Przerwane posiedzenie Sejmu. Ekspert: Grozi nam, że decyzje może podejmować parlament, który nie będzie dysponować mandatem społecznym

Choć decyzja o przerwaniu ostatniego w tej kadencji posiedzenia Sejmu nie łamie przepisów prawa, to niesie dużo wątpliwości. Konstytucjonalista dr Ryszard Balicki zwrócił uwagę na niebezpieczeństwa, jakie może przynieść rozwiązanie zastosowane przez prezydium Sejmu.
Zobacz wideo

Prezydium Sejmu postanowiło przychylić się do wniosku posłów PiS i zawiesić rozpoczęte posiedzenie. Będzie ono kontynuowane dopiero po wyborach parlamentarnych - 15 i 16 października. Marszałkini Sejmu, Elżbieta Witek, zapewnia, że jest to działanie zgodne z prawem oraz regulaminem izby.

- Pani marszałek formalnie ma rację, jeśli chodzi o ścisłe regulacje prawne. Zgodnie z konstytucją kadencja Sejmu trwa cztery lata. Trwa do dnia poprzedzającego pierwsze posiedzenie parlamentarzystów nowej kadencji - komentował w programie A Teraz Na Poważnie dr Ryszard Balicki, z Katedry Prawa Konstytucyjnego na Uniwersytecie Wrocławskim.

Ale gość TOK FM zwrócił uwagę na złamanie pewnego obyczaju. - Oprócz litery prawa jest jeszcze coś, co jest zwyczajem konstytucyjnym. Można mówić też o pewnej logice parlamentaryzmu. Mamy świadomość, że trwa kampania wyborcza. Sam fakt, że Sejm zbiera się dzisiaj na posiedzenie, jest pewnym wyłomem - podkreślił ekspert. Jego zdaniem w czasie kampanii nie powinno mieć to miejsca, ponieważ obrady dają posłom-kandydatom większe możliwości do zaprezentowania się wyborcom. 

Dr Balicki podkreślił także, że nie przekonuje go argument odnoszący się do czasu potrzebnego parlamentarzystom na uczestniczenie w kampanii wyborczej. - Od czterech lat posłowie i prezydium Sejmu wiedzieli, że będą wybory. Można było zaplanować prace tak, żeby nie było posiedzeń w trakcie kampanii - zauważył prawnik. 

Zdaniem gościa TOK FM przerwanie posiedzenia jest sprzeczne z zasadą dyskontynuacji. - Ma ona umożliwić nowemu Sejmowi funkcjonowanie, bez obciążenia aktami prawnymi uchwalonymi przez poprzedników. Chodzi o to, żeby nowy parlament, miał pełną swobodę działania - tłumaczył konstytucjonalista. 

Zgodnie z zasadą dyskontynuacji bowiem, parlament, który kończy swoją kadencję powinien zamknąć wszystkie sprawy, nad którymi pracował. Zawieszenie posiedzenia Sejmu obecnej kadencji i przeniesienie go na następną sprawia, że nowowybrani posłowie mogą być zmuszeni do kontynuowania pracy nad projektami wprowadzonymi przez poprzednich parlamentarzystów. 

Posiedzenie Sejmu wznowione po wyborach. Czym to grozi?

Prowadzący program, Mikołaj Lizut, pytał, co się stanie, jeśli partia rządząca kieruje się w przerwaniu posiedzenia nieczystymi intencjami. - Co nam grozi, jeśli PiS przegra wybory, ale wciąż trwa posiedzenie ubiegłej kadencji, gdzie PiS ma większość? - zastanawiał się dziennikarz.

- Grozi nam, że przez miesiąc decyzje może podejmować parlament, który nie będzie dysponować mandatem społecznym. Nie chce tworzyć teorii spiskowych, ale ten parlament pokazał nam już, że stać go na wszystko. Niestety, na wszystko, co złe - podsumował dr Ryszard Balicki.

Elżbieta Witek zapewniła dziś, że w harmonogramie prac Sejmu nic się nie zmieni - będzie taki sam, jak ustalono dzisiaj. Dr Balicki nie jest jednak pewny, że tak będzie w rzeczywistości. - Mówimy o partii rządzącej, która uchwala ustawy literalnie sprzeczne z konstytucją; o większości parlamentarnej, która przyjmuje budżet w sposób do dzisiaj niewyjaśniony w Sali Kolumnowej; mówimy o większości, która potrafi w kilka godzin uchwalić ustawę. Ja nie wiem, co się wydarzy po wyborach. Mam nadzieję, że nic złego - stwierdził prawnik.

Audycji posłuchasz też w aplikacji TOK FM: 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM