Obniżka PIT nie wszystkich cieszy. Samorządowcy alarmują: Pieniędzy starczy co najwyżej na opłacenie bieżących rachunków

- Wprowadzone przez rząd zmiany podatkowe oznaczają dla samorządów 6,2 mld złotych mniej w przyszłym roku - informował w TOK FM Marek Wójcik. Zdaniem przedstawiciela Związku Miast Polskich obniżanie dochodów samorządów jest niezgodne z konstytucją.
Zobacz wideo

We wtorek rząd przyjął projekt ustawy obniżający podatek PIT z 18 do 17 procent oraz koszty pracy przez co najmniej dwukrotne podniesienie kosztów uzyskania przychodów dla pracowników. Zmiany mają obowiązywać od 1 października tego roku. 

Efektem obniżenia stawki będzie to, że przy niezmienionej pensji brutto, na konta pracowników trafią wyższe wynagrodzenia (netto). Ale zmiana nie dla wszystkich jest powodem do zadowolenia. 

Samorządy alarmują, że obniżka oraz inne zmiany podatkowe wprowadzane przez rządzących (w tym zwolnienie z podatku osób poniżej 26. roku życia) drastycznie osłabią lokalne budżety. - To przyniesie dla samorządów 6,2 mld złotych mniej w przyszłym roku, bez jakiejkolwiek rekompensaty - informował w TOK FM Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich. - Po pierwsze, to jest niezgodne z konstytucją. Po drugie, to spowoduje ogromny regres w finansach samorządowych - przekonywał.

Zdaniem Wójcika, mniej pieniędzy dla władz lokalnych oznacza rezygnację z projektów inwestycyjnych i rozwojowych. Gość TOK FM podkreślał, że samorządy będzie stać tylko na zaspokojenie podstawowych, bieżących rachunków - a i z tym, w niektórych przypadkach, może być problem. - Kilkaset samorządów nie poskłada sobie budżetu - mówił wprost Wójcik.

Opozycja też chce obniżać PIT

Znaczną podwyżkę podatku PIT w swoim programie zapowiada też Koalicja Obywatelska. Ich propozycja zakłada obniżenie stawki z 18 procent do 10 procent i z 32 procent do 24 procent. Z tą różnicą jednak, że Koalicja Obywatelska chciałaby, aby całość środków z podatku dochodowego trafiała w ręce samorządów (mówiła o tym w TOK FM PO Izabela Leszczyna).

Obecnie - przypomnijmy - wpływy z PIT są dzielone niemal po równo: połowa idzie do budżetu państwa, a połowa do władz lokalnych.

- To jest bardzo dobry pomysł - tak propozycję opozycji skomentował Marek Wójcik. I podkreślił, że samorządy od wielu lat apelują o to, aby całość PIT trafiała właśnie do nich.

Ktoś mógłby pomyśleć, że na obniżce PIT - podobnie jak samorząd - straci także rząd i budżet państwa. Zdaniem Wójcika tak się jednak nie stanie. - Budżet państwa skorzysta, bo ludzie, którzy będą mieli więcej pieniędzy w kieszeni [więcej wypłaty będą dostawać "na rękę" - red.] wydadzą to na różne towary, wzrośnie konsumpcja, będzie więcej przychodów z VAT i to trafi do budżetu państwa. A my, jako samorządy, nie jesteśmy beneficjentami VAT, czyli nam dochody spadną, a w budżecie państwa nie - wyjaśniał nasz gość.

"To są nasze pieniądze"

Minister finansów Marcin Banaś, pytany o obniżkę PIT, przekonywał w Radiowej Jedynce, że nie wpłynie ona na przychody samorządów. Podkreślił, że "na przestrzeni ostatnich czterech lat samorządy zyskały na polityce rządu PiS (...) prawie 25 mld zł z tytułu PIT i CIT".

Komentując te słowa, Marek Wójcik zwrócił uwagę, że w ostatnich latach znacznie wzrosły wydatki bieżące samorządów. - Koszty funkcjonowania są dziś o wiele większe niż jeszcze trzy lata temu. To, że mamy wyższe dochody wcale nam nie rekompensuje wyższych wydatków - przekonywał. Jako przykład podał sprawę wysokich opłat za prąd. Podkreślił, że samorządy płacą obecnie nawet o kilkadziesiąt procent wyższe rachunki niż jeszcze rok temu. Samorządy też, z własnej kieszeni, musiały wyłożyć więcej pieniędzy na utrzymanie szkół.

- To, że budżet państwa ma wyższe dochody, to dzięki samorządom terytorialnym. Więc my nie chcemy być na kolanach. To są nasze pieniądze - stwierdził.

Przypomnijmy, przeciwko obniżce PIT – część samorządowców protestowała już po tym, jak PiS ogłosił ten pomysł, czyli przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Wtedy trzy tysiące osób (skupionych w sześciu różnych organizacjach) napisało list otwarty do premiera Mateusza Morawieckiego z prośbą o spotkanie w tej sprawie. - Myślę, że pan premier nie zdaje sobie sprawy z ubocznych skutków działań, które będzie wprowadzał. Chcemy naświetlić (problem), a jednocześnie głośno mówić, że te pieniądze dla samorządów są bardzo potrzebne, bo my nie jesteśmy w stanie się już więcej zadłużać - tak ten krok tłumaczył w TOK FM Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM