Przekop Mierzei Wiślanej. Pierwszy etap budowy może kosztować 900 mln zł. To o ćwierć miliarda więcej niż zakładano

Przekop Mierzei Wiślanej to flagowa inwestycja Prawa i Sprawiedliwości. Po kilkukrotnym przekładaniu terminu składania ofert na pierwszy etap budowy, w końcu otworzono koperty. Najtańsza z propozycji opiewa na 900 mln zł.
Zobacz wideo

Siedem ofert na budowę przekopu Mierzei Wiślanej wpłynęło do Urzędu Morskiego w Gdyni. Wszystkie znacząco przekraczają zakładany budżet pierwszego etapu inwestycji.

Urząd Morski chciał zapłacić za przekopanie Mierzei Wiślanej 718 milionów, jednak potencjalni wykonawcy wycenili tę pracę na kwotę od 990 mln złotych do niemal 1.5 miliarda. 

- Teraz rozpoczynają się prace komisji przetargowej. Może to potrwać kilka-kilkanaście tygodni. Nie jesteśmy w stanie tego określić, jest to ogrom pracy, przeanalizowanie wszystkich kosztorysów - tłumaczyła Magdalena Kierzkowska, rzeczniczka urzędu.

Projektant przekopu Mierzei Wiślanej, Adam Nadolny, wyjaśniał, że zamawiający, czyli właśnie Urząd Morski w Gdyni, ma teraz dwie możliwości: - Może oczywiście unieważnić przetarg z powodu przekroczenia tej ceny, ale jest oczywiście druga możliwość: zamawiający dołoży brakujące środki - stwierdził. 

Ostatecznie dołożyć trzeba będzie sporo, bo złożone oferty dotyczą pierwszego etapu inwestycji. Jak zaznacza jednak projektant, wydaje się być on etapem droższym, choć jak podkreśla, nie można mówić, że drugie zadanie jest zdecydowanie tańsze. 

To oznacza, że pełny koszt budowy przekopu może zbliżyć się do nawet  dwóch miliardów złotych.

Przekop Mierzei Wiślanej. Protest przed Urzędem Morskim w Gdyni

Jeszcze przed otworzeniem kopert z ofertami, przed siedzibą Urzędu Morskiego w Gdyni przeciwko inwestycji protestowało kilkanaście osób.  

Kanał żeglugowy przez Mierzeję Wiślaną ma mieć 1,3 km długości i 5 metrów głębokości. Ma umożliwić wpływanie do portu w Elblągu jednostek o parametrach morskich, tj. zanurzeniu do 4 m, długości 100 m, szerokości 20 m. Inwestycja, która znajduje się w granicach dwóch województw: pomorskiego i warmińsko-mazurskiego, miała kosztować ok. 880 mln zł. W całości ma być finansowana z  budżetu państwa.

Krytyce inwestycji podkreślają, że nie ma się ona prawa opłacić. - Pieniądze, które zostaną włożone w tę inwestycję, to pieniądze wyrzucone w błoto. Dosłownie i w przenośni - tłumaczył w TOK FM prof. Włodzimierz Rydzkowski z Katedry Polityki Transportowej Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Gdańskiego. Ekspert przedstawił wyliczenie, według którego inwestycja zwróci się dopiero po 450 latach.

DOSTĘP PREMIUM