Biedronka, Lidl czy Auchan bez hitów cenowych? Premier chce ukrócić sprzedaż produktów marek własnych

Premier Morawiecki chce, by duże sieci handlowe miały limit na sprzedaż produktów oferowanych pod własną marką. Przekonuje, że ma to pomóc polskim producentom w osiągnięciu przez nich "przyzwoitej marży". Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion, podkreślił w TOK FM, że ma duże wątpliwości czy pomysł premiera osiągnie zamierzony cel.

Mateusz Morawiecki zapowiada nową ustawę, która ma zwiększyć udział polskiego rolnictwa w sprzedaży produktów w sklepach.

- Chcemy zaproponować ustawę, która w sposób obligatoryjny i realny obniży możliwość sprzedaży przez sieci wielkopowierzchniowe ich własnych produktów, pod ich własną marką. To szalenie utrudnia osiągnięcie przyzwoitej marży przez polskich producentów - mówił w podrzeszowskiej Jasionce.

Maciej Głogowski pytał o nowy pomysł szefa rządu gości Magazynu EKG. Podkreślał, że wiele produktów spożywczych, które sprzedawane są pod markami własnymi wielkich sieci handlowych, wyprodukowane w Polsce.

Czytaj też: Cała "piątka Morawieckiego" ma wejść w życie jeszcze w tym roku, i to bez nowelizacji budżetu. "On to udźwignie"

Piotr Bielski z Santander Bank Polska stwierdził, że idea, która przyświeca szefowi rządu, jest w miarę czytelna. - Jest problemem, że w Polsce jest pewien deficyt rozpoznawalnych marek, które byłyby kojarzone z tym, że są polskie i byłyby przez Polaków wybierane właśnie z tego względu. Być może to jest próba, żeby to w jakiś sposób naprawić - tłumaczył. Gość TOK FM dodał, że można mieć wątpliwości, czy takie działanie pomoże. Dodał, że może się okazać, że kiedy marki własne znikną ze sklepów, Polacy mogą zacząć wybierać marki, które są znane, a te są najczęściej zagraniczne.

Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion, zwrócił uwagę na wyjaśnienie pomysłu: ma chodzić o to, aby duże sieci handlowe nie wyciskały takich marż, które będą nieopłacalne dla polskich producentów. 

Podkreślił, że ma duże wątpliwości, czy to zadziała. - Duże sieci mają różne metody, nie muszą mieć własnej marki, żeby dusić ceny u dostawców. Znajdą inne metody - wyjaśniał. 

Czytaj też: Minister Gróbarczyk o spotkaniu w Brukseli w sprawie przekopu Mierzei Wiślanej: Inwestycja nie jest zagrożona

Z kolei dr Małgorzata Bonikowska, szefowa Centrum Stosunków Międzynarodowych, zwróciła uwagę, że w rozważaniu propozycji premiera należy brać pod uwagę rozpoczynającą się kampanię wyborczą. - Myślę, że w związku z tym możemy oczekiwać wielu różnych pomysłów, które mogą brzmieć atrakcyjnie, ale niekoniecznie są policzone - podkreśliła. 

- Zawsze boję się takiego odgórnego sterowania popytem i podażą, tym jak konsument i co powinien kupować, dlatego że rynek działa inaczej. Bo może się okazać, że to, co może brzmieć dla elektoratu PiS atrakcyjnie - wspieranie polskich marek, podnoszenie prestiżu polskiego produktu - wcale nie da takiego efektu - tłumaczyła. 

Ustawa spowoduje wzrost cen?

Dr Bonikowska przypomniała, że dla producentów zawsze ważny jest pobyt. - Jeśli to uderzy w popyt na ich produkty, bo on się zmniejszy, to co im po tej marży. Skutek może być sprzeczny z intencjami. Najważniejsze jest to, żeby móc sprzedawać - tłumaczyła, dodając, że na podnoszenie marży trzeba szukać innych rozwiązań., ale "arbitralne ruchy nie dadzą efektu, który pan premier chciałby osiągnąć". 

- Zakładam, że nie będzie to realizowane przez zakazanie wprowadzania marek własnych, ale poprzez nałożenie na nie opłat, podatków. Efektem pośrednim może być wzrost cen - mówił Piotr Bielski. 

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM