"Nowicka to polityczka w świecie, w którym polityka jest mężczyzną. Ale nie o to tutaj chodzi" [WYWIAD]

- Wanda Nowicka jest nie tylko kobietą, ale i feministką, silną indywidualnością, polityczką w świecie, w którym polityka jest mężczyzną. Z drugiej jednak strony obecna dyskusja polityczna związana jest bardziej z równowagą sił w Ruchu Palikota niż kwestią płci - mówi Gazeta.pl Anna Mazgal z "Kultury Liberalnej", odnosząc się do komentarzy, że w awanturze o Wandę Nowicką chodzi głównie o to, że jest kobietą.

W ubiegłym tygodniu Sejm nie zgodził się na odwołanie Nowickiej z funkcji wicemarszałkini Sejmu, o co wnioskował klub RP. Jako powód wycofania swej rekomendacji dla Nowickiej i wniosku o jej odwołanie z funkcji wicemarszałkini Ruch podawał kwestię przyjęcia przez nią 40 tys. zł nagrody za 2012 r. Dzisiaj RP poinformował, że Nowicka została usunięta z klubu.

Od początku tej sprawy głos zabierają środowiska feministek, które uważają, że Nowicka za bardzo urosła w siłę w swojej partii i wystraszyła kolegów. Uważają, że posłanka została źle potraktowana, bo jest kobietą.

Janusz Palikot potraktował tak Wandę Nowicką, bo jest kobietą?

Anna Mazgal, "Kultura Liberalna": - Prawda jest pewnie gdzieś pośrodku. Dyskusja polityczna na temat Nowickiej związana jest bardziej z równowagą sił lub jej brakiem w Ruchu Palikota niż tym, że jest to sprawa między kobietą a mężczyzną.

Z drugiej strony wydaje mi się, że w polityce rzeczywiście inaczej rozmawia się z polityczkami, a inaczej z politykami, i pewnie też inaczej się te osoby traktuje. Oczywiście można na to patrzeć od tej strony, że tu chodzi o płeć, ale wydaje mi się, że w tej sprawie jest to kwestia drugorzędna. Większą rolę grały raczej polityczne różnice.

W jakim zakresie afera z Nowicką i Grodzką może być odczytywana w kontekście feministycznym?

- Trudno powiedzieć, na ile w tym konflikcie płeć ma znaczenie. Choć ten spór jest znaczący dla kobiet i ruchów kobiecych z tego względu, że rzeczywiście w nim dużą rolę grają kobiety. To są silne polityczki, które pracowały ciężko na to, żeby być rozpoznawalne, i dobra strona tego konfliktu jest taka, że rzeczywiście one są bardzo widoczne, bardzo wyraziste i nie są wyłącznie taką strażą przyboczną, która ma łagodzić wizerunek mężczyzn polityków, ale są osobowościami, indywidualnościami.

Palikot twierdzi, że feministki zbyt często używają argumentu, że coś złego przytrafia się kobietom, bo są kobietami. Czy rzeczywiście tak jest?

- Mnie osobiście nie wydaje się, że jest to zbyt częste. Jak mówiłam, inaczej traktuje się kobiety polityczki. Chociażby sprawa z minister Joanną Muchą, która po tym, jak objęła resort, była w bardzo bezlitosny sposób rozliczana z tego, czy i jak zna się na sporcie. I myślę, że żaden męski polityk nie był tak rozliczany z innego resortu. Na pewno mężczyźni, którzy wypowiadają się w sprawach kobiecych, nie są rozliczani z tego, na ile znają kobiety. Więc ja w tym momencie nie byłabym po stronie Palikota, który to umniejsza i próbuje sprowadzić do wojny płci.

Kazimiera Szczuka stwierdziła: "Wanda zajmowała się takim ruchem kobiet Ruchu Palikota. Panowie się przestraszyli, że za chwilę będzie przejmowała partię. Bo te kobiety już nie będą tylko podawać kawę". Czy to właśnie takie opinie nie umniejszają roli kobiety w polityce?

- To raczej nie umniejsza ich osiągnięć, zwłaszcza że kontekst wypowiedzi Kazimiery Szczuki pokazuje pewną charakterystyczną dla polskich ugrupowań strukturę. W polityce cały czas rolę szefów grają mężczyźni i widać to dosyć wyraźnie w przypadku Ruchu Palikota. Przecież w momencie, kiedy ta formacja się tworzyła, to bardzo wyraźnie było widać to, że tak naprawdę jedyną wyrazistą postacią jest sam jego lider. Zresztą sama nazwa to wskazuje, jest to ruch skupiony wokół jednej indywidualności. I to dobrze, że w tym ugrupowaniu nagle pokazują się inne osoby.

A czy mężczyźni się wystraszyli, że Wanda Nowicka będzie nadawać większy kierunek temu statkowi, który nazywa się Ruch Palikota? Trudno mi powiedzieć. Ale nie wydaje mi się, aby te komentarze Nowicką umniejszały.

Ale czy przedstawianie kobiety jako ofiary nie ma efektu odwrotnego do zamierzonego?

- Ja bym tego nie demonizowała, bo wydaje mi się, że to jest taki dyskurs, który ma różne strony. Jeżeli chodzi o Wandę Nowicką, to jest ważne, że ona jest feministką, kobietą, silną indywidualnością, polityczką w świecie, w którym polityka jest mężczyzną. Jest to też jednak jakaś polityczna rozgrywka w partii opozycyjnej i tutaj pewnie już mniejszą rolę gra płeć. Ja osobiście się cieszę, że wybrzmiewają głosy, które są na różnym poziomie. Te czasy, kiedy udawaliśmy, że polityka nie ma płci, kończą się, bo widać, że kobiety i mężczyźni różnie się zachowują i ta różnorodność jest dobra. Ona powoduje, że do polityki wchodzą różne perspektywy.

Ta dyskusja przysłuży się więc kobietom?

- Myślę, że nie będzie to krok milowy w sprawie traktowania kobiet, ale na pewno ważna rozmowa na ten temat. Oczywiście wiele takich rozmów jeszcze przed nami: co to znaczy być mężczyzną i kobietą w polityce oraz kiedy argument płci jest wiodący, a kiedy jest tylko tłem dla politycznej rozgrywki. Ale wydaje mi się, że to dobra dyskusja, która będzie wracać. Idziemy w dobrym kierunku.

DOSTĘP PREMIUM