Zatrzymanie za tęczową Maryję. "To była samodzielna decyzja policji"

Prokurator nie polecił policji zatrzymania Elżbiety Podleśnej, która rozwiesiła na terenie kościoła w Płocku plakaty i nalepki z tęczową aureolą Matki Boskiej. Tłumaczył, że była to samodzielna decyzja policji.
Zobacz wideo

W sprawie Elżbiety Podleśnej, która jest podejrzana o profanację wizerunku Matki Boskiej prokurator wydał postanowienie jedynie o przeprowadzenu przeszukania jej osoby, jej samochodu oraz jej mieszkania. Nie było natomiast mowy o zatrzymaniu kobiety. Jak dowiedziało się TVN24 była to samodzielna decyzja policji. 

Funkcjonariusze zjawili się w domu kobiety o 6 rano w poniedziałek (6 maja). Przeszukano jej mieszkanie, zabrano sprzęt elektroniczny, a kobietę zatrzymano. Podleśna spędziła na komendzie 5 godzin.

"Zatrzymanie pani Elżbiety P. było samodzielną decyzją policji, prokurator w tej sprawie wydał jedynie postanowienia o przeprowadzeniu przeszukania jej osoby, jej samochodu, jej mieszkania. Prokurator, gdy dowiedział się o tym, że kobieta zostaje przewieziona do Komendy Miejskiej Policji w Płocku, wydał polecenie wykonania z nią czynności procesowych w postaci ogłoszenia jej postanowienia o przedstawieniu zarzutu, przesłuchania jej, a następnie kazał ją zwolnić" - tłumaczył prokurator Pęcherzewski. 

Elżbieta Podleśna z zarzutem obrazy uczuć religijnych. Chodzi o Maryję z tęczową aureolą

Z relacji dziennikarza TVN wynika, że podczas nagrywania rozmowy prokurator został wezwany przez prokuratora okręgowego. Później, poinformował, że rozmowa nie będzie kontynuowana, co jest decyzją jego przełożonych. 

Samodzielna decyzja policji

Policja nie ma sobie nic do zarzucenia w związku z zatrzymaniem kobiety. "Wykonaliśmy wszystkie czynności zgodnie z obowiązującymi przepisami. Kobieta została przesłuchana, został postawiony jej zarzut obrażania uczuć religijnych. Czynności w tej sprawie nadal trwają i nie udzielamy w tym zakresie więcej informacji" stwierdziła sierżant sztabowa Marta Lewandowska, rzeczniczka policji w Płocku - poinformował TVN24. 

Matka Boska z tęczową aureolą na murach sanktuarium św. Faustyny w Warszawie. Policja bada sprawę

Zwierzchnikiem policji, przypomnijmy, jest Joachim Brudziński, minister spraw wewnętrznym i administracji, który poinformował w poniedziałek, jakie zarzuty zostaną postawione aktywistce. 

"Jak w państwie wyznaniowym"

Dominika Wielowieyska skomentowała sprawę w Poranku Radia TOK FM. - Stało się coś strasznego. Rząd wykorzystał aparat policyjny, by ścigać osobę, która stworzyła wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej w tęczowej aureoli, uznając, że to obraża uczucie religijne. Pytanie, czyje uczucia religijne obraża? Moich nie obraża. Uważam tęczę za znak pokoju, pojednania i poszanowania praw osób LGBT. Poszanowanie praw człowieka jest zgodne z duchem Ewangelii. Więc jak można mówić o jakiejś profanacji? To absurd - oceniła dziennikarka. 

Podkreśliła, że szef resortu spraw wewnętrznych Joachim Brudziński, wypowiadając się w minioną sobotę na temat "profanacji" obrazu "właściwie już skazał panią Elżbietę Podleśną z artykułu o obrazie uczuć religijnych". - I minister Brudziński zaangażował w to policję, tak jakbyśmy żyli w kraju wyznaniowym. Jest to naprawdę wydarzenie absurdalne i bardzo niebezpieczne - zaznaczyła Wielowieyska.

Przypomniała, że jeśli ktoś uważa, że jego uczucia zostały obrażone, to polskie prawo daje mu możliwość złożenia doniesienia do prokuratury. I z takiej właśnie możliwości powinien był według niej skorzystać minister Brudziński. 

DOSTĘP PREMIUM