To może być dla Polski kosztowna konferencja. "Nie udało się zatrzeć wrażenia, że była antyirańska"

Konferencja bliskowschodnia w Polsce dobiegła końca. - Można odnieść wrażenie, że USA i Izraelowi zależało, żeby ostre słowa w stosunku do Iranu zostały powiedziane - podsumowała Agnieszka Lichnerowicz z TOK FM.
Zobacz wideo

Sytuacja w Jemenie, Syrii, ale przede wszystkim Iran - to tematy zakończonej konferencji bliskowschodniej, która odbyła się na Stadionie Narodowym. Do Warszawy zjechali na nią przedstawiciele kilkudziesięciu państw. Jak podkreślał amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo, wszyscy oni zgodzili się, że Teheran stanowi bardzo duże zagrożenie. - Na sali obrad nie było żadnego obrońcy Iranu. Żadne państwo nie zaprzeczyło podstawowym faktom, jakie przedstawiliśmy. Zagrożenie z jego strony, natura tego reżimu. Byliśmy jednogłośni – powiedział Pompeo. Z drugiej strony stwierdził też, administracja Donalda Trumpa "będzie kontynuować proces pokojowy dla Bliskiego Wschodu"

Szef polskiego MSZ-u Jacek Czaputowicz stwierdził, że uczestnicy konferencji będą chcieli w przyszłości wypracować pozytywną wizję dla Bliskiego Wschodu.- Wyrażam nadzieję, że konferencja zapoczątkuje proces, który być może nazwiemy, procesem warszawskim – mówił Czaputowicz.

Antyirański wydźwięk 

- Szef MSZ może powtarzać do znudzenia, że tematy poruszane na szczycie miały charakter "horyzontalny", ale wydaje się, że polskiemu rządowi nie udało się zatrzeć wrażenia, że ta konferencja była antyirańska - podsumowywała konferencję Agnieszka Lichnerowicz, dziennikarka TOK FM. 

W tym kontekście przypomniała środową wypowiedź premiera Izraela Benjamina Netanjahu. - Który powiedział, że tutaj razem z państwami arabskimi szukają wspólnego interesu w wojnie z Iranem. Choć te słowa były korygowane, to pewnie nikogo nie udało się przekonać, że chodziło o coś innego - podkreśliła Lichnerowicz. 

Amerykanie przez dwa dni używali mocnych słów wymierzonych w Iran. Padały oskarżenia o terroryzmie czy chęci "doprowadzenia przez ten reżim do kolejnego Holokaustu". - Można odnieść wrażenie, że USA i Izraelowi zależało, żeby ostre słowa zostały powiedziane - oceniła dziennikarka TOK FM. 

Lichnerowicz zwróciła uwagę, że szczyt pozwolił na zbliżenie się Izreala z państwami arabskimi. - Na przykład z Arabią Saudyjską. To jest wielka rzecz. Miałaby ich łączyć wrogość do Iranu. I choć wspominkowych zdjęć nie było, to te akcenty wybrzmiały - wyjaśniła Lichnerowicz. 

W jej ocenie, Polska może ponieść bardzo duży koszt organizacji konferencji. - To jak będzie teraz na nas patrzył świat arabski, jak oceni to Unia Europejska, która była niechętna temu szczytowi. Polska znalazła się w samym środku geopolitycznej układanki. Pytanie, na co rząd miał realny wpływ, a na co musiał się zgodzić, bo uważa, że taki jest koszt wsparcia naszego bezpieczeństwa ze strony Stanów Zjednoczonych. Choć żadne konkretne deklaracje dotyczące np: Fort Trump czy większej obecności wojsk USA nie padły - podsumowała dziennikarka TOK FM. 

Kogo zabrakło na konferencji?

W Warszawie zabrakło między innymi Rosjan, którzy nie chcieli przyjechać do Polski oraz Irańczyków - ich w ogóle nie zaproszono. To właśnie Persowie najgłośniej protestowali w sprawie konferencji. Z kolei Turcy wysłali na szczyt zaledwie ambasadora. Przywódcy tych trzech państw rozmawiali za to w czwartek na konkurencyjnym wobec warszawskiej konferencji spotkaniu w Soczi.

DOSTĘP PREMIUM