Burza po słowach senatora Biereckiego o "oczyszczaniu Polski z niegodnych ludzi". "Retoryka rodem z koncepcji rasowych"

Grzegorz Bierecki, senator PiS i współtwórca SKOK-ów, stwierdził, że trzeba "doprowadzić do oczyszczenia Polski z ludzi, którzy nie są godni należeć do naszej wspólnoty narodowej". Te słowa wywołały burzę nie tylko w internecie. Wypowiedź Biereckiego skrytykował nawet szef MSWiA Joachim Brudziński.
Zobacz wideo

Senator PiS Grzegorz Bierecki w środę uczestniczył w obchodach 9. rocznicy katastrofy smoleńskiej, które zorganizowano w jego okręgu wyborczym, w Białej Podlaskiej. Wypowiedział tam słowa, które wywołały burzę w internecie. - Nie ustaniemy, aż nie doprowadzimy do pełnego oczyszczenia Polski z ludzi, którzy nie są godni należeć do naszej wspólnoty narodowej - powiedział senator Prawa i Sprawiedliwości. Przypomnijmy, Grzegorz Bierecki to szef senackiej komisji finansów i jeden z twórców SKOK-ów. Słowa senatora PiS szybko wywołały burzę. Zaczęło się od komentarzy w internecie.

"Z Białej Podlaskiej do Berezy Kartuskiej jest tylko 150 km. Mentalnie znacznie bliżej" - napisał były premier Leszek Miller

"Wszystkim, którzy chcą bagatelizować obrzydliwe słowa pana Biereckiego o czyszczeniu wspólnoty narodowej z elementów niegodnych być jej częścią, które wielu pachną faszyzmem, przypominam, że to senator, szef senackiej komisji finansów, bardzo ważna postać partii PiS" - to już dziennikarz i publicysta Tomasz Lis.

"Retoryka rodem z koncepcji rasowych"

O słowach Grzegorza Biereckiego rozmawiali też komentatorzy w Poranku Radia TOK FM.  - Ciekawe, czy są już techniczne szczegóły w tej sprawie. Kto będzie tę godność oceniał? Może jakaś komisja z senatorem Biereckim na czele? Wydaje mi się, że ten proces należałoby bardziej zaplanować – ironizowała Dominika Długosz z "Newsweeka".

Z kolei Bogusław Chrabota z "Rzeczpospolitej" zwrócił uwagę na język, jakim posłużył się senator Grzegorz Bierecki. - To retoryka rodem z koncepcji rasowych. Znamy z historii systemów autorytarnych i totalitarnych takich "czyszczących". To jednak głównie dowód na prymitywizm autora tych słów. Posunął się za daleko, aczkolwiek z drugiej strony, to pewnie oddaje nastroje, które panują w tej partii – ocenił redaktor naczelny "Rz".

Socjolog prof. Andrzej Rychard upierał się, że wypowiedź Biereckiego "nie ma większego znaczenia". - To chyba mało śmieszne. Wolałbym, żeby senator zajmował się oczyszczaniem SKOK-ów z nieprawidłowości, a nie Polski - podkreślił dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. - Co innego, jeśli senator Bierecki wyczuł klimat tego, co będzie dominowało w kampanii i dlatego pozwolił sobie na takie słowa - stwierdził prof. Rychard. Jednak jak przekonywał, jego zdaniem słowa Biereckiego nie będą miały przełożenia na rzeczywistość. - Moim zdaniem PiS wchodzi w etap wyciszania, a nie zaogniania konfliktów – ocenił socjolog.

Na oburzenie w internecie po słowach Biereckiego zareagował szef MSWiA Joachim Brudziński. "Wypowiedź, głupia i nieodpowiedzialna, dająca paliwo naszym oponentom, mam nadzieję, że będzie refleksja i słowo przepraszam" - napisał na Twitterze Brudziński. 

Bierecki przepraszać nie zamierza

W rozmowie z reporterem RMF FM senator Bierecki stwierdził, że jego wypowiedź jest "wyjęta z 15-minutowego wystąpienia i interpretowana w oderwaniu od kontekstu". - (Słowa-red.) Brzmią strasznie dla tych, którzy może poczuwają się do winy. Po drugie mówiłem o wspólnocie narodowej, która powstała po tragedii smoleńskiej, kiedy ludzi wspólnie płakali, a byli tacy, którzy tę żałobę naruszali, robili krzyże z puszek po piwie i sikali na znicze. Tacy ludzie na całym świecie byliby wykluczeni ze wspólnoty - powiedział Grzegorz Bierecki. Nie chciał wskazać kogo ma na myśli. 

Kolejna "nietypowa" wypowiedź

Ostatnio o senatorze Grzegorzu Biereckim było głośno w grudniu ubiegłego roku. Współtwórca SKOK-ów - związany z nimi do 2012 roku - był pytany o sprawę pobicia w 2014 roku Wojciecha Kwaśniaka, byłego wiceszefa Krajowego Nadzoru Finansowego. Wówczas Kwaśniak zajmował się między innymi nieprawidłowościami w kasach. Według ustaleń prokuratury za zleceniem ataku stał Piotr P. z rady nadzorczej wołomińskiej kasy. Bierecki przyznał, że nie wie, jakie były przyczyny pobicia Kwaśniaka. - Na pewno było to związane z działalnością nadzorczą, ale czy chodziło o zablokowanie skutecznej działalności, czy o inne okoliczności, to już prokuratura jest w stanie wyjaśnić. Osoby, które zlecały i wykonały to pobicie, są w rękach wymiaru sprawiedliwości. To nie jest tak, że bandyta zawsze bije tego dobrego - stwierdził w rozmowie z Justyną Dobrosz-Oracz z Wyborczej.pl.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM