Mamy problem przed wyborami do europarlamentu. PKW ostrzega przed "paradoksem Alabamy"

Państwowa Komisja Wyborcza ostrzega, że po wyborach do Parlamentu Europejskiego w Polsce może dojść do sytuacji, w której żaden z wybranych europosłów nie obejmie mandatów. Wszystko przez brexit i tzw. paradoks Alabamy.
Zobacz wideo

Do przyszłej soboty, czyli do 23 lutego prezydent Andrzej Duda musi wydać zarządzenie o rozpisaniu wyborów do Parlamentu Europejskiego. Od tego momentu formalnie rozpocznie się kampania wyborcza, a partie będą musiały zarejestrować swoje listy i przedstawić kandydatów. Państwowa Komisja Wyborcza apeluje jednak o pilne zmiany w Kodeksie wyborczym, bo zamieszanie związane z brexitem może skomplikować wiosenne głosowanie. 

Wybory do europarlamentu a brexit - ile mandatów dla Polski?

Sprawa rozbija się o liczbę europosłów, których mamy wybrać w głosowaniu. Do tej pory w Parlamencie Europejskim mieliśmy 51 przedstawicieli. Po wyjściu Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty będziemy mieli jednego deputowanego więcej. I na dziś właśnie liczba 52 jest dla nas wiążąca.

W zarządzeniu o rozpisaniu wyborów prezydent musi określić dokładną liczbę mandatów do obsadzenia, ale nadal nie jest pewne, czy do brexitu rzeczywiście dojdzie, a jeśli tak, to kiedy. Jeśli Andrzej Duda wskaże - zgodnie z unijnymi wytycznymi - liczbę 52 europosłów, a Wielka Brytania nie opuści wspólnoty do eurowyborów, to komuś trzeba będzie mandat odebrać.

Zgodnie z obecnymi zapisami Kodeksu wyborczego, najpierw należałoby określić, któremu z komitetów wyborczych przypadł ów 52. mandat - tu nie byłoby problemu, zastosowana byłaby metoda d'Hondta. Pojawiłby się on na kolejnym etapie, czyli przy podziale mandatów na poszczególne okręgi wyborcze. Tu PKW powołuje się na paradoks Alabamy, czyli matematyczny problem, który sprawia, że nie da się w prosty sposób odjąć jednemu komitetowi jednego mandatu w jednym okręgu. 

Paradoks Alabamy - co to jest?

Paradoks Alabamy zaobserwowano po raz pierwszy w 1880 roku, gdy przeprowadzano w USA spis powszechny i zwiększano liczbę mandatów w Kongresie z 299 do 300. Wówczas okazało się, że przy tej okazji jedno miejsce w Izbie Reprezentantów straci właśnie Alabama. Stało się tak dlatego, że przy podziale mandatów zawsze zostaje "reszta" - niezagospodarowane udziały głosów, które przypadły poszczególnym komitetom. Zostają też nierozdane mandaty, które przypadają tym komitetom, które tę resztę mają największą. To tzw. metoda największych reszt. Jeśli zwiększymy liczbę mandatów, zmieni się nie tylko podział mandatów, ale i układ reszt. A to może prowadzić do sytuacji, że mandaty w pewnych miejscach zaczną znikać, a w innych się pojawiać.

PKW apeluje o zmianę przepisów

Dlatego PKW apeluje o nowelizację przepisów, która pozwoliłaby wskazać, kto ma go stracić. Obecnie obowiązujące przepisy nie przewidują takiej możliwości. Komisja wyjaśnia, że w takiej sytuacji już po wyborach niemożliwe może się okazać objęcie mandatu przez któregokolwiek z nowych europosłów. By to się stało, będzie trzeba na szybko zmienić prawo, które powie, jak podzielić głosy w tej sytuacji. 

Rozmowy prowadzi już Kancelaria Prezydenta, ale jak mówi TOK FM minister Paweł Mucha żadna decyzja jeszcze nie zapadła. - To jest pewien dylemat polityczny. Zdaniem pana prezydenta powinien on być rozstrzygany przy udziale tych ugrupowań, które mają dzisiaj reprezentację w Parlamencie Europejskim - mówił minister Mucha. Jednak kancelaria prezydenta przekonuje, że ewentualna inicjatywa zmiany prawa leży w kompetencjach premiera. Nowelizacji nie trzeba przyjmować już teraz, ale - jak mówią członkowie PKW - dobrze by było, by prawo zostało znowelizowane przed wyborami.

A swoich posłów do Parlamentu Europejskiego będziemy wybierać 26 maja.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM