"Wyborcza". Biznesmen zeznał o nielegalnym finansowaniu kampanii PiS. Pada nazwisko Bogdana Święczkowskiego

Śledztwo w sprawie afery PCK zostało przedłużone do 9 listopada. - Szczegółów nie poznamy przed wyborami. A w tle pada nazwisko prokuratura Bogdana Święczkowskiego - informuje "Gazeta Wyborcza". - Tak to się plecie: prawo, sprawiedliwość, kasa. I pewnie ten temat będzie wracał, bo prokurator krajowy nadzoruje m.in. śledztwo, które też jego dotyczy - komentował w TOK FM Jacek Żakowski.
Zobacz wideo

"Wyborcza" w piątek (21 czerwca) opisała treść zeznań przed sądem biznesmena Romualda Ś., który w 2016 r. został tymczasowo aresztowany i oskarżony o wielomilionowe oszustwo wobec obligatariuszy swojej spółki. Ś. Twierdzi, że jego firma upadała w wyniku zemsty, bo nie chciał już brać udziału w nielegalnym finansowaniu kampanii wyborczych polityków PiS z Dolnego Śląska. - W 2011 r. zgłosił się do mnie Jerzy G., którego znałem już wcześniej, znany powszechnie z afery PCK, z propozycją, a właściwie ogromną prośbą Dawida Jackiewicza [wówczas jednego z głównych polityków PiS w regionie], aby wyłożyć kolejne środki na kampanię Bogdana Święczkowskiego – tak miał zeznać w sądzie Romuald Ś. cytowany przez "Wyborczą".

W wyborach w 2011 r. Bogdan Święczkowski startował w okręgu wałbrzyskim. Dziś jest prokuratorem krajowym i pierwszym zastępcą prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. "A kierowana przez niego „krajówka” nadzoruje prowadzone przez Prokuraturę Okręgową we Wrocławiu śledztwo w sprawie nieprawidłowości w PCK" - czytamy w "Wyborczej".

- Tak to się plecie: prawo, sprawiedliwość, kasa. I pewnie ten temat będzie wracał, bo prokurator krajowy nadzoruje m.in. śledztwo, które też jego dotyczy - komentował w Poranku Radia TOK FM Jacek Żakowski

Święczkowski odpowiada

Bogdan Święczkowski bardzo szybko odniósł się do tekstu "Wyborczej". "Na moją kampanię wyborczą w 2011 r. przeznaczyłem wyłącznie środki swoje i najbliższych mi osób. Nikogo też nie prosiłem ani nie upoważniłem do zbierania funduszy na kampanię" – czytamy w specjalnym oświadczeniu prokuratora. 

"To prokuratura pod moim nadzorem jako Prokuratora Krajowego prowadziła śledztwo, a następnie postawiła w nim zarzuty popełnienia poważnych przestępstw Romualdowi Ś".- dodał Święczkowski.

W jego opinii właśnie przez działanie śledczych Ś. "może nie darzyć go sympatią". - Za moją wiedzą prokuratura występowała o tymczasowe aresztowanie dla niego, które stosowane było przez blisko roczny okres. Polskie prawo pozwala podejrzanym w postępowaniach karnych kłamać i taki charakter mają konfabulacje Romualda Ś. - podsumował Bogdan Święczkowski.

Afera PCK

Jak wynika z ustaleń "Gazety Wyborczej", w latach 2014-2017 pracownicy oddziału PCK z Dolnego Śląska - werbowani przez byłego dyrektora organizacji, radnego PiS obecnej kadencji sejmiku wojewódzkiego Jerzego G. - kradli odzież z kontenerów przeznaczoną dla najuboższych. Później, za pośrednictwem firmy zarejestrowanej na "słupa", sprzedawali je w zaprzyjaźnionych hurtowniach i lumpeksach. W sumie zarobili ok. 1,2 mln zł. 

"Wyborcza" podała, że część pozyskanych funduszy była przeznaczana na kampanie wyborcze polityków Prawa i Sprawiedliwości - m.in. Piotra Babiarza i minister edukacji Anny Zalewskiej. Fundusze miały trafiać do polityków nie tylko przy okazji wyborów - Babiarz miał np. regularnie dostawać swoją część zysku ze sprzedaży kradzionych ubrań. Były to różne kwoty: od kilkuset do tysiąca złotych.

DOSTĘP PREMIUM