Dominika Wielowieyska dziękuje Jarosławowi Kaczyńskiemu za wywiad w "Sieciach". "Poprawiła się moja sytuacja procesowa"

Przy okazji przeglądu prasy w TOK FM, Dominika Wielowieyska podziękowała Jarosławowi Kaczyńskiemu za wywiad, jakiego udzielił tygodnikowi "Sieci". Wyjaśniła, że w wyznaniu tym nie ma kpiny czy żartu, a prawdziwa wdzięczność.
Zobacz wideo

Prowadząca Poranek TOK FM Dominika Wielowieyska pozwoliła sobie, jak powiedziała, na osobisty wtręt. Oświadczyła, że jest osobiście wdzięczna prezesowi PiS za wywiad, którego udzielił i zapewniła, że nie ma w tym żartu. A chodzi konkretnie o te słowa, wypowiedziane przez Jarosława Kaczyńskiego:

Pan Marek Chrzanowski nigdy nie był członkiem PiS. Objął stanowisko w wyniku wskazania przez prezesa Adama Glapińskiego. Był osobą nam wcześniej nieznaną.

Mowa oczywiście o byłym już szefie Komisji Nadzoru Finansowego, który usłyszał zarzuty w związku z aferą KNF i ujawnieniem przez "Gazetę Wyborczą" nagrania jego rozmowy z Leszkiem Czarneckim. Była w niej mowa o przychylności KNF wobec jego banków w zamian za zatrudnienie wskazanego przez Chrzanowskiego prawnika, który miałby otrzymywać wysokie wynagrodzenie.

Dominika Wielowieyska wyjaśniła, dlaczego te akurat słowa są dla niej w wywiadzie z Jarosławem Kaczyńskim tak istotne. - Prezes Adam Glapiński zażądał ode mnie 100 tys. zł za napisanie tekstu o prezesie NBP. Za nieprawdziwe zdanie uznał, że Marek Chrzanowski jest protegowanym właśnie prezesa NBP. A dzisiaj Jarosław Kaczyński znacząco poprawił moją sytuację procesową. Dziękuję, panie prezesie. Jestem panu naprawdę bardzo wdzięczna - powiedziała dziennikarka.

Jarosław Kaczyński w "Sieciach" o taśmach i Srebrnej

Ale Jarosław Kaczyński w poniedziałkowym wywiadzie komentował również sprawę taśm i rozmów z austriackim biznesmenem Geraldem Birgfellnerem na temat budowy wieżowca przy ul. Srebrnej. 

Kaczyński został zapytany o kontekst jego rozmowy z Geraldem Birgfellnerem, której fragmenty ukazały się w "GW". Jak mówił, od wielu lat nieruchomość na Srebrnej stanowiła pewne "wyzwanie" dla spółki. Prezes PiS wyjaśnił, iż Birgfellner sam zainteresował się sprawą inwestycji w tym miejscu, "twierdząc, że potrafi to poprowadzić". - Deklarował, że z góry wynajmie część lokali i że uzyska kredyt w zachodnim banku. Z naszego punktu widzenia, biorąc pod uwagę problemy, na jakie trafiliśmy, takiej propozycji nie można było odrzucić - dodał.

Odnosząc się do stwierdzenia, że gdy inwestycję trzeba było przynajmniej odłożyć, powstał problem rozliczenia się z austriackim biznesmenem, Kaczyński powiedział, że był pod "pewnym naciskiem moralnym ze strony tej części rodziny". Ponieważ - jak dodał - "Austriak doszedł chyba do wniosku, że będzie z tej inwestycji po prostu żył, i to dobrze". - Może naczytał się tekstów, z których wynika, że ja tu wszystko mogę. Problem w tym, że nie było podstawy do prawnej zapłaty - podkreślił polityk.

Dopytywany o cel budowy wież, Kaczyński odparł: Od wielu lat mam takie marzenie, które jest w pełni legalne, choć może się nie podobać w pewnych środowiskach, by Instytut Lecha Kaczyńskiego stał się poważną konkurencją dla Fundacji Batorego.

Jak zauważył, Batory obecnie nie ma konkurencji, również w przypadku starań o zagraniczne fundusze. - Byłoby to poważne przedsięwzięcie typu ideowego, może coś w rodzaju Fundacji Adenauera, stanowiące istotne zaplecze polskiego patriotyzmu i myśli państwowej - przekonywał prezes PiS.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM