"Wyjście przed szereg", "korzyści nie przyniesie". Eksperci o konferencji bliskowschodniej

- Celem konferencji była próba poszerzenia amerykańsko-izraelsko-saudyjskiej koalicji antyirańskiej o kolejne państwa - mówił w TOK FM dr Jarosław Jarząbek z Instytutu Studiów Międzynarodowych.

Szef MSZ Jacek Czaputowicz podkreślał w swoich wystąpieniach, że organizowana w Warszawie wspólnie z USA konferencja ma na celu budowanie dialogu dotyczącego pokoju na Bliskim Wschodzie. - Nie obiecywaliśmy, że nie będziemy podnosić trudnych dla Iranu kwestii. Nie oznacza to, że Iran jest wykluczony. Oczywiście nie został zaproszony z wiadomych względów, ze względu na swoją postawę, ale nie zamykamy dyskusji z Iranem - mówił.

Jednak zdaniem dr. Jarosława Jarząbka z Instytutu Studiów Międzynarodowych, zakończonej w czwartek konferencji nie można nazwać mianem pokojowej.

- Celem konferencji była próba poszerzenia amerykańsko-izraelsko-saudyjskiej koalicji antyirańskiej o kolejne państwa - mówił w TOK FM. Przypomniał ostre słowa, które na konferencji prasowej wypowiedział Mike Pence. Wiceprezydent USA zarzucił Iranowi m.in. opowiadanie się za kolejnym Holokaustem.

Dr Jarząbek stwierdził też, że dla Polski organizacja konferencji bliskowschodniej nie przyniesie żadnych korzyści. - Obawiam się, że to bardzo duże wyjście przed szereg - skomentował.

Podobnego zdania jest Ryszard Schnepf, były ambasador Polski w USA i Hiszpanii. W TOK FM przekonywał, że Polska powinna była skonsultować propozycję organizacji szczytu bliskowschodniego z Unią Europejską.

- Trzeba pamiętać o tym, że polityka zewnętrzna Unii Europejskiej jest koordynowana przez Brukselę. My się na to zgodziliśmy, jesteśmy sygnatariuszami porozumienia z Wiednia z 2015 roku (porozumienie nuklearne z Iranem - red). Zobowiązuje nas to nie tylko do lojalności i rzetelności, ale do koordynowania właśnie - przypomniał.

Według Schnepfa Polska mogła nie mieć możliwości odmówić organizacji konferencji.    - Proszę przypomnieć sobie, że propozycja padła latem ubiegłego roku, czyli po dramatycznym pogorszeniu się stosunków Polski z USA i Izraelem w sprawie ustawy IPN. Odkryliśmy słabe punkty, byliśmy w ogniu krytyki, być może w ramach naprawy sytuacji taka opcja została przyjęta - powiedział były ambasador. 

Ocenił, że konferencja nie podnosi prestiżu Polski, ale wprowadza ją w obszar “kontrowersyjnych, trudnych i nie do końca dla nas zrozumiałych zmagań na terenie Bliskiego Wschodu".

Od momentu, kiedy ogłoszono, że konferencja odbędzie się w Polsce, padło wiele słów krytyki. Pojawiły się zarzuty, że nasz kraj staje się stroną w konflikcie na Bliskim Wschodzie i potęguje napięcia między USA i UE. Sporo kontrowersji wywołała też nieobecność przedstawicieli niektórych państw regionu, np: Iranu, Turcji czy Autonomii Palestyńskiej.

Zobacz wideo

DOSTĘP PREMIUM