Dlaczego sondaże nas okłamują? Prof. Jacek Haman: Nikt nie wymyślił, jak to rozwiązać

- Nie jesteśmy w stanie rozdzielić tych, którzy mówią, że zagłosują i to robią od tych, którzy mówią i nie robią. I nikt nie wymyślił, jak to rozwiązać - w TOK FM tłumaczył prof. Jacek Haman, socjolog.
Zobacz wideo

Dlaczego sondaże przedwyborcze i exit poll tak bardzo różniły się od ostatecznych wyników do Europarlamentu?  O tym Karolina Lewicka rozmawiała z prof. Jackiem Hamanem z Instytutu Socjologii UW, ekspertem fundacji Batorego.

Dziennikarka TOK FM na początku przypomniała, że z sondażami mamy problem od lat:

  • 1993 rok - wynik Unii Demokratycznej przeszacowany o 6 pkt. procentowych, tyle samo sondaż odjął SLD, wskazując PSL jako zwycięzcę
  • 1997 rok - wynik AWS zaniżony o 8 punktów procentowych
  • 2001 rok - przeszacowanie wyniku SLD o 7, 9 lub nawet 10 punktów procentowych w zależności od sondażu
  • 2005 rok - Tusk miał przewagę 9 punktów procentowych nad Lechem Kaczyńskim przed pierwszą turą, przed drugą turą 4 punktów przewagi 
  • 2010 rok - w przedwyborczy piątek Komorowski miał szansę na wygraną w pierwszej turze, a w rezultacie dostał 10 punktów procentowych mniej

- Sondaże nam mogą powiedzieć tylko trochę. Na pewno nie można liczyć na bezbłędną odpowiedź. Powodów jest kilka - tłumaczył prof. Haman. 

- Sondaż oparty na próbie obciążony jest błędem losowym. Ten błąd to 2-3 punkty procentowe dla próby 1000 osób. Sondaż pokazuje, co ludzie mówią w sytuacji robienia sondażu, czyli w najlepszym razie w czwartek. A to są gorące dni kampanii, podejmowania decyzji i może się dużo zmienić - kontynuował gość TOK FM.

Jak mówił prof. Haman, kolejny problem jest taki, że respondent pytany jest o to, na kogo zagłosuje, a nawet nie wiadomo, czy on na pewno zagłosuje. Tymczasem dane o zamiarze głosowania są zawyżone, bo blisko połowa osób, która deklaruje, że weźmie udział w wyborach, nie idzie potem do urn.

- Nie jesteśmy w stanie rozdzielić tych, którzy mówią, że zagłosują i to robią od tych, którzy mówią i nie robią. I nikt nie wymyślił, jak to rozwiązać. Pamiętajmy, że zadajemy pytanie tak, jakby respondent znał odpowiedź. A może on się jeszcze zastanawiał? Część wyborców zagłosuje pod wpływem innych bodźców niż w momencie odpowiadania na pytanie sondażowe. Dlatego sondaż może dać inny wynik niż ten w wyborach - mówił profesor na antenie TOK FM.

Taka jest już natura sondaży

Ekspert podkreślił też, że brak precyzyjnego wyniku bierze się też z tego, że sondaż powinien być zrobiony na losowej próbie reprezentatywnej, ale duża część ludzi odmawia wzięcia w nim udziału. Jeżeli odmówi "tylko" 60 - 70 procent zaproszonych do udziału w sondażu, uznaje się to za sukces.  - I my na podstawie odpowiedzi od tej jednej trzeciej ludzi wyciągamy wnioski na temat pozostałych dwóch trzecich. I trudno za to winić sondażownie - ocenił prof. Haman. - Znaczna część sondaży robiona jest na próbach telefonicznych, trudno stwierdzić, jak ta próba wygląda; dużo na forach internetowych, to metoda, która w wielu badaniach się sprawdza, ale do badań politycznych nadaje się kiepsko - dodał.

Skąd duże różnice między sondażami z różnych pracowni? Czy nie powinno się ujednolicić metodologii, żebyśmy dostawali bardziej spójne informacje? - Jeżeli tych sondaży na rynku jest dużo, to są różnice np. w doborze próby. Dzięki temu właśnie, że te sondaże są różne, widzimy jakim błędem są obarczone - zauważył prof. Haman i dodał, że jego zdaniem to dobrze, że ludzie widzą różne wyniki przed wyborami.

Firma zakłada tylko jakiś model

Część rozmowy poświęcona była konkretnie sondażowi exit poll. W wieczór wyborczy pokazywał 3 punkty procentowe przewagi PiS nad koalicją, a ostatecznie było to 8 punktów. - Co się stało? Ipsos szacuje, że aż 13 procent badanych nie przyznało się, że głosowało na PiS - pytała Karolina Lewicka.

- Tego obawiam się, że się nie dowiemy. Musimy pamiętać, że exit poll to nie jest wynik sondażu, tu mamy do czynienia z pewną prognozą, która próbuje przewidzieć, jak zagłosowaliśmy rzeczywiście. Wciąż mamy do 20 procent osób, które odmawiają odpowiedzi na pytanie i nie wiemy, czy oni się zachowują tak samo jak pozostali. Tu firma zakłada jakiś model, który przewiduje, jak ci ludzie zagłosowali - mówił Haman. I dodał, że jesteśmy też "rozpieszczeni przez kilka bardzo trafnych exit polli". Zakładanie modelu może się jednak kończyć przeszacowaniem lub niedoszacowaniem któregoś ugrupowania. 

Ostatecznie Prawo i Sprawiedliwość otrzymało 45,38 proc., a Koalicja Europejska 38,47 proc. Oprócz PiS i KE mandaty zdobyła także Wiosna Roberta Biedronia, która uzyskała 6,06 proc. poparcia. 

DOSTĘP PREMIUM