"Jarosław Kaczyński otoczył swój elektorat zasiekami". Leszek Miller o trzech powodach zwycięstwa PiS

- Dlaczego dopiero PiS uruchomił tak wielkie transfery socjalne? Bo mógł. Na to składa się dorobek całej polskiej transformacji, wzbogacony o 110 mld euro, jakie Polska otrzymała z Unii Europejskiej od 2005 roku - mówił w TOK FM były premier Leszek Miller, wybrany w niedzielę na europosła.
Zobacz wideo

Prawo i Sprawiedliwość w niedzielnych wyborach do Europarlamentu otrzymało 45,38 proc., a Koalicja Europejska 38,47 proc. Mandaty zdobyła także Wiosna Roberta Biedronia, która uzyskała 6,06 proc. poparcia. 

Czwarte ugrupowanie - prawicowa Konfederacja otrzymała 4,55 proc. głosów, a więc nie przekroczyła progu wyborczego. Kukiz'15 miał 3,69 proc. Lewica Razem - 1,24 proc. głosów. Komitet Polska Fair Play Bezpartyjni Gwiazdowski uzyskał 0,54 proc., komitet Polexit - Koalicja - 0,06 proc, a ostatni komitet Jedność Narodu - 0,02 proc. WIĘCEJ O WYNIKACH WYBORÓW >>>

Leszek Miller o trzech powodach zwycięstwa PiS

Leszek Miller, który w niedzielnych wyborach uzyskał mandat europosła, wskazał w Poranku Radia TOK FM trzy przyczyny zwycięstwa wyborczego PiS: transfery socjalne, Kościół i propaganda mediów publicznych.

- A dlaczego dopiero PiS uruchomił tak wielkie transfery? Bo mógł. Na to składa się dorobek całej polskiej transformacji wzbogacony o 110 mld euro, jakie Polska otrzymała od 2005 roku. To nie jest przypadek, że partia rządząca mogła je uruchomić, bo budżet na to stać bez większych perturbacji, jakie mogłyby się zdarzyć wcześniej - tłumaczył.

Jak dodał, wszystkie te elementy to zasieki, którymi Jarosław Kaczyński otoczył elektorat PiS i odciął go od dostępu innych partii. - Być może w tych wyborach KE nie mogła wygrać, bo Jarosław Kaczyński otoczył wykopał dół, przez który nikt nie mógł przejść - mówił były premier. 

Miller wieszczył, wszystko wskazuje na to, że wszystkie te elementy wystąpią również jesienią, kiedy to Polacy będą wybierać nowy parlament. - I mam przeczucie, że worek z pieniędzmi zostanie otwarty szeroko - zastrzegł. Ale zaraz dodał: "Skoro PiS tak szczodrze rozdaje te pieniądze, to jednocześnie wzmaga apetyt, który w pewnym momencie może okazać się już nie do spełnienia. Bardzo chętnie coś przyjmujemy, ale bardzo niechętnie coś oddajemy". Jako przykład wskazał dodatek 500 plus, który - jak wskazywał na podstawie własnych rozmów z wyborcami - traktowany jest jako coś naturalnego, co "się należy". Jego zdaniem, kiedy nie uda się zaspokoić tego rosnącego apetytu, mogą zacząć się kłopoty PiS.

Koalicja Europejska. "Jej rozpad byłby błędem"

Leszek Miller przekonywał, że choć wynik wyborów jest dla KE porażką, to sam fakt, że taka koalicja powstała i że jest w tej chwili jedyną siłą, która może stawić czoła Zjednoczonej Prawicy, jest wielkim sukcesem Grzegorza Schetyny i wszystkich jej liderów. Opcję rozpadu KE oceniłby jako poważny błąd. 

Pytany, jak ocenia zaangażowanie polityków i kandydatów KE w czasie kampanii wyborczej, przyznał, że byli tacy, którzy "gryźli trawę", ale i tacy, którzy nie przejmowali się specjalnie wynikiem. Prowadząca program Karolina Lewicka pytała o to, czy widział chociaż jeden plakat, baner Włodzimierza Cimoszewicza, jedynki KE na Mazowszu. Miller odpowiedział, że nie widział, ale złożył to na karb swojej nieobecności w stolicy i pracy w Wielkopolsce. Z tego okręgu startował były premier.

Miller przekonywał, że mimo wszystko jego zdaniem "do wyborów jesiennych trzeba iść w takim właśnie szerokim porozumieniu". - Jeśli Koalicja Europejska szłaby do wyborów w tym samym lub szerszym składzie, zadaniem sztabowców byłoby zbliżenie biegunów. Po drugiej stronie jest ugrupowanie zwarte, z jednym przekazem i z jednym liderem - zwracał uwagę. Jak mówił, tak szeroki skład KE i dystans dzielący niektórych koalicjantów mogą, jego zdaniem, dezorientować wyborców.  

- Trzeba atakować ten obóz własnymi propozycjami programowymi dla ludzi bardziej aktywnych, mówić o przyszłości. PiS odniósł zwycięstwo w kraju, ale nie w Parlamencie Europejskim. Czeka ich tam bardzo przykra sytuacja. Okaże się, że należą do frakcji zmarginalizowanej, która jest, ale nie ma wpływu. To będzie lekcja pokory- wieszczył Leszek Miller.

Odniósł się również do pomysłu wystawienia przez PiS Beaty Szydło jako kandydatki na prezydenta Polski. Posłuchaj:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM