Tomasz Siemoniak o adopcji dzieci przez pary homoseksualne: Na pewno takich rzeczy w programie nie będzie

- PiS fatalną reformą doprowadził do chaosu. Teraz próbuje odwrócić uwagę od tego, że mamy katastrofę w edukacji - tak Tomasz Siemoniak komentował wypowiedzi polityków PiS, który krytykują szefa Związku Nauczycielstwa Polskiego. Polityk PO zapewnił też, że w programie wyborczym nie będzie mowy o prawie do adopcji dzieci przez pary jednopłciowe.
Zobacz wideo

Tomasz Siemoniak podkreślił, że Platforma Obywatelska nie jest za prawem do adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Taki punkt programu nie znajdzie się też w programie wyborczym Koalicji Europejskiej. - Na pewno takich rzeczy tam nie będzie - podkreślił.

Temat adopcji pojawił się przy okazji wypowiedzi wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja. Polityk Nowoczesnej w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" przyznał, że "najpierw wprowadźmy związki partnerskie, potem równość małżeńską, a na koniec przyjdzie czas na adopcję dzieci". Jarosław Kaczyński komentował jego wypowiedzi w miniony weekend. "Wara od naszych dzieci" mówił prezes PiS, podczas konwencji wyborczej na Śląsku.

Tomasz Siemoniak stwierdził, że nie da się wciągnąć w dyskusję o adopcji, bo "to trochę budowanie napięć". - PiS mistrzowsko takie napięcia wykorzystuje. Sama pani redaktor mówiła o szczuciu - przypomniał polityk PO.

- Słusznie Trzaskowski powiedział: drogi wiceprezydencie zajmij się sprawami, które tobie podlegają - dodał były szef MON-u. Siemoniak podkreślił, że PiS nie pierwszy raz bezwzględnie gra w kampanii wyborczej. - Prezes mówił przecież, że uchodźcy roznoszą pasożyty. PiS jest w takiej sytuacji, że kiedy "piątka PiS-u" nie przełożyła się na wzrost notowań, to sięga po inne rzeczy. PiS kompletnie nie liczy się z kosztami społecznymi, z odczuciami ludzi. Pokazuje, że jest partią bez żadnych zahamowań - jest gotów zaatakować każdą grupę dla (wzrostu) swoich notowań - podsumował gość Poranka Radia TOK FM.

Siemoniak o słowach Broniarza: Nie sprowadzajmy problemu do jednego cytatu

- PiS fatalną reformą edukacji doprowadził do krzywdy dzieci, chaosu. I teraz próbuje z jednej wypowiedzi zrobić wielką aferę, która ma odwrócić uwagę od tego, że mamy katastrofę w edukacji, a główna aktorka - min. Anna Zalewska - próbuje uciekać do Brukseli - tak Tomasz Siemoniak skomentował wypowiedzi polityków PiS, którzy gremialnie krytykują szefa Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Sławomir Broniarz, przypomnijmy, stwierdził, że rząd nie reaguje na postulaty nauczycieli. Podkreślił też, że praca nauczycieli "ma wpływ na wyniki uczniów czy na uzyskanie promocji do następnej klasy".

Rządzący krytykowali też polityków PO, że nie odcięli się od lidera największego nauczycielskiego związku. - To już jest cynizm na takim poziomie, że aż trudno to komentować - podsumował gość Poranka Radia TOK FM.

- Ten wielki zabieg propagandowy, który teraz ma obwinić nauczycieli, Broniarza za całe zło, jest naprawdę głęboko nieuczciwy - ocenił wiceszef Platformy Obywatelskiej. - Nie sprowadzajmy problemów do jednego cytatu - apelował Siemoniak.

Przewodniczący PO - Grzegorz Schetyna - obiecał, że po objęciu władzy przez Platformę nauczyciele będą mogli liczyć na 1000 złotych podwyżki. - To dlaczego nie podwyższaliście pensji, jak rządziliście? - pytała Dominika Wielowieyska. - Dawaliśmy, kiedy mogliśmy. Dorobek PO jest taki, że nauczyciele dobrze to pamiętają. A w 2015 roku były wybory i obietnice PiS-u. I teraz nauczyciele odnoszą się do tych obietnic  - odpowiedział były szef MON-u.

Nie wszyscy zadowoleni z miejsc na listach

Szef PO, Grzegorz Schetyna, przedstawił liderów list Koalicji Europejskiej na wybory do europarlamentu. I pojawiły się głosy niezadowolonych. M.in. ze strony europosła Michała Boniego.

Prowadząca Poranek TOK FM pytała, czy tacy politycy, jak Boni czy Danuta Huebner, mają niższe kompetencje niż gwiazdy sportu, które dostały dobre miejsca na listach. Na przykład były piłkarz Tomasz Frankowski ma być "jedynką" na Podlasiu. - Jest jeden sportowiec na "jedynce". Sportowcy nie są wyjęci spod praw publicznych. Michał Boni jest na liście, bardzo się cieszę, że po chwili wahania zgłosił gotowość do kandydowania - mówił w TOK FM Tomasz Siemoniak.

- To nie jest tak, że w jakiejkolwiek funkcji publicznej, np. w Parlamencie Europejskim jest się dożywotnio. Przy całej sympatii i szacunku, przed Michałem Bonim czy Bogdanem Zdrojewskim byli inni europosłowie. To nie jest tak, że coś jest raz na zawsze. Michał Boni jest na liście, mam nadzieję, że będzie prowadził aktywną kampanię i wyborcy to ocenią. Siła naszych list jest bardzo duża. Sprowadzanie do tego, że to byli premierzy-celebryci, to nie rozumiem, który z byłych premierów jest celebrytą. To osoby, które bardzo dużo zrobiły dla Polski i bardzo się cieszę, że są na listach Koalicji Europejskiej - stwierdził były wicepremier i minister obrony.

Byli premierzy na listach KE to Marek Belka, Włodzimierz Cimoszewicz, Leszek Miller oraz polityczka PO Ewa Kopacz.

DOSTĘP PREMIUM