Adwokatka hejterki "Emi": Do ujawnienia zostało jeszcze drugie tyle rozmów

- Pani Emilia była zapewniana, że "za czynienie dobra nie wsadzamy", pozostawała w przekonaniu, że jeśli jakaś sprawa wpłynie do sądu, to nic się nie stanie. Okazało się, że jest inaczej i w pewnym momencie nagromadziło się wokół nie jej tyle zarzutów, że doszła do ściany. Poczuła się przez tych wszystkich sędziów zdradzona - mówiła w TOK FM Ewa Stępniak, pełnomocniczka Emilii, internetowej hejterki zamieszanej w aferę Łukasza Piebiaka.
Zobacz wideo

W ubiegły poniedziałek portal Onet.pl opisał kontakt, który w mediach społecznościowych były już wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak utrzymywał z kobietą o imieniu Emilia, która miała prowadzić akcje dyskredytujące niektórych sędziów, m.in. szefa Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" prof. Krystiana Markiewicza. W proceder zamieszani mieli być też inni sędziowie, a "Emi" dostawała za to niewielkie pieniądze. 

Dominika Wielowieyska pytała mecenas Ewę Stępniak, czy z korespondencji "Emi" z ludźmi z Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że Zbigniew Ziobro wiedział o akcji. Adwokatka odpowiedziała, że "nie ma takiego dowodu". Jak dodawała Stępniak, to nie pełnomocnicy decydują, co zostanie ujawnione z korespondencji pani Emilii z sędziami. - Robią to media. Więcej może mieć tylko prokuratura w Katowicach. Nie my decydujemy, co i kiedy będzie ujawnione. Nie mamy nad tym kontroli. Pani Emilia, aby ukazać wiarygodność tego, co pokazuje, przekazała wszystko, nawet korespondencję prywatną - przekonywała Stępniak. 

Wielowieyska dopytywała, ile jest jeszcze nieujawnionych materiałów i kto w nich występuje. - Pojawią się nowe postaci. Osoby związane z sądami, ale niezwiązane z Ziobrą - odpowiadała mecenas Stępniak i dodawała: Do ujawnienia zostały zostało jeszcze może drugie tyle. Nie wszystko w tej korespondencji jest wyjaśnione od początku do końca. Czasem to są tyko sygnały (...) to będzie zadanie dziennikarzy śledczych. 

Adwokatka tłumaczyła też, jakimi motywacjami kierowała się internetowa hejterka, ujawniając swoje rozmowy z sędziami. - Pani Emilia była zapewniania, że "za czynienie dobra nie wsadzamy". Pozostawała w przekonaniu, że nawet jak wpłynie jakaś sprawa do sądu, to nic się nie stanie. Jeżeli dostawała takie zapewnienie od wiceministra sprawiedliwości, no to ona w to wierzyła. Okazało się, że jest inaczej - podkreślała prawniczka. Jak wyjaśniała, w pewnym momencie wokół jej klientki "zgromadziło się tyle zarzutów", że "doszła do ściany". - Potrzebowała realizacji zapewnień pana wiceministra, których nie otrzymała. Ona poczuła się przez tych wszystkich sędziów zdradzona - przekonywała Ewa Stępniak. 

Prawniczka dodawała, że "zupełnie nie wie", co w tej sprawie robi prokuratura. - Nic mi nie wiadomo, żeby cokolwiek się działo. W aktualnej sytuacji politycznej w ogóle nie wierzę, że będzie zmierzać do wyjaśnienia tej sprawy - podsumowała Stępniak. 

Mec. Ewa Stępniak odpowiadała też na zarzuty, że jej klientka jest uzależniona od alkoholu i niestabilna emocjonalnie.  Pobierz Aplikację TOK FM i słuchaj sprytnie:

DOSTĘP PREMIUM