"Rzeczpospolita": Brzoza w Smoleńsku złamana prawie 3 m wyżej, niż w raporcie Millera

Według pomiarów biegłych powołanych przez wojskowych śledczych brzoza, o którą miał skrzydłem zahaczyć Tu-154M, jest złamana prawie 3 metry wyżej, niż napisano w raporcie komisji Millera - ustaliła rp.pl. Jak poinformował kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej, drzewo zostało złamane na wysokości 7 metrów i 70 cm.

W raportach rosyjskiego MAK i polskiej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego napisano, że brzoza została złamana na wysokości około 5 metrów nad powierzchnią gruntu. - Wysokość uderzenia zawarta w raporcie naszej komisji została określona na podstawie pomiarów przeprowadzonych przez członków KBWLLP, którzy przebywali w Smoleńsku - zapewnił rp.pl Maciej Lasek, który był zastępcą przewodniczącego tamtej komisji.

Różnice także w grubości drzewa

Wątpliwości pojawiają się również przy grubości drzewa. Raport Millera stwierdza, że w miejscu złamania średnica pnia wynosiła 30-40 cm. NPW twierdzi, że w tym punkcie drzewo miało średnicę 52 cm. - Te rozbieżności muszą wynikać z faktu, że drzewo na początku nie zostało dokładnie zmierzone, a jego parametry oszacowano - mówi rp.pl dr Jan Łukaszkiewicz z Katedry Architektury Krajobrazu ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Zespół Macierewicza: Samolot leciał wyżej

Wysokość, na której złamała się brzoza, miała znaczenie w wyznaczeniu trajektorii lotu przedstawionej w raporcie Millera. Zespół parlamentarny ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, kierowany przez Antoniego Macierewicza z PiS, przedstawia obliczenia, według których drzewo nie mogło złamać skrzydła. Ich zdaniem samolot leciał wyżej, a nawet gdyby doszło do kontaktu, to nie spowodowałby on oderwania końcówki skrzydła. Zespół sugeruje, że katastrofa mogła być tak naprawę zamachem. Na kolejnych spotkaniach z zainteresowanymi eksperci Macierewicza przekonują, że na pokładzie samolotu doszło do dwóch wybuchów. Wcześniej sugerowali, że na lotnisku w Smoleńsku mogło dojść do wytworzenia sztucznej mgły.

Rząd: Nie ma potrzeby wznawiania prac komisji Millera

Strona rządowa utrzymuje, że ws. przyczyn katastrofy nie ma nowych faktów, które dawałyby podstawy do wznowienia działań. Informacje te potwierdzili na ostatnim spotkaniu w "Gazecie Wyborczej" eksperci związani z zespołem Jerzego Millera.

Potrzeby wznawiania prac komisji Millera nie widzi też rzecznik rządu, Paweł Graś.- Przyczyną katastrofy nie było zderzenie z brzozą, ale zejście Tu-154M poniżej minimum - podkreślił dzisiaj w RMF FM. - W tej chwili pracujemy nad formułą, w której możliwe byłoby działanie zespołu Macieja Laska. Wkrótce będzie jego konferencja ze specjalistami. Będzie możliwość reakcji na teorie, które się pojawiają - zapowiedział rzecznik rządu.

Więcej na stronie "Rzeczpospolitej" >>

DOSTĘP PREMIUM