lepper podczas blokady medialnej otrzymuje zaproszenie od Saddama Husajna, irackiego przywódcy. Szef Samoobrony rozważa publicznie, czy pojechać, a media oburzyły się, że wyjazd byłby wsparciem dla dyktatora, potępianego za łamanie praw człowieka. Amerykanie szykowali się w tamtym czasie na wojnę z Irakiem. Tymochowicz: - Zadzwonił do mnie nawet Marek Siwiec [poseł SLD] i tłumaczył, że niszczymy polską rację stanu. Lepper, będąc znów w centrum wydarzeń, uspokaja, że ma nieważny paszport, więc z zaproszenia nie skorzysta. Tymochowicz: - Nie pojechał, bo kazałem mu powiedzieć, że ma nieważny paszport. Lepper miał wrócić na czołówki gazet i złamać blokadę Moniki Olejnik w Radiu Zet. Złamał.

Tymochowicz mówił mi, poważnym tonem, że to jego współpracownicy skontaktowali się z Husajnem i sprokurowali zaproszenie dla Leppera, a Samoobrona przekazała mediom, że była to inicjatywa Iraku".

Lepper bawił się dziennikarzami, a dziennikarze Lepperem

Autor książki przesłuchał także archiwalne nagrania, by wydobyć takie choćby incydenty, w których Lepper bywał, w rękach dziennikarzy, atrakcyjną zabawką.

"Pan premier ma dzisiaj fantastyczne obuwie, różne rodzaje skór - rozpoczyna Jacek Żakowski w Radiu TOK FM.

- Celowo dla was ubrałem, to jest polska firma. To normalne buty, co wy robicie tutaj sensację z butów Leppera?

- Myślałem, że to dzieło sztuki, u jakiegoś najsłynniejszego szewca robione.

- Polski pan Kielman. I niech pan nie przesadza z tym, że posłów na to nie stać, żeby chodzili elegancko ubrani i dobrze reprezentowali Polskę. A nie wygnieceni".

"Lepperiada" to historia groteskowa, ale i dramatyczna. Lepper, otoczony zespołem koniunkturalnych, bezideowych działaczy, pozostaje na politycznej scenie sam. Pozbawiony wsparcia, pieniędzy, nadziei, odchodzi, by po raz ostatni wrócić na tak lubiane przez siebie czołówki gazet i w najlepszy czas antenowy.

"Lepperiada" to także historia uniwersalna o mechanizmach polityki, choć głównie o jej niedoskonałościach w demokracji. Jak ostrzeżenie brzmi w książce komunikat Państwowej Komisji Wyborczej, gdy Renata Beger, nadworna Leppera, zostaje posłanką po sfałszowaniu podpisów - "nie może to być podstawą do weryfikacji wyborów" - uznaje PKW.

To również lektura o współzależności polityki z mediami, o ich symbiozie i pasożytnictwie. Z książki wyłania się wątpliwość, czy to aby na pewno media, zwłaszcza elektroniczne, tak hołubione przez Leppera, sprawują nad polityką nadzór, nieodzowny w systemie demokratycznym. A może jest odwrotnie.

Tomasz Lis pisze w recenzji: "Książka Kąckiego to opowieść o Ikarze w gumofilcach, który z impetem wszedł na salony, a później został z nich wyrzucony, który budził fascynację i odrazę, ale zawsze zainteresowanie".

Andrzej Skworz, redaktor naczelny miesięcznika "Press", dodaje: "Lepperiada" jest dowodem na to, że Kącki nie odpuścił Samoobronie. Od początku miał ją na oku. Teraz brawurowo podsumowuje historię tej partii i jej wodza. I robi to z niezwykłą troską o detale.

"Lepperiada" trafi na półki 23 stycznia nakładem wydawnictwa Czarne. E-book można kupić w Publio.pl już teraz.

DOSTĘP PREMIUM