Skąd na Twitterze biorą się zdjęcia dokumentów z teczek personalnych sędziów? "To są wiadomości bardzo trudno dostępne"

Czy z Ministerstwa Sprawiedliwości mogą wyciekać informacje o sędziach? Czy mogą być one potem wykorzystywane do produkowania hejtu pod ich adresem? Rzecznik Sądu Najwyższego Michał Laskowski zastanawiał się nad tym w rozmowie z Karoliną Lewicką. Wskazał na jeden z tropów.
Zobacz wideo

Kontekstem rozmowy z Michałem Laskowskim jest afera, która wybuchła po publikacji na stronach Onet.pl. Portal opublikował skriny rozmów, które wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak, odpowiedzialny m.in. za sądownictwo, prowadził z kobietą o imieniu Emilia, która brała udział w akcji hejtowania sędziów, występujących z krytyką wdrażanych przez resort Zbigniewa Ziobry reform wymiaru sprawiedliwości. Rozmowy były prowadzone za pomocą komunikatorów internetowych. Łukasz Piebiak ogłosił dziś, że składa rezygnację ze stanowiska. 

Michał Laskowski, komentując tę sprawę, przypomniał, że Piebiak jest - wciąż jeszcze formalnie - nie tylko wiceministrem, ale również sędzią. - Przypomnę, że sędzia powinien dysponować - i to jest zapis ustawowy - nieskazitelnym charakterem. (...) Chodzi o pewien wzorzec prawości, przyzwoitości, uczciwości wewnętrznej, honoru. Współudział w takiej akcji to jest coś takiego jak pisanie anonimów, donosów, pomawianie różnych osób. Trudno jest to zmieścić w definicji nieskazitelnego charakteru - mówił rzecznik Sądu Najwyższego.

Przyznał, że biorąc pod uwagę to, w jaki sposób udokumentowana jest publikacja Onet.pl, można założyć, że te informacje są prawdziwe. Co więcej, on sam ma pewne spostrzeżenia na temat akcji wymierzonych w środowisko sędziów krytykujących obecne poczynania MS. 

- Obserwuję czasami wpisy na profilu @KastaWatch, poświęconym sędziom i mocno krytycznym wobec osób występujących przeciwko działaniom ministerstwa. Wydaje się, że dysponuje on taką wiedzą, takimi wiadomościami, które są bardzo trudno dostępne. One są w aktach osobowych naszych, sędziowskich, być może można do nich dotrzeć, bardzo głęboko wchodząc w środowisko każdego z sędziów, ale byłoby to bardzo trudne - zwracał uwagę.

O profilu @KastaWatch, który na Twitterze śledzi ponad sześć tysięcy obserwujących, jeszcze w kwietniu pisała w OKO.press Anna Mierzyńska. Zwracała uwagę, że publikowane są tam zdjęcia dokumentów, do których da się dotrzeć legalnie, ale tylko w trybie dostępu do informacji publicznej. Poza tym część z nich można otrzymać tylko do wglądu, a więc bez możliwości robienia zdjęć. - Osoba prowadząca konto ma więc znacznie większe możliwości niż obywatel, który zgłosiłby się do sądu z odpowiednim wnioskiem - podsumowywała autorka tekstu. "Demaskujemy nadzwyczajną kastę" - w ten sposób @KastaWatch się przedstawia, a na celownik bierze m.in. stowarzyszenie sędziowskie Iustitia i należących do niego sędziów. 

Michał Laskowski zwrócił także uwagę, że w rozmowach Łukasza Piebiaka i Emilii pojawił się "szef", którym - jego zdaniem - może być albo minister Zbigniew Ziobro, albo sam premier. - Trudno założyć i trudno uwierzyć, że pan Piebiak i pani Emilia działali na własną rękę i nie wiedział o tym zwierzchnik pana Piebiaka - stwierdził rzecznik SN. 

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM