Pełczyńska-Nałęcz o przemówieniu Dudy na placu Piłsudskiego: Nieidealne, ale warte docenienia

Ważne połączenie historii i wojny ze współczesnością, ale za dużo "witymistycznej nuty" o Polaku zbawiającym całą Europę - tak przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy wygłoszone podczas uroczystości z okazji rocznicy wybuchu II wojny światowej oceniała w TOK FM Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, była wiceminister spraw zagranicznych.
Zobacz wideo

Na placu Piłsudskiego w Warszawie odbyły się oficjalne uroczystości z okazji 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Jednym z głównych punktów obchodów było wystąpienie Andrzeja Dudy. Prezydent podkreślił w nim, że taki kataklizm dziejowy, jaki miał miejsce podczas II wojny światowej, dziś trudno sobie wyobrazić. Przekonywał, że musimy pamiętać o tamtych wydarzeniach, a państwowi przywódcy muszą wyciągnąć z nich odpowiednią lekcje.

W przemówieniu Dudy nie zabrakło licznych odniesień do współczesnej sytuacji politycznej. Prezydent powiedział m.in., że w ostatnim czasie "mamy do czynienia z próbami zmieniania w Europie granic siłą". I przestrzegał, że przymykanie oczu na takie incydenty nie jest receptą na zachowanie pokoju. - To prosty sposób na rozzuchwalenie agresywnych osobowości, to jest prosty sposób na to, by dać de facto przyzwolenie na kolejne ataki. Tak się dzieje: w 2008 roku - Gruzja, w 2014 roku - Ukraina - mówił Duda.

>> Przeczytaj relację z obchodów na placu Piłsudskiego w Warszawie

Przemówienie Dudy na placu Piłsudskiego. "Nieidealne, ale warte docenienia"

- Uważam to przemówienie za nieidealne, ale warte docenienia - stwierdziła w TOK FM Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, dyrektorka Forum Idei Fundacji Batorego i była wiceminister spraw zagranicznych. Jak mówiła, na pozytywne podkreślenie zasługuje m.in. połączenie historii, wojny i tego, co działo się kiedyś ze współczesnym demokratycznym światem, Unią Europejską i NATO. - Ważne też było podkreślenie wieloetnicznego charakteru cierpienia obywateli Polski. To jest bardzo istotne, to powinno było paść i bardzo dobrze, że padło - stwierdziła Pełczyńska-Nałęcz.

Z drugiej strony, w opinii byłej wiceminister, trochę za dużo było "nuty wiktymistycznej i opisywania Polaka, który zbawia całą Europę". - Jest w tym prawda historyczna. Rzeczywiście Polacy walczyli, odegrali ważną rolę i ta rola w narracji europejskiej jest niedowartościowana, ale jak się za bardzo w to idzie, to powoduje to odrzucenie - oceniła ekspertka.

Podczas wystąpienia prezydent Duda mówił m.in. o tym, że państwa Zachodu powinny sprzeciwiać się "maniakalnym wizjom Hitlera" czy rozbiorowi Czechosłowacji. - Nie wspomniał zaś, że Polska na tym rozbiorze też uszczknęła swój kawałek - stwierdził prowadzący audycję Mikołaj Lizut. Pełczyńska-Nałęcz przyznała redaktorowi rację. - Polska miała wiele zasług, żeby także móc przyznać się do pewnych błędów. Takie wskazanie naszych błędów uwiarygodniłoby naszą pozycję - oceniła.

Przemówienie prezydenta. "Emocjonalne, analitycznie dość powierzchowne"

Docent Ewa Pietrzyk-Zieniewicz stwierdziła z kolei, że przemówienie Andrzeja Dudy "było bardzo emocjonalne" i "analitycznie dość powierzchowne".

Politolog odniosła się też do słów prezydenta dotyczących agresji Rosji na Ukrainę czy Gruzję. - Już rozumiem, czemu nie zaproszono [na uroczystości - red.] prezydenta Putina. Bo tutaj dyplomacja rosyjska i ich media nie mogłyby nie reagować po niektórych momentach wystąpienia - powiedziała. W kontekście tego, czego w przemówieniu prezydenta zabrakło, docent wskazała na pominięcie wątku Armii Czerwonej.  - To oni wygrali tę wojnę. Możemy ich bardzo nie lubić, ale jednak przy takich obchodach mi tego zabrakło - powiedziała.

Za "dobre" przemówienie Andrzeja Dudy ocenił także prof. Piotr Madajczyk z Instytutu Studiów PAN. - W takim przemówieniu nie chodzi o analizy, ale o pokazanie zasadniczych odniesień do historii, pokazanie tego, jak o niej myślimy i jakie wyciągamy nauki na przyszłość - stwierdził.

Podobnie jak docent Pietrzyk-Zieniewicz, przyznał, że brakowało wątków dotyczącej Armii Czerwonej i mordów na ludności cywilnej Rosji po 1941 roku.

Ważne słowa prezydenta Niemiec

Oprócz Andrzeja Dudy, głos na uroczystościach w Warszawie zabrał też wiceprezydent Stanów Zjednoczonych i Mike Pence i Frank-Walter Steinmeier - prezydent Niemiec. Słowa tego drugiego odbiły się szerokim echem. 

Steinmeier powiedział, że przyjął zaproszenie na uroczystości "w pokorze i z wdzięcznością". - Przed 80. laty moja ojczyzna napadła na Polskę. To byli moi rodacy. To moi rodacy są sprawcami wojny, która pochłonęła więcej niż 50 mln ludzi, w tym bardzo wielu polskich obywateli - mówił. 

Komentatorzy w TOK FM zgodnie przyznali, że słowa niemieckiego prezydenta były potrzebne i padło w nich wszystko, co paść powinno. - Zawarto w nich, że [Niemcy] zdają sobie sprawę z tego, co uczynili i są wdzięczni za wybaczenie, które było taką humanistyczną postawą - powiedziała docent Ewa Pietrzyk-Zieniewicz.

- To nie daje nam niczego nowego, ale jednak podkreśla w bardzo ładnej formie to, co się udało osiągnąć po tej skali zbrodni - ocenił z kolei prof. Madajczyk.

DOSTĘP PREMIUM