Dwa lata od słynnego 27:1. Tusk ma coraz mniej czasu na zdecydowanie, co dalej. Może być skazany na powrót do Polski

Dokładnie dwa lata temu Donald Tusk został ponownie wybrany na szefa Rady Europejskiej. Obecna kadencja, która zakończy się 30 listopada, jest dla Tuska ostatnią na tym stanowisku.

9 marca 2017 roku Donald Tusk został po raz drugi wybrany szefem Rady Europejskiej. Na nic zdał się sprzeciw rządu Beaty Szydło, który forsował na to stanowisko kandydaturę Jacka Saryusz-Wolskiego, ówczesnego europarlamentarzysty Platformy Obywatelskiej. Polski rząd poniósł w głosowaniu spektakularną porażkę 27:1. Kandydatura Tuska została poparta nawet przez Viktora Orbána, uważanego najbliższego sojusznika Jarosława Kaczyńskiego.

Czytaj też: "Rząd trąbił, że wstajemy z kolan, a jesteśmy partaczem" - Passent o przegranej PiS ws. Tuska>>>

Mimo tego rządzący PiS do porażki się nie przyznawał. Premier Szydło na lotnisku witała delegacja władz - z Jarosławem Kaczyńskim na czele. - To nie jest porażka, to jest zwycięstwo - usłyszeliśmy od pani premier.

"Kompromitująca i paskudna". Tomasz Lis komentuje wypowiedź Jacka Czaputowicza o Donaldzie Tusku

Porażką polityka migracyjna i Orbán

Na podsumowanie kadencji Donalda Tuska, którą rozpoczęło słynne głosowanie, które zakończyło się wynikiem 27:1,  przyjdzie czas, gdy kadencja dobiegać będzie końca. Na pewno Polak zostanie inaczej zapamiętany niż jego poprzednik - pierwszy w historii Unii szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy. Tuskowi przyszło pracować w bardziej skomplikowanej dla Unii Europejskiej sytuacji geopolitycznej i wewnętrznej. Van Rompuy nie musiał mierzyć się, chociażby z brexitem i napływem uchodźców do Europy.

Zdaniem Wojciech Białożyta, dyrektora zarządzającego Instytutu WiseEuropa, think-tanku specjalizującego się m.in. w polityce europejskiej, największym sukcesem Donalda Tuska było utrzymanie jedności europejskiej wobec serii kryzysów. Począwszy od kryzysu greckiego, przez napływ uchodźców, brexit, po rosnącą popularność ugrupowań populistycznych, które odgrywają coraz ważniejszą rolę w wielu państwach UE.

- Jako porażkę można natomiast wskazać politykę migracyjną UE, która nie przestaje wywoływać konfliktów pomiędzy krajami członkowskimi i może zagrażać spoistości Unii w przyszłości - uważa Białożyt.

Jak ocenia Olaf Osica, były dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, zdecydowaną porażką Tuska jest jego zbyt długo pobłażliwy stosunek wobec Viktora Orbána w imię "interesu regionu". Ekspert jest jednak zdania, że Tusk nie zasługuje na stanowczą krytykę za postawę w kwestii brexitu. Zdaniem politologa można zakładać, że przebieg tej debaty w Wielkiej Brytanii prawdopodobnie od początku uniemożliwiał wypracowanie porozumienia możliwego do zaakceptowania przez Izbę Gmin. 

Czytaj też: Tusk krytykowany za słowa o "specjalnym miejscu w piekle dla zwolenników brexitu bez planu">>>

Polityczny fighter kontra nijaki biurokrata

Nasi rozmówcy są zgodni, że Tusk radykalnie różni się od swojego poprzednika. Polaka i byłego premiera Belgii trudno jest porównywać. - Donald Tusk jest typem politycznego "fightera", podczas gdy Van Rompuy wydawał się perfekcyjnie nijaki. Warto jednak pamiętać, że gdy nadszedł kryzys w strefie euro, Van Rompuy sobie z nim poradził. Na ostateczne porównania przyjdzie więc jeszcze czas - zauważa Witold Jurasz, były dyplomata i prezes Fundacji Ośrodek Analiz Strategicznych.

Zdaniem szefa WiseEuropa, kadencja Polaka nadała większy format polityczny stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej i pokazała, że można wyjść poza biurokratyczne ramy sprawowania tej funkcji. Zdaniem eksperta trzeba też podkreślić, że Tusk wielokrotnie pozostawał w kontrze do przewodniczącego Komisji Europejskiej i wprowadzał do dyskusji tezy niepopularne dla brukselskiej biurokracji, otwarcie mówiąc, że brukselska tendencja do pogłębiania integracji europejskiej jako recepty na kryzysy jest na obecnym etapie wodą na młyn ruchów populistycznych.

Koniec kadencji i co dalej?

Poprzednik Tuska, po zakończeniu drugiej kadencji na stanowisku szefa Rady Europejskiej, znikł z europejskiego "świecznika". Były premier Belgii nie sprawuje eksponowanych stanowisk w życiu publicznym. Jak potoczą się losy Donalda Tuska? Na pewno, jak sam wielokrotnie podkreślał, nie planuje zostać politycznym emerytem.  Tym bardziej że w chwili zakończenia kadencji będzie miał dopiero 62 lata.

Analizując możliwe warianty przyszłości politycznej Donalda Tuska, nasi rozmówcy są zgodni: najbardziej prawdopodobny jest powrót byłego szefa Platformy Obywatelskiej do polityki krajowej.

Wojciech Białożyt ocenia, że wymiar polityczny Tuska każe myśleć o nim jedynie w kontekście wyborów prezydenckich w 2020 roku. Ale kluczowe w wyborze takiej drogi będą - zdaniem eksperta - wyniki jesiennych wyborów parlamentarnych.

Donald Tusk pytany niedawno o start w wyborach prezydenckich odpowiedział: Na pewno nie mówię definitywnie "tak".

- Wygląda na to, że przed odejściem z funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej, Tusk może patronować obchodom 30. rocznicy wyborów w 1989 roku i pobudzać do działania środowiska obywatelskie i samorządowe. Jego autorytet miałby wpływ mobilizacyjny, a jemu samego zapewniałby formalną neutralność polityczną - uważa szef WiseEuropa.

Zdaniem naszego rozmówcy, Donald Tusk mógłby odgrywać rolę osoby, która spaja  ugrupowania centrowe. - W podobnej roli widział się w przeszłości Aleksander Kwaśniewski, choć jego aktywność przynosiła ograniczone rezultaty - przypomina Białożyt.

Kto po Tusku?

Do końca kadencji Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej zostało niecałe dziewięć miesięcy. Na politycznej giełdzie nazwisk pojawili się już pierwsi potencjalni kandydaci na następcę Polaka.

Zdaniem Wojciecha Białożyta, dla procesu wyboru następcy Donalda Tuska ważne będą wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego. Po majowych wyborach można się spodziewać większego rozproszenia sił politycznych, niż obecnie, i utworzenia większości parlamentarnej przez trzy grupy polityczne: chadecką, socjalistyczną i liberalną. Według eksperta spodziewać można się również, że jedno z najważniejszych stanowisk może zająć kobieta. Mówi się o kanclerz Niemiec Angeli Merkel, która żegna się z krajową polityką, ale też o prezydent Litwy, Dalii Grybauskaite. Na giełdzie kandydatów pojawiają się także nazwiska premiera Holandii Marka Rutte czy unijnego negocjatora brexitu, Michela Barniera z Francji.

Witold Jurasz wątpi jednak, żeby to Angela Merkel objęła jedną z kluczowych funkcji w Brukseli. Przede wszystkim dlatego, że już dziś żywe jest  przekonanie o dominacji Niemiec w Unii. - Nie widzę też w tej chwili szans prezydent Litwy, bo Niemcy będą chciały kogoś ze "starej Europy", może nie bardziej sterowalnego, ale mniej niezależnego. To daje szanse takim postaciom jak np. premier Holandii Mark Rutte czy komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager, która zasłynęła nałożeniem najwyższej w historii kary na koncern Apple - mówi Jurasz.

Wyścig o objęcie stanowiska przyspieszy po majowych wynikach do europarlamentu.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM