Trzy tysiące samorządowców prosi premiera o spotkanie. Boją się obniżki podatku PIT z "piątki Kaczyńskiego"

- Pan premier nie zdaje sobie sprawy z ubocznych skutków działań, które będzie wprowadzał - mówi prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski. Samorządowcy ostrzegają, że obniżenie podatku PIT zmniejszy wpływy do lokalnych budżetów nawet o 5 mld złotych rocznie.
Zobacz wideo

Trzy tysiące samorządowców z sześciu różnych organizacji napisało wspólny list do premiera Mateusza Morawieckiego z prośbą o pilne spotkanie. Chcą dowiedzieć się, w jaki sposób rząd zamierza rekompensować gminom straty, jakie poniosą w związku z realizacją tak zwanej "piątki Kaczyńskiego".

"Z niepokojem przyjmujemy propozycje składane przez rząd, a dotyczące zmian w systemie podatkowym" - napisali w liście samorządowcy. I zwrócili uwagę, że choć odciążają one finansowo mieszkańców, to "jednocześnie istotnie uszczuplają dochody samorządów realizujących większość zadań dla lokalnej społeczności". 

Proponowana obniżka PIT to element tzw. "piątki Kaczyńskiego". Połowa płaconych przez obywateli podatków trafia do samorządów. Po zmianach, jak tłumaczy jeden z autorów listu prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski, wpływy zmniejszą się nawet o 5 miliardów złotych rocznie.

- Myślę, że pan premier nie zdaje sobie sprawy z ubocznych skutków działań, które będzie wprowadzał. Chcemy naświetlić (problem), a jednocześnie głośno mówić, że te pieniądze dla samorządów są bardzo potrzebne, bo my nie jesteśmy w stanie się już więcej zadłużać - tłumaczył w rozmowie z reporterem TOK FM. 

W tak zwanej "piątce Kaczyńskiego" znalazły się dwie propozycje dotyczące podatku PIT. Pierwsza przewiduje obniżenie stawki tego podatku z 18 do 17 procent, dla wszystkich. Druga - całkowite zwolnienie z podatku PIT wszystkich osób poniżej 26. roku życia.

Kaczyński ogłosił "piątkę plus" PiS. "Miał być gamechanger, wyszedł niewiele znaczący rebranding"

"Piątka Kaczyńskiego"

Pięć obietnic socjalnych Prawa i Sprawiedliwości zostało zaprezentowanych pod koniec lutego. Zakładają one wprowadzenie 500 plus od pierwszego dziecka, obniżenie lub brak podatku PIT, "trzynastkę" dla emerytów, obniżenie kosztów pracy oraz przywrócenie zredukowanych połączeń autobusowych przede wszystkim w małych miastach i na wsiach. Program ma kosztować 30-40 mld zł. 

Hennig-Kloska o wzroście deficytu przez "piątkę Kaczyńskiego": Mądre kraje oszczędzają, a głupie wydają

Ekonomiści od razu zwracali uwagę, że realizacja tych propozycji może być dla budżetu państwa niebezpieczna. - Ten program doprowadzi do trwałego wzrostu deficytu, nie ustawi nas od razu na ścieżce greckiej, ale sprawi, że nasza gospodarka stanie się bardziej wrażliwa na ewentualne wstrząsy - mówił w TOK FM ekonomista Ignacy Morawski z portalu SpotData.

Z kolei z wyliczeń Ludwika Koteckiego, byłego wiceministra finansów oraz twórcy reguły wydatkowej, wynikało, że i bez pakietu zaprezentowanego przez PiS przyszłoroczny budżet miałby problem, którego nie da się rozwiązać zgodnie z prawem. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM