"Potwierdzamy", "rozpatrujemy", "jest harmonogram" - jak polskie władze "rozmawiały" z Komisją Europejską ws. in vitro

Albo informacja, co robicie ws. in vitro, albo konsekwencje - nawet sprawa przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości. O takim ultimatum dla Polski, postawionym przez Komisję Europejską informuje dzisiaj "Gazeta Wyborcza". My publikujemy dokumenty - zobacz, jak wyglądała korespondencja polskiego rządu z KE.

Dyrektywy w sprawie m.in. dawstwa, przetrzymywania i pozaustrojowego zapładniania, w tym także in vitro, Polska powinna wprowadzić już w 2006 roku. Pierwszy raz Komisja Europejska upomniała nas w 2008 roku . Później robiła to regularnie w latach 2009, 2010, 2011 i 2012.

Czym skutkuje brak regulacji? Czytaj więcej w materiale reportera TOK FM >>>

TOK FM dotarło do części korespondencji Komisji Europejskiej skierowanej do ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Wynika z niej, że strona polska, ponaglana przez KE, kilkukrotnie zapewniała o swojej woli regulacji kwestii in vitro. Mówiła nawet o gotowym harmonogramie i czterech różnych projektach ustaw dotyczących zapłodnienia pozaustrojowego.

Rzecznik Ministerstwa Zdrowia Krzysztof Bąk podkreśla, że ostatnie ostrzeżenie Komisji Europejskiej - to opisane przez "GW" - zobowiązuje Polskę jedynie do udzielenia odpowiedzi w ciągu dwóch miesięcy, nie zaś podjęcia działań.

DOSTĘP PREMIUM