"Prawo drogowe jest jak gra w ciuciubabkę: my możemy wygrać szybką jazdę, policja - mandat"

"Kodeks drogowy pisany jest ze świadomością, że zawarte w nim regulacje będą notorycznie łamane i tylko w statystycznie nielicznych przypadkach karane. Ustawodawca uchwalając daną ustawę zgadza się z góry na to, że będzie ona wykonywana i przestrzegana niesumiennie..." - pisze na blogu na serwisie Polityka.pl prof. Jan Hartman.

Etyk na swoim blogu wraca do tematu fotoradarów . Zwraca jednak uwagę na specyfikę prawa, które stanowi o tego typu kontroli obywateli. "W odróżnieniu od zwykłych regulacji nakazowo-zakazowych, które ustanawia się w przekonaniu, że z punktu widzenia dobra społecznego będzie zawsze lepiej, gdy obywatele będą ich przestrzegać ściśle i sumiennie, niż nieściśle i niesumiennie, kodeks drogowy pisany jest ze świadomością, że zawarte w nim regulacje będą notorycznie łamane i tylko w statystycznie nielicznych przypadkach karane" - pisze Hartman.

"Zmowa milczenia lub hipokryzja"

Zdaniem publicysty "Polityki", ustawodawca przy tym prawie z góry zgadza się, aby "była wykonywana i przestrzegana niesumiennie". Filozof nazywa to "grą ze społeczeństwem"; grą, która polega na przypadkowym karaniu tylko tych, którzy dadzą się złapać, "a więc mają pecha". "Dlatego też prawo drogowe jest tak zbudowane, że praktycznie nie da się go w pełni przestrzegać. Jest grą w ciuciubabkę, w którą my możemy wygrać szybką jazdę, a policja mandat" - pisze Hartman.

Autor na swoim blogu podkreśla, że tego typu gra "nie jest w pełni praworządna, zgodna z duchem prawa, doktryną i konstytucją. A przede wszystkim jest to gra nieformalna! Ba, w zasadzie nielegalna". Etyk podsumowuje, że to wszystko opiera się na "zmowie milczenia lub hipokryzji", a - co za tym idzie - "nie możemy powiedzieć otwarcie, iż umieszczenie radarów na wszystkich drogach oznacza złamanie reguł gry, bo mieliśmy być karani wyrywkowo, a będziemy karani sumiennie".

Cały komentarz Jana Hartmana na jego blogu w serwisie Polityka.pl >>>

DOSTĘP PREMIUM