Hanna Gronkiewicz-Waltz o zarobkach w NBP: To na pewno napsuje dużo krwi tam w środku

Adam Glapiński nie chciał publikować informacji o zarobkach pracowników "pewnie też po to, żeby nie mieć tego kwasu w środku" - tłumaczyła w TOK FM Hanna Gronkiewicz-Waltz, była prezes banku centralnego. Wczoraj NBP ujawnił wysokość pensji na części kierowniczych stanowisk.
Zobacz wideo

Hanna Gronkiewicz-Waltz, była prezes Narodowego Banku Polskiego, komentowała w programie EKG w TOK FM ujawnione w środę (27 lutego) zarobki na kierowniczych stanowiskach w banku centralnym

- Nie będę nadzwyczaj oryginalna, jak powiem, że najbardziej poruszyły mnie różnice między zarobkami dyrektora Departamentu Komunikacji, ale nawet dyrektora Gabinetu Prezesa a zarobkami tych wszystkich, którzy odpowiadają za bardzo ważne pieniądze - mówiła była prezydent Warszawy, wymieniając na pierwszym miejscu osoby, które zarządzają rezerwami, zasiadając w Departamencie Zagranicznym.

Prowadząca program Aleksandra Dziadykiewicz zaznaczyła, że dzisiaj można odnieść wrażenie, że najważniejszym działem w NBP jest właśnie Departament Komunikacji i Promocji. Jego dyrektor zarabia blisko 50 tys. zł brutto miesięcznie. Stanowisko to pełni Martyna Wojciechowska. 

- Oczywiście komunikacja w banku, który nie jest konkurencyjny, jest ważna, ale to nie jest ten marketing, który powinny robić banki komercyjne, wzajemnie ze sobą konkurując. Powinien umieć zarządzić w sytuacji kryzysu, wyciszyć sytuację. A tutaj akurat nie wyciszono i można powiedzieć, że pani odpowiedzialna za szybką reakcję nie reaguje w ogóle - komentowała Gronkiewicz-Waltz.

Kwas w środku

Hanna Gronkiewicz-Waltz zwróciła uwagę, że prezes NBP Adam Glapiński nie chciał ujawnić zarobków pracowników "po to pewnie też, żeby nie mieć takiego kwasu w środku". - Teraz się okaże na przykład, że ktoś, kto jest odpowiedzialny za compliance (procedurę zgodności ze wszystkimi procedurami) ma dużo mniej - tłumaczyła. Dyrektor Departamentu Ryzyka Operacyjnego i Zgodności zarabia 28 446 zł brutto miesięcznie. 

- Jest duży rozdział, jeśli chodzi o ważność poszczególnych działów. I ta komunikacja się tak niechlubnie wyróżnia - dodała. Gościni TOK FM mówiła też, że pracownicy NBP przeżyli pewnie szok, kiedy dowiedzieli się z mediów o tym, że Martyna Wojciechowska może zarabiać 65 tys. zł, co szacowała "Gazeta Wyborcza". - Pewnie część z nich liczyła na to, że to nieprawda, że media przesadzają. W tym sensie to na pewno dużo krwi napsuje w NBP - komentowała. 

Dziennikarka dodała, że zarobki Martyny Wojciechowskiej czy Kamili Sukiennik - szefowej Gabinetu Prezesa - nie są ich jedynymi zarobkami. - Pamiętajmy, że ta osoba z działu komunikacji jest członkiem Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i jak spojrzymy do ustawy, to jest tam 13 bardzo poważnych kompetencji. To wymaga niezwykle dużych kompetencji. (...) A te panie nie mają takiego doświadczenia, pracowały w administracji - zaznaczyła. Dodajmy, że Kamila Sukiennik pełni funkcję również w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych. 

Gronkiewicz-Waltz dodała, że o systemie wynagrodzeń w banku centralnym decyduje zarząd. Natomiast indywidualne stawki na konkretnych stanowiskach ustalają poszczególni szefowie. - Prezes w stosunku do dyrektorów, zwłaszcza tych, których nadzoruje; członkowie zarządu w stosunku do tych dyrektorów, których oni nadzorują. I to już jest indywidualna ocena pracy - wyjaśniała była prezes.

Kryzys wizerunkowy

Była prezydent Warszawy zaznaczyła, że teraz ustawa o zarobkach w NBP będzie musiała być wykonana w dalszej części. Mówi ona bowiem nie tylko o ujawnienia zarobków, ale też reguluje ich wysokość. - Ta ustawa mówi, ile ma zarabiać prezes, ile ma zarabiać każdy pracownik w stosunku do prezesa. Po prostu będą obniżone te zarobki - wyjaśniała.

Dodała jednak, że nie wie, jak będzie z miejscami w radach w BFG i KDPW zajmowanymi przez Martynę Wojciechowską i Kamilę Sukiennik. Czy obie panie mogą stracić te stanowiska? - Prezes by się przyznał, że powołał do nich niewłaściwe osoby... nie wiem. Generalnie rzecz biorąc, powinien się wytłumaczyć i przeprosić - stwierdziła. 

Hanna Gronkiewicz-Waltz tłumaczyła także, że mimo całej tej sytuacji jest zwolenniczką utrzymywania kadencji prezesa NBP. Zaznaczyła, że nie byłoby przesłanek do jego odwołania. - Spokojnie niech (Adam Glapiński - red.) dokończy tę kadencję, żeby nie było w historii NBP, że jakiś prezes w ciągu 30 lat musiał zrezygnować. To nie byłoby dobrze widziane - podkreśliła.

- Kryzys wizerunkowy jest, ale myślę, że politycy rozwiązali za NBP ten problem - co też nie jest dobre - i myślę, że sprawa powoli będzie schodziła z pierwszych stron gazet - podsumowała. 

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj! Aleksandra Dziadykiewicz rozmawiała z Hanną Gronkiewicz-Waltz także: 

  • o tym czy pieniądze NBP na wypłaty wynagrodzeń są pieniędzmi publicznymi?
Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM