"Emi" sypie sędziów z "Kasty". "Piebiaka poznałam na zwykłej popijawie"

Rozmawialiśmy, jaki temat trzeba poruszyć, kogo z nowych sędziów wesprzeć, z kim się zaprzyjaźnić. Na zasadzie, że wspieramy sędziów "dobrej zmiany", że ten sędzia jest fajny, a tego trzeba załatwić - mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Emilia Szmydt, internetowa hejterka znana pod pseudonimem "mała Emi".
Zobacz wideo

Emilia Szmydt, w internecie ukrywała się pod pseudonimem "mała Emi", to hejterka zaangażowana w szkalowanie sędziów, którzy nie byli zwolennikami "dobrej zmiany" w wymiarze sprawiedliwości.

Jak powiedziała w rozmowie z "Wyborczą", byłego wiceministra Łukasza Piebiaka, który stracił stanowisko po ujawnieniu afery, poznała na "zwykłej popijawie". Potwierdziła także wcześniej ujawnioną informację, że na komunikatorze WhatsApp istniała zamknięta grupa "Kasta". Szmydt opowiadała, że pierwsze kontakty w tej sprawie miała z sędzią Jakubem Iwańcem, również odwołanym po publikacjach dotyczących afery. - Rozmawialiśmy, jaki temat trzeba poruszyć, kogo z nowych sędziów wesprzeć, z kim się zaprzyjaźnić. Na zasadzie, że wspieramy sędziów "dobrej zmiany", że ten sędzia jest fajny, a tego trzeba załatwić – powiedziała"mała Emi".

Przyznała, że kolejne "zlecenia" dotyczyły też hejtu na sędziów. - To nie było polecenie wprost, że masz zhejtować tego i tego. Tylko: słuchaj, mamy sprawę, np. sędzi Przeczek. Dostałam na nią dokumenty i miałam coś z tym zrobić. (...) Często wysyłałam je do dziennikarzy bez tych stempli i podpisów, a później ktoś potwierdzał te dokumenty – opisywała hejterka.

Jak wspominała Emilia Szymdt, Łukasz Piebiak "wyrażał zgodę na większe akcje". - No i on mi za nie dziękował – dodała kobieta w rozmowie z "Wyborczą". W jej opinii Piebiak za akcje w internecie załatwił też awans jej mężowi Tomasza Szmydtowi.

"Mała Emi" uważała, że ataki na sędziów musi akceptować minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. - Myślałam, że jeżeli taka grupa powstała i jest w niej sam wiceminister, to wszystko jest zatwierdzane przez górę, czyli ministra. A ponieważ byłam chwalona za to, co robię, to się upewniałam w tym, że Ziobro wie i pochwala. Ale nikt mi wprost tego nie powiedział - przyznała Szmydt. Opowiadała też o współpracy z prawicowymi dziennikarzami, między innymi Wojciechem Biedroniem. - Próbowałam wszędzie, gdzie są media prawicowe. Portal wPolityce.pl, czyli redaktor Biedroń. TVP, czyli Michał Rachoń, Przemysław Wenerski, Samuel Pereira. Raz udało mi się nawet dotrzeć do pana Jarosława Olechowskiego, czyli szefa „Wiadomości”. Chodziło o jakąś sprawę nepotyzmu w sądzie, już nie pamiętam – wymieniała kobieta i dodawała, że materiał faktycznie ukazał się w sztandarowy programie informacyjnym TVP.

Jak sama wskazywała, "boli ją" określenie "hejterka". - Nie uważam się już za hejterkę. Myślę, że jestem po prostu człowiekiem popełniającym błędy. Czy jestem nawrócona? Może trochę znormalniałam. Jestem uczciwsza, to na pewno. I świadoma, że ludzie popełniają błędy, a my możemy je oceniać, ale nie oceniać ludzi – przekonywała Emilia Szmydt.

Afera Piebiaka

Z artykułów publikowanych w drugiej połowie sierpnia przez portal Onet wynikało, że ówczesny wiceszef MS Łukasz Piebiak utrzymywał w mediach społecznościowych kontakt z kobietą o imieniu Emilia, która miała prowadzić akcje dyskredytujące niektórych sędziów, m.in. szefa Iustitii prof. Krystiana Markiewicza. Miało się to odbywać za wiedzą wiceministra. Po tych doniesieniach Piebiak podał się do dymisji.

Kontakty z Emilią miał też utrzymywać delegowany do MS sędzia Jakub Iwaniec (pod koniec sierpnia jego delegacja została odwołana) oraz sędzia Arkadiusz Cichocki, który został pod koniec sierpnia odwołany z delegacji do Sądu Apelacyjnego w Katowicach.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

DOSTĘP PREMIUM