Wicemin. edukacji przekonuje, że podwyżki były małe przez inflację. "Rok do roku 20 procent"

Wiceminister edukacji Marzena Machałek przekonywała w TOK FM, że podwyżki dla nauczycieli za czasów rządów PO-PSL były znikome, jeżeli uwzględni się ówczesny poziom inflacji.

- Sądny poniedziałek przed państwem, 25 marca będą znane wyniki referendum ZNP dotyczące strajku nauczycieli i głodować mają nauczyciele z krakowskiej "Solidarności" - zaczęła Wywiad polityczny z Marzeną Machałek, wiceminister edukacji, Karolina Lewicka.

Wiceminister zapewniła, że podwyżki dla nauczycieli będą.

- Przedstawiliśmy propozycje, dwa lata temu była zapowiedź podwyżki 3 razy po 5 procent., to daje ponad 16 procent. 4 miesiące temu przyspieszyliśmy ich wypłacanie. Oczywiście to nie są wystarczające podwyżki, ale mówimy, że to nie jest nasze ostatnie słowo. Będziemy przygotowywać taki program, żeby wynagrodzenia były godne. Mówimy o tym, żeby średnia pensja nauczyciela dyplomowanego w przyszłym roku była w wysokości 6 tys. zł - tłumaczyła Marzena Machałek na antenie TOK FM.

Dziennikarka TOK FM przypomniała, że za rządów PO-PSL pensje nauczycieli wzrosły w sumie o 40 procent. - W ciągu pierwszych dwóch lat to było o 20 procent, a państwo chwalą się, że mają najwyższy wzrost - 16 procent w ciągu dwóch lat. Dlaczego państwo kłamią? - pytała.

Wiceminister edukacji przekonywała, że podwyżka za czasów poprzedniego rządu nie była faktycznie aż tak duża, ponieważ, jak mówiła, inflacja wynosiła wtedy "rok do roku" 20 procent.

Karolina Lewicka nie odpuszczała: - Czy ktoś pani wytłumaczył, że inflacji rok do roku się nie dodaje?

- Może się nie dodaje, natomiast się kumuluje i można takie dane rzeczywiście przedstawić. (...) To jest dosyć skomplikowany wzór, można obliczyć kumulację inflacji i moje dane były prawdziwe - przekonywała Marzena Machałek. 

Dlaczego PiS prezesa ZNP nazywa postkomunistycznym śpiochem?

 Lewicka pytała też o to, dlaczego politycy PiS atakują prezesa ZNP Sławomira Broniarza personalnie, nazywając go np. "postkomunistycznym śpiochem" lub mówiąc, że próbuje wysadzić polską szkołę.

- Pani redaktor, wypowiedzi pana Broniarza są zaskakujące. Jeżeli się grozi paraliżem szkoły, zaburzeniem promowania dzieci do następnej klasy, to może wywoływać wzburzenie. Studźmy emocje, rozmawiajmy poważnie o polskiej szkole - odparła wiceminister.

 - Dlaczego walka nauczycieli o godne płace jest interpretowana jako działanie polityczne ? - drążyła dziennikarka TOK FM. - Podwyżki były zapowiedziane dwa lata temu i wtedy nikt nie protestował. Przyspieszamy drugą i trzecią transzę podwyżek, wprowadzamy dodatek dla nauczycieli stażystów, dodatkowe wynagrodzenie za staż pracy. Dwa lata temu nie było żadnego problemu, dziś jak mamy wybory to jest problem - przekonywała Marzena Machałek. - Bo państwo ogłosili, że budżet jest wyśmienity i nauczyciele usłyszeli o "piątce" Kaczyńskiego, to pytają dlaczego podwyżek dla nich nie ma - odpowiedziała Lewicka. 

Minister Zalewskiej we wrześniu nie będzie już przy uczniach

Dziennikarka TOK FM pytała też o start Anny Zalewskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Minister edukacji ma być bowiem "jedynką" z okręgu dolnośląsko-opolskiego.  - Minister Zalewska apeluje, żeby nauczyciele byli przy uczniach w trakcie egzaminów, a sama we wrześniu nie ma zamiaru być przy uczniach ze skumulowanego rocznika, a w Brukseli - przypomniała Karolina Lewicka. Na co Marzena Machałek stwierdziła, że minister Zalewska mogła już być w europarlamencie wtedy, "gdy podjęła decyzję, że będzie ministrem".

Karolina Lewicka pytała również, czy w poniedziałek nauczyciele usłyszą od rządu konkretną propozycję podwyżek.

- Nauczyciele, jak każda grupa zawodowa, mają prawo do strajku. Trudno mi dziś przesądzić, ilu nauczycieli faktycznie przystąpi do strajku, według naszych danych co piąta szkoła wyraziła gotowość do strajku. Ja mam nadzieje, że się porozumiemy -  odpowiedziała wiceminister edukacji. 

DOSTĘP PREMIUM