"Powinniśmy od władzy wymagać, by byli ludźmi, a nie bestiami". Prezydent Sopotu o zaangażowaniu działaczy PiS w wydarzenia w Białymstoku

Zdaniem Jacka Karnowskiego politycy podlaskiego PiS, którzy angażowali się w sobotnie wydarzenia, wspierali skrajne środowiska, powinni być jak najszybciej usunięci z partii. - Czy bronili ludzi, którzy byli bici? Czy odcięli się do tych środowisk (skrajnych)? - pytał w TOK FM prezydent Sopotu.
Zobacz wideo

Zdaniem Jacka Karnowskiego, po wydarzeniach w Białymstoku, powinniśmy "żądać od władzy bardzo ostrego odcięcia się od tego środowiska, z którego pochodzą bandyci, którzy bili ludzi".

Do tej pory policja zatrzymała 36 osób, które zakłócały białostocki Marsz Równości, atakowały uczestników imprezy, rzucały kamieniami i petardami

- Nie jest dobrze, gdy na ulicach bije się ludzi. A do tego doprowadziło nierozliczenie bandytów z Marszów Niepodległości, kojarzenie się (polityków) z kibolami - mówił Karnowski. Zdaniem prezydenta Sopotu "lokalni dygnitarze" z Prawa i Sprawiedliwości, którzy bratali się z zadymiarzami, powinni być "natychmiast" wyrzuceni z partii. - Czy bronili ludzi, którzy byli bici? Czy odcięli się do tych środowisk (skrajnych)? Trzeba zadawać takie pytania - mówił gość Poranka Radia TOK FM. - Powinniśmy od władzy, wymagać, by byli ludźmi, a nie bestiami - podkreślił. 

Przypomnijmy, wśród działaczy podlaskiego PiS-u, których zobaczyć można było podczas zajść w Białymstoku, byli m.in. radny klubu PiS w sejmiku Sebastiana Łukaszewicza, p.o. dyrektora gabinetu marszałka Roberta Jabłońskiego oraz radnego miejskiego Henryka Dębowskiego.

Według gościa TOK FM specjalną rolę w podgrzewaniu podziałów oraz napędzaniu "wojny ideologicznej"  pełni "Gazeta Polska". - Jest w pewnym sensie organem partyjnym Prawa i Sprawiedliwości, a na pewno żyje dzięki dotacjom firm państwowych - przypomniał Jacek Karnowski. To właśnie "Gazeta Polska" na kilka dni przed Marszem Równości w Białymstoku zapowiedział druk naklejek z napisem "Strefa wolna od LGBT". 

Według Jacka Karnowskiego samorządowcy mają specjalną rolę do odegrania w sytuacjach napięć, konfliktów. - Ja rozwiązywałem (w Sopocie) takie zgromadzenie narodowców, bodajże właśnie z Białegostoku przyjechali, podczas którego lżono osoby ze środowiska LGBT. Sąd podtrzymał moją decyzję - sprawa została wygrana. (...) Od prezydenta miasta, ale też od marszałka województwa czy od władz centralnych wymaga się odcięcia raz na zawsze od tego środowiska. A nie mrugania do tych, którzy organizują takie marsze. To jest coś niesamowitego, że w Polsce, która tyle wycierpiała od faszyzmu, część sceny politycznej mruga okiem do ludzi, którzy mają wytatuowane swastyki na ramionach - mówił gość Jana Wróbla.

Karnowski ocenił, że napędzanie podziałów i podgrzewanie emocji ma służyć "przykryciu niedoborów", od kłopotów uczniów z dostaniem się do wymarzonej szkoły czy sytuacji służby zdrowia

Bezpartyjni z partiami 

Prezydent Sopotu jest członkiem sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej. Jak podkreśla, sam jest bezpartyjny, jak zdecydowana większość samorządowców. - Polska staje się krajem coraz bardziej centralistycznym i upartyjnionym - mówił prezydent Sopotu i przypomniał, że rządzący wielokrotnie sugerowali i mówili, że pomagać się będzie tym samorządom, które są posłuszne władzy centralnej. - A to pierwszy poważny krok do autorytaryzmu - ocenił gość Poranka Radia TOK FM. 

Jacek Karnowski uważa, że dobrą decyzją PO było otwarcie się na samorządowców i działaczy organizacji pozarządowych. Bo, jak wspominał, był czas, kiedy PO się "zamknęła na ludzi". - Platforma staje się teraz bardziej obywatelska. Dostrzegła, że nie można zamykać się na zwykłych ludzi - mówił w rozmowie z Janem Wróblem. Z przedwyborczych ustaleń liderów KO wynika, że samorządowcy będą mieli po trzy miejsca na każdej liście KO i stanowić będą 30 proc. kandydatów koalicji na senatorów. 

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM