Pawłowicz: Środowiska genderowe nawołują do nienawiści. Jeśli szczucie... [OŚWIADCZENIE]

- List osób związanych z lewicowymi i genderowymi środowiskami akademickimi, będących stroną w sporze o związki homoseksualne, piętnuje mnie za oczywiste stwierdzenia prawne i naukowe - pisze w posłanka PiS Krystyna Pawłowicz komentując apel środowisk naukowych w obronie m.in. Anny Grodzkiej i Roberta Biedronia.

- Jeśli wezwania sygnatariuszy Listu do przemocy, będące formą szczucia, spowodują jakąkolwiek krzywdę pracownikom mojego biura i mnie osobiście, będzie to obciążało moralnie każdego z tych sygnatariuszy z osobna - dodaje Pawłowicz.

Posłanka PiS apeluje, by zamiast terroryzować opinię publiczną, należy podjąć dyskusję i spytać Polaków czy życzą sobie kosztem katolickiego społeczeństwa uchwalić ustawę, która "zrównuje sytuacje homoseksualistów ze statusem małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny".

List? "Insynuacje, nadużycie prestiżu"

- List osób z lewicowych i genderowych środowisk naukowych jest nadużyciem prestiżu i statusu pracownika naukowego. Posługuje się insynuacjami, jest wzorowym przykładem nawoływania do nienawiści i aktów agresji ze względu na przekonania - przekonuje Pawłowicz.

Jej zdaniem sygnatariusze zarzucają jej wymyślone przez siebie zdarzenia i sytuacje (np." porównanie człowieka do małpy "), bezpodstawnie i absurdalnie pomawiają o antysemityzm, o "sprzeniewierzenie się prawdzie" czy "wielokrotne obrażanie posłanki Anny Grodzkiej".

- Celem autorów, którzy w swym liście jaskrawie mijają się z prawdą i łatwo sprawdzalnymi faktami, jest sterroryzowanie i zastraszenie mnie, jak też innych osób chcących rozmawiać o regulacji prawnej związków homoseksualnych. Celem autorów listu jest też uniemożliwienie nam korzystania z konstytucyjnej wolności wypowiedzi - dodaje.

DOSTĘP PREMIUM