Kupimy samoloty F-35 od Amerykanów? "Norwegowie mają centrum serwisowe, Turcy zamówienia, a my? My po prostu zapłacimy"

Pewne działania są sukcesem, ale musimy patrzeć szerzej. PR-owo jest wspaniale, ale są problemy, których nie rozwiązuje jedna wizyta - tak potencjalne skutki wizyty prezydenta Andrzeja Dudy i ministra Mariusza Błaszczaka w USA oraz podpisanie porozumień dotyczących obronności, oceniał w TOK FM gen. Jarosław Stróżyk.
Zobacz wideo

Prezydent Andrzej Duda i minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak są z wizytą w Stanach Zjednoczonych. Poza spotkaniem z prezydentem Donaldem Trumpem jej efektem ma być również podpisanie szeregu porozumień dotyczących obronności. Chodzi o wzmocnienie amerykańskiej obecności w Polsce, co ma zostać przypieczętowane podpisanym jutro porozumieniem. Dziś obecność ta opiera się na rotacjach żołnierzy amerykańskich. We wrześniu 2018 roku w Waszyngtonie prezydent Duda wyraził nadzieję na wspólną budowę bazy, którą określił mianem "Fort Trump". Jej koszt miałby sięgnąć nawet 2 mld dolarów. 

- W tych elementach gry brakuje mi myślenia, że Trump jak każdy prezydent USA w najnowszej historii, będzie się dogadywał z Rosją. Chwalimy go, ale chyba troszeczkę za wcześnie - mówił gen. Jarosław Stróżyk, wiceprezes fundacji Stratpoints, pozostający już poza czynną służbą wojskową. - Mam wrażenie, że robimy to, co możemy. Choć patrząc z perspektywy roku, kiedy położyliśmy na stole 2 mld dolarów, Amerykanie chętnie je konsumują, ale nie na to, o co wnioskowaliśmy - mówił. Przyznał jednocześnie, że rozmieszczenie małych fortów jest lepsze niż jeden duży "Fort Trump". 

Jeszcze przed rozpoczęciem wizyty prezydencki minister Krzysztof Szczerski deklarował, że porozumienie, które mają podpisać prezydenci, zawiera dwa elementy. Po pierwsze ogólną deklarację polityczną, mówiącą o charakterze wzajemnych, sojuszniczych zobowiązań i gwarancji, "jakich sobie udzielamy w ramach systemu NATO-wskiego, w ramach wspólnej troski o bezpieczeństwo całego paktu, naszej części tego paktu, wschodniej flanki". Druga część porozumienia - jak wskazał - jest bardzo szczegółowa i "zawiera komponenty tego, co pan prezydent w skrócie nazwał podczas ostatniej wizyty w USA Fortem Trump".

Amerykańscy żołnierze w Polsce. Jak to się ma do ekonomii?

Komentując te zapowiedzi, gen. Jarosław Stróżyk przyznał, że wpłynie to pozytywnie na polskie bezpieczeństwo. Ale nie powinno absolutnie usypiać czujności. - Zagrożenia rosną ze strony Rosji i ze strony sytuacji makroekonomicznej na świecie. Wojsko i nasz budżet jest zależny od ekonomii. Gdy coś kupimy, najpierw będziemy musieli za to zapłacić, a potem trzeba będzie to utrzymać - tłumaczył. Jak mówił, wydaje mu się, że decyzje na temat zakupów i inwestycji w obronność zbyt często są podejmowane właśnie w oderwaniu od sytuacji gospodarczej i czynników makroekonomicznych. A tymczasem, jak przekonywał, wkrótce czeka nas czas oszczędzania. - Nie będziemy oszczędzać na wojsku, ale budżet wojskowy zostanie zmniejszony. Łatwo jest obciąć wydatki na szkolenia, zakupy i na bieżącą działalność wojska - dodał. 

Jako przykład podał zapowiadany zakup samolotów F-35. Pod koniec maja MON wysłało zapytanie ofertowe w sprawie zakupu 32 myśliwców tego typu. Samoloty piątej generacji mają zastąpić uziemione po wypadkach myśliwce MIG-29 i najstarsze w polskich siłach powietrznych Su-22. Według ministra, myśliwce "są już na horyzoncie", a resort już wcześniej sugerował, że ich zakup może odbyć się w "przyśpieszonym tempie". Tymczasem nie jest tajemnicą, że Amerykanom bardzo zależy, by na F-35 zacząć jak najszybciej zarabiać. Pentagon od lat krytykowany jest za wysokie koszty związane z opracowaniem, produkcją, a także eksploatacją samolotów. W ciągu ponad dekady koszty programu wzrosły o 70 proc. w stosunku do planów. 

Tymczasem zdaniem gościa Macieja Głogowskiego, wszystkie kraje, które przystąpiły wcześniej do tego programu, ugrały coś dla siebie. - Jak Norwegia, która ma centrum serwisowe F-35, czy Turcja, która miała kupić 100 samolotów za 15 mld dolarów, ale ich zakłady miały mieć zamówienia za ok. 16 mld dolarów - wyliczał i dodawał, że zakup samolotów odbędzie się kosztem programu "Wisła", zrealizowanego w 1/4 programu obrony przeciwrakietowej. 

Armia na zakupach. Ile czasu na wdrożenie sprzętu?

Zwrócił uwagę również na inny aspekt. - Dzisiaj mówimy o zakupie samolotów F-35, ale one nie będą zdolne do pełnej operacji wcześniej niż za 5 lat, a to jest i tak bardzo optymistyczny scenariusz. Mówimy o 32 samolotach, wczoraj wiceminister mówił natomiast o 64 samolotach. Tu koszty zużycia to 30 mld. A gdzie marynarka wojenna, której praktycznie nie ma, gdzie siły lądowe? Nie możemy polegać tylko na flocie powietrznej, choćby była najnowocześniejsza - podkreślał gen. Stróżyk. Przypomniał, że samoloty F-16 zostały kupione w 2003 roku, a pierwszą misję bojową wykonały w 2016 roku. 

- Będąc trochę lat w wojsku, wiemy, ile lat zajmuje przygotowanie, wdrożenie sprzętu. W ostatnich latach zakupy były w homeopatycznych dawkach. Opieranie się na żołnierzach USA jest błędem. Mam wrażenie, że troszeczkę zaniedbujemy innych sojuszników. To, co robimy, można robić w bielszych rękawiczkach na forum NATO - zwracał uwagę. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM