Po co PiS repolonizacja mediów? Ekspert: Szantaż krótkoterminowy, na okres kampanii wyborczej

Dlaczego PiS mówi dziś o repolonizacji mediów? - To może być taki szantaż krótkoterminowy, na okres kampanii wyborczej. Pewnego rodzaju pogróżka, która może niektórych ostudzić, zneutralizować, żeby byli mniej krytyczni - stwierdził ekspert w TOK FM.
Zobacz wideo

Adam Bielan, europoseł nowej kadencji Parlamentu Europejskiego, przekonywał w poniedziałek TOK FM, że w Polsce konieczna jest repolonizacja mediów. Wcześniej temat wywołał Jarosław Gowin. Wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego mówił, że w przypadku zwycięstwa Zjednoczonej Prawicy w jesiennych wyborach parlamentarnych jednym z zadań rządu będzie repolonizacja mediów.

- Te plany są jeszcze tajne, nie ogłoszone. Ta sprawa wraca od kliku lat. Jeżeli akcja oparta jest o regulacje prawne, to jest z góry skazane na niepowodzenie, bo to niezgodne z traktatami unijnymi, media są przecież częścią gospodarki - mówił w TOK FM prof. Maciej Mrozowski, medioznawca i dodawał, że "chodzi zapewne o ustawię repolonizacyjną" - Która nacjonalizowała by koncerny, które są w rękach kapitału zagranicznego - mówił dalej prof. Maciej Mrozowski. 

Ekspert podkreślił, że wydaje mu się, że może chodzi o rozwiązania takie, jak Viktor Orban wprowadził na Węgrzech, czyli wykupowanie udziałów w tytułach prasowych od kapitału zachodniego, wtedy kiedy ten kapitał był gotów je odsprzedać, zaproponowana byłaby atrakcyjna cena. - Tu byłaby możliwość, wiadomo, że prasa nie jest dochodowa, np. powstał by sposób kredytowania przedsiębiorców związanych z PiS, którzy mogliby odkupywać udziały w prasie - ocenił.

Zauważył jednak, że jeśli ktoś naprawdę nie chce sprzedać, to trudno go do tego zmusić. Oraz, że w repolonizacji chodzi właściwie tylko o gazety lokalne. 

Piotr Maślak, pytał, jak więc rozumieć dekoncentrację mediów. - Nie ma takiej unijnej dyrektywy. We wszystkich krajach istnieją częściowe ograniczenia np. w ustawie o radiofonii i telewizji, sama idea ograniczenia i koncentracji jest teoretycznie słuszna, ale praktycznie bardzo trudna do wykonania. W tej chwili mamy do czynienia przed wszystkim z internetem, który tworzy szalenie skomplikowaną przestrzeń dystrybucji mediów i nie wiadomo nawet, jak to liczyć - stwierdził ekspert. 

Dziennikarz TOK FM był zainteresowany, po co ludzie PiS wysyłają teraz takie sygnały. - To może być taki szantaż krótkoterminowy, na okres kampanii wyborczej. Pewnego rodzaju pogróżka, która może niektórych ostudzić, zneutralizować, żeby byli mniej krytyczni - stwierdził ekspert.

DOSTĘP PREMIUM