Włodzimierz Cimoszewicz: To czas na bardzo radykalne zmiany personalne, odejście całego starszego pokolenia hierarchów

- Niektóre przeprosiny (ze strony hierarchów - red.) mogą mieć charakter pozorny, ale widać wstrząs u ludzi Kościoła. To jest czas na bardzo radykalne zmiany personalne - powiedział Włodzimierz Cimoszewicz, kandydat Koalicji Europejskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego, startujący z numerem jeden z okręgu warszawskiego w Poranku Radia TOK FM.
Zobacz wideo

Dziś Sejm ma przyjąć zmiany w Kodeksie karnym, które zaostrzają sankcje m.innymi za przestępstwa seksualne wobec dzieci. Kara za gwałt na nieletnich będzie teraz wynosić nawet 30 lat, a za akt ze szczególnym okrucieństwem bezwzględne dożywocie. Projekt został przedstawiony we wtorek 14 maja.

- Najpierw pomyślałem, że to propagandowa reakcja, ale to bardzo wielka zmiana Kodeksu karnego. Reforma przygotowana przez Ziobrę już rok temu była krytykowana przez wszystkich ekspertów, a teraz pod osłoną robi się to. Zgadzam się z prawnikami, że to jest droga donikąd. W ludziach dominuje emocjonalna reakcja na przestępstwo. Emocjonalnie wytłumaczalne, ale nieracjonalna z powodów skutków. W systemach najbardziej represyjnych - w Stanach i Rosji - długie okresy zamknięcia produkują dużo groźniejszych przestępców. Wytwarza to środowisko przestępcze, wzmacnia je. Wychodzą ludzie z ogromnym poczuciem niesprawiedliwości, którzy nauczyli się czegoś nowego - mówił były premier i były minister sprawiedliwości na antenie TOK FM. Dodał, też, że jemu osobiście podoba się system skandynawski, gdzie są środki probacyjne, skazany musi wypełniać konkretne warunki i żyje na wolności, ma przygotowanie do normalnego życia, niepopełniania przestępstw.

"Tylko nie mów nikomu". Film Sekielskich zmieni polski Kościół?

Karolina Lewicka pytała Włodzimierza Cimoszewicza, czy film braci Sekielskich będzie katharsis dla polskiego Kościoła.  - Niektóre przeprosiny (ze strony hierarchów - red.) mogą mieć charakter pozorny, ale widać wstrząs u ludzi Kościoła. Dużo zależy od reakcji papieża, czy zareaguje np. tak jak w Chile. To jest czas na bardzo radykalne zmiany personalne, odejście całego starszego pokolenia hierarchów - ocenił gość Poranka Radia TOK FM.

- A zmiany w społeczeństwie? Czy mogą zajść podobne do tych w Irlandii - dopytywała dziennikarka.

- W naszym kraju obserwuje się przyspieszony proces laicyzacji, młode pokolenie odchodzi od Kościoła najszybciej w Europie. Ten proces może zostać przyspieszony i może potoczyć się jak w Irlandii. Chodzi tu nie tylko odejście od wiary ale od tego obrzędowego katolicyzmu. Ludzie wierzący pozostaną wierzący, ale będą mieć więcej bezpośredniego kontaktu z Bogiem niż za pośrednictwem księży - mówił Włodzimierz Cimoszewicz. Zwrócił też uwagę, że pierwszy raz pojawia się również problem odpowiedzialności finansowej Kościoła wobec ofiar. - Udowodnienie przez Sekielskich systemowego procesu krycia sprawców pedofilii obarcza odpowiedzialnością Kościół. Byłoby zasadne więc oświadczenie, że Kościół zmienia stanowisko. Przestępczość seksualną charakteryzuje się wyjątkowo wysoką ciemną liczbą. W moim przekonaniu mogą wchodzić w grę dziesiątki tysięcy ofiar, teraz mamy zjawisko ujawniania się nowych ofiar - przekonywał polityk.

Wyborcy mają prawo wiedzieć, że mam nowotwór

Karolina Lewicka wróciła też do tematu jego wypadku, Włodzimierz Cimoszewicz 4 maja w Hajnówce potrącił na przejściu dla pieszych kobietę na rowerze. - Nic nowego nie wiem, o niczym nie jestem informowany, nic nie mam do dodania, zajmuje się tym prokuratura okręgowa w Białymstoku, mogę jeszcze raz wyrazić ubolewanie. Do końca nie mogę zrozumieć, co się stało, zwykle prowadzę samochód bardzo powoli i ostrożnie. W Hajnówce był bardzo duży ruch tego dnia. Działają biegli pewnie, wszystko badają - mówił Cimoszewicz na antenie TOK FM. Stwierdził też, że nie był tego dnia rozkojarzony, a o tym, że został u niego zdiagnozowany nowotwór wspomniał, bo sam szukał przyczyny tego wypadku.

Dziennikarka TOK FM chciała się jeszcze dowiedzieć, czy polityk poinformowałby opinię publiczną o nowotworze, gdyby nie było wypadku. 

- Tak, pewnie bym to zrobił, tylko nie wiem, kiedy. Nie planowałem daty. Wyborcy mają prawo wiedzieć. Jako społeczeństwo powinniśmy uczyć się cywilizowanej reakcji na takie zdarzenia - zadeklarował. Podkreślił, że bardzo wiele osób opisuje mu swoje dawne lub aktualne przeżycia dotyczące tej choroby, w tym wiele też znanych osób, chcąc dodać otuchy, że to się da przeżyć.

DOSTĘP PREMIUM