Prof. Matczak: Beata Szydło dostała pół miliona głosów. To pokazuje, że praworządność może być dla ludzi nieistotna

- Z praworządnością jest jak z prawami fizyki. Ludzie się nimi nie przejmują, dopóki nie uderzą autem w drzewo. Dopiero wtedy widzą, co się dzieje - podkreśla prof. Marcin Matczak z UW. Do takiej refleksji skłonił prawnika ostatni sukces wyborczy Beaty Szydło.
Zobacz wideo

Profesor Marcin Matczak, z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, stwierdził, że patrząc na sytuację w kraju, "można odnieść wrażenie", iż w Polsce "praworządność już się znudziła". - To, że pani premier Beata Szydło, która nie opublikowała wyroku Trybunału Konstytucyjnego, czym zablokowała cały mechanizm konstytucyjnej kontroli, dostaje dzisiaj pół miliona głosów w wyborach, pokazuje, że praworządność może być dla ludzi nieistotna - mówił rozmówca Mikołaja Lizuta.

Prawnik porównał dyskusje w obronie praworządności, z argumentacją, którą podnosi się w kontekście nieszczepienia dzieci. - Dlatego nie ma chorób, bo się szczepimy. Z praworządnością jest tak samo. Poniekąd rozumiem, że ona może być postrzegana przez ludzi jako nieistotna – ocenił profesor.

Jak wyjaśnił, dla wielu osób praworządność "jest rzeczą bardzo abstrakcyjną". - Jakieś sądy, trybunały w Warszawie. Człowiek, który ma problemy życia codziennego, w ogóle tego nie widzi. Z praworządnością jest jak z prawami fizyki. Ludzie się nimi nie przejmują, dopóki nie uderzą autem w drzewo. Dopiero wtedy widzą, co się dzieje – tłumaczył prawnik.

Zdaniem prof. Marcina Matczaka PiS "choć nie wyprowadza czołgów na ulice", to osłabia mechanizmy państwa, "które kiedyś mogą się nam przydać". - Teraz nic się nie dzieje, ale może zacząć się dziać, jeśli osłabione zostaną elementy praworządności. Przecież Unia Europejska zapewniła na swoim terenie najdłuższy okres pokoju w historii właśnie dlatego, że została oparta na praworządności – przekonywał gość TOK FM.

PiS i metody autorytarnej władzy

Prawnik mówił, że ludzie często sprzedają wolność i praworządność za bezpieczeństwo i pomoc socjalną. - Nasza władza straszy naród uchodźcami, atakami na Kościół, czy teraz rozbiorem dzielnicowym. To stara metoda autorytarnej władzy. Najpierw wystraszy, a potem powie, że będzie chronić - ocenił profesor Matczak.

Przekonywał, że kwestie obrony praworządności mogą być jeszcze ważne dla opozycji, żeby wygrać jesienne wybory. - Wynik wyborów do PE zmusi do zmiany języka. Abstrakcyjną praworządność trzeba zmienić na jakieś konkretne skutki na ludzi. Ważne jest pokazywanie skutków praktycznych utraty praworządności, osłabienie pozycji Polski w UE czy mniej pieniędzy dla Polski z unijnej kasy. Jeśli tak się zdarzy, a najpewniej się zdarzy, to psucie praworządności będzie mieć konkretny negatywny wymiar finansowy dla Polski – podkreślał prof. Matczak.

Jak mówił prawnik z UW, jeżeli PiS wygra kolejne wybory, to będzie "domykał system". - To, co zostało zrobione z Sądem Najwyższym, będą chcieli przenieść na sądy powszechne. Domknięta zostanie sprawa mediów, swobody wypowiedzi. Będzie jak na Węgrzech, tam nie ma opozycji i tylko katastrofa ekonomiczna może przekonać ludzi, że dzieje się coś złego. Znamy to przecież z systemów totalitarnych, na przykład z komunistycznego. Każdy rozsądny człowiek musi się temu przeciwstawić – podsumowywał prof. Marcin Matczak.

Do prognoz prawnika idealnie pasuje niedawna wypowiedź wicepremiera Gowina. Wicepremier w środę w Kartuzach zapowiedział, że w przypadku zwycięstwa Zjednoczonej Prawicy w jesiennych wyborach parlamentarnych jednym z zadań rządu będzie repolonizacja mediów. - Szanujące się państwo i szanujący się naród nie może dopuszczać do tego, żeby większość mediów znajdowała się w cudzych rękach. I to jest pewne zadanie, które stoi przed naszym rządem, jeżeli będziemy nadal sprawować władzę w następnej kadencji -  powiedział wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

DOSTĘP PREMIUM