TO SIĘ NIE UDA. Zmiany w Kodeksie karnym nie pomogą w rozliczaniu księży z przestępstw seksualnych wobec dzieci [KOMENTARZ]

PiS ekspresowo proceduje zmiany w Kodeksie karnym. A opinia publiczna jest mamiona nie tylko wizją "bezwzględnej walki z pedofilią" za pomocą nowych, ostrzejszych paragrafów, ale również przyuczana do krzywdzącego języka zemsty, w miejsce języka tłumaczącego zmiany. Komentarz Agaty Kowalskiej.
Zobacz wideo

Resort Zbigniewa Ziobry przedstawił duży projekt zmian w Kodeksie karnym. Prace w ministerstwie trwały od dawna, ale emisja filmu "Tylko nie mów nikomu" zmusiła rząd PiS do natychmiastowej reakcji. Stąd błyskawiczne przyjęcie projektu przez rząd (14 maja) i potem ekspresowe prace w Sejmie (15-17 maja). Marszałek Senatu zaś zwołuje na przedwyborczy piątek specjalne posiedzenie tej izby.

Tempo prac i wplątanie tej nowelizacji w potrzeby wyborcze Prawa i Sprawiedliwości sprzyjają mnożeniu się błędów i uproszczeń. Opinia publiczna jest mamiona nie tylko wizją "bezwzględnej walki z pedofilią" za pomocą nowych, ostrzejszych paragrafów, ale również przyuczana do krzywdzącego języka zemsty, w miejsce języka tłumaczącego zmiany.

Warto odnotować kilka wątków.

1. Podwyższanie kar nie działa - twierdzą karniści. A na pewno nie działa względem Kościoła. Dowodzi tego choćby... projekt Zbigniewa Ziobry sprzed dwóch lat, gdy wprowadzono surowe kary za niezgłoszenie podejrzenia popełnienia pewnych przestępstw, w tym przestępstw seksualnych wobec dzieci. Kościół ryzyko sankcji zignorował; wydaje się, że przepis zignorowała nawet prokuratura: żadnego biskupa nie ścigano za ukrywanie sprawców. Przykłady trwającej bezkarności pojawiają się w filmie Sekielskiego w scenach z 2018 i 2019 roku.

2. Projekt resortu Ziobry w żaden sposób nie odpowiada na problem ukrywania księży-gwałcicieli przez Kościół. Nie ma o tym ani słowa.

3. Likwidacja przedawnienia, którą tak chętnie podkreślają politycy PiS, dotyczy TYLKO przestępstwa zgwałcenia dziecka. Nie dotyczy zatem żadnej z historii opisanych przez Sekielskiego, w których - pozostając przy języku prawnokarnym - dochodziło do "obcowania z osobą małoletnią" i "innych czynności seksualnych". W tych przypadkach czyny przedawniają się po 30 latach. Efekt? Dorosłe osoby nie mogą szukać sprawiedliwości, jest za późno.

To paradoksalne, bo gdy dochodzi do zgwałcenia, to czyn ten - jakkolwiek okrutnie by to nie brzmiało - jest bardziej oczywisty, bo oparty na przemocy, przymusie, uwięzieniu. W przypadku dwóch pozostałych przestępstw, mogą one, jak pokazał Sekielski, rozpoczynać się od zmniejszania dystansu, od bliskości, uwodzenia, przełamywania barier dziecka. Trudniej wówczas dostrzec, nawet osobie dorosłej, że granica została przekroczona. Dopiero po latach - wskazują ofiary - dociera do nich, co się wydarzyło. Projekt Ziobry nie chroni ich prawa do szukania sprawiedliwości.

4. Nie powtarzajmy bezmyślnie za politykami hasła "kary za pedofilię". W Polsce choroby i zaburzenia nie są karalne! Wyjątkiem jest ośrodek w Gostyninie, który jednak działa poza ramami Konstytucji RP. Innymi słowy, Kodeks karny przewiduje sankcje za przestępstwa seksualne wobec dzieci, za czyny pedofilne, ale nie za zaburzenie preferencji seksualnych, jakim jest pedofilia właśnie.

5. Księża rzadko są pedofilami, to najczęściej - wskazują eksperci - ludzie używający dzieci do seksu jako osoby zastępczej. Nie są chorzy, są zdrowi, wykorzystują natomiast swoją pozycję, autorytet, szacunek i parasol ochronny Kościoła, by krzywdzić małych ludzi. Nie używajmy bezrefleksyjnie słowa "pedofilia", ono zaciemnia obraz, zamiast go tłumaczyć.

Tym bardziej należy pamiętać, że pedofilia nie ma nic wspólnego z orientacją psychoseksualną. Płeć gwałconych dzieci nie może być traktowana jako dowód na hetero- lub homoseksualną orientację księży-sprawców. Molestowali oni dzieci ze względu na ich dostępność, a nie płeć. Wszystkie spiskowe teorie, jakoby Kościół ogarnęła "lawendowa mafia" nic nie wyjaśniają, kumulują tylko nienawiść i potrzebę prostych rozwiązań.

6. Informacja, że trzech księży opisanych przez Sekielskiego było tajnymi współpracownikami służb bezpieczeństwa PRL wydaje się nadmiernie eksploatowana. Zostali bowiem zwerbowani ze względu na swoje przestępcze czyny wobec dzieci, rejestracja jako TW była skutkiem, a nie przyczyną zbrodni.

7. Projekt podnosił pierwotnie wiek, w którym zakazane jest współżycie seksualne z 15 do 16 lat. Autorzy nie wyjaśnili, dlaczego ten dodatkowy rok ma znaczenie. Następnie wycofano się z tego pomysłu, również bez uzasadnienia.

8. Resort chwali się podniesieniem kar, bo "takie jest społeczne oczekiwanie". Polityka karna oparta na sondażach opinii skończyłaby się wprowadzeniem w Polsce kary śmierci lub likwidacją Kodeksu karnego. To niebezpieczny fundament. Na dodatek, gdy spojrzeć do oceny skutków regulacji projektu (OSR) i przytoczonego tam badania CBOS z 2017 roku, to wątpliwości narastają. Otóż, CBOS nie pytał o stosunek do podnoszenia kar kodeksowych, tylko, cytuję "Czy Pana(/i) zdaniem, ogólnie rzecz biorąc, lepiej byłoby, gdyby w Polsce kary dla łamiących prawo były surowsze?". Odpowiedź twierdząca na tak zadane pytanie równie dobrze może oznaczać, że ankietowany chciałby wydawania ostrzejszych wyroków sądowych w ramach istniejących widełek.

Pytanie z sondażu CBOS dotyczącego surowości karPytanie z sondażu CBOS dotyczącego surowości kar CBOS

9. Podniesienie kar za przestępstwa seksualne wobec dzieci dotyczy wyłącznie górnej granicy. Dolne pozostają bez zmian. W efekcie ksiądz z dostępem do potężnych środków pieniężnych, wsparciem Kościoła, doskonałymi adwokatami i społecznym poważaniem będzie mógł, wbrew zapewnieniom Zbigniewa Ziobry, wybronić się od długoletniego więzienia. Przykłady takiego wyrokowania sądów opisywała w swoich reportażach Justyna Kopińska, a także Ekke Overbeek w książce "Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią".

DOSTĘP PREMIUM