2013 rokiem protestów? Baczyński: Tak błahy pretekst utrudni życie milionom ludzi...

- W 2012 miałem wrażenie, że język opozycji dotarł już do końca. I trudno będzie go przelicytować. Ale wyobrażam sobie, że w tym roku, np. w przypadku związków zawodowych, będziemy obserwować przejście od słów do czynów - mówił w TOK FM Jerzy Baczyński, redaktor naczelny tygodnika ?Polityka?.

- Polityka po Nowym Roku się rozkręca. Za chwilę protest na kolei, dyskusja i głosowanie ws. odwołania ministra Bartosza Arłukowicza. To pierwsze takie polityczne zwarcie. Czego możemy się spodziewać w tym roku? - pytała w dyskusji publicystów Janina Paradowska.

Budapeszt w 2013?

- Wydaje się, że PiS wyraźnie zdefiniował sobie rok 2013 jako rok, w którym może nastąpić Budapeszt. Budapeszt jako metafora kryzysu, życzeniowe myślenie, by zaczęło dziać się źle - mówił prof. Radosław Markowski. - Partia Jarosława Kaczyńskiego będzie współpracować z różnymi związkami i liczyć, by ulica się odezwała. Paraliżowanie transportu, różnych sfer publicznych - prawdopodobnie taki scenariusz przed nami... - prognozuje socjolog.

Baczyński: Od słów do czynów?

- Miałem wrażenie, że w 2012 język opozycji dotarł już do końca. Dalej już iść chyba nie można. Opis rzeczywistości, który w ubiegłym roku codziennie serwowała nam opozycja, był tragiczny. Choć nic katastrofalnego się nie stało, ciągle słyszeliśmy o biedzie, rozpadzie państwa, braku rządów. W tym roku trudno będzie to przelicytować. Ale wyobrażam sobie, że w przypadku związków zawodowych może nastąpić przejście od słów do czynów - mówił w TOK Jerzy Baczyński z "Polityki".

- Popatrzmy choćby na zapowiadany na piątek strajk na kolei. Widzimy, jak błahy pretekst może spowodować niesłychane uciążliwości dla milionów ludzi. A w proteście chodzi o to, że kolejarze stracą część ulgi na podróżowanie I klasą - podkreślił Baczyński.

- Każdy pretekst będzie dobry, by paraliżować funkcjonowanie państwa - dodał.

Protesty? Tak, ale niekoniecznie sukces PiS

Zdaniem Romana Imielskiego z "GW", choć 2013 upłynie nam pod hasłem protestów i demonstracji, niekoniecznie muszą one przynieść korzyści partii Jarosława Kaczyńskiego. - 2013 będzie bardzo trudnym rokiem dla PiS. Solidarna Polska nie dała się spacyfikować. Jacek Kurski jest dla PiS groźnym przeciwnikiem. Masowe protesty też niekoniecznie przyniosą PiS korzyści. Protesty w 2012 nie do końca były sukcesem PiS. To był sukces Radia Maryja, a nie PiS - dodał Imielski.

DOSTĘP PREMIUM