Takiej komisji w Sejmie nie było. Awantury, obelgi, przepychanki. "Omawiam ze studentami te przypadki i brak nam słów"

Wtorkowe posiedzenie sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka skończyło się polityczną awanturą. Niestety, nie po raz pierwszy. Krzyki, obelgi w stylu "lewackie bydło" a nawet szarpaniny - praktycznie przez całą kadencję posiedzenia komisji, której przewodniczył Stanisław Piotrowicz, przykuwały uwagę.
Zobacz wideo

Komisja, w której zasiada wielu "medialnych" posłów na czele ze Stanisławem Piotrowiczem i Krystyną Pawłowicz z PiS czy Kamilą Gasiuk-Pihowicz i Borysem Budką z PO-KO, w zasadzie od początku kadencji była areną ostrych dyskusji i starć między politykami.

Już grudniu 2015 roku posłowie pokłócili się o pięciu, rekomendowanych przez PiS, nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Stanisław Piotrowicz nie pozwolił posłom na zadawanie pytań kandydatom.  - To nie jest prokuratura z lat 80., to jest farsa - krzyczeli wtedy politycy opozycji, a Piotrowicz tłumaczył, że oni ciągle "powtarzają to samo", przez co dyskusja nie jest konstruktywna.

W czerwcu 2016 roku przewodniczący komisji wyprosił z sali obrad komisji media, ze względu "na trudne warunki" obrad. Dziennikarzom proponował oglądanie transmisji w internecie. W grudniu tego samego roku posłowie opozycji chcieli odwołać Piotrowicza z funkcji, w związku z jego pracą w prokuraturze w stanie wojennym. Posiedzenie odbyło się w atmosferze wzajemnych oskarżeń posłów, a finalnie porządek obrad nie został rozszerzony o informację Piotrowicza o jego przeszłości.

Zdecydowanie największa awantura, do jakiej doszło podczas prac sejmowej komisji sprawiedliwości,  miała miejsce na komisji w lipcu 2017 roku. Sejm zajmował się wtedy zmienianiem ustawy o Sądzie Najwyższym. Już na sali plenarnej temperatura politycznego sporu była bardzo duża, a gdy decyzją posłów projekt skierowano do dalszych prac w komisji sprawiedliwości, to na jej posiedzeniu awantura przybrała na sile.

Całe posiedzenie odbywało się późnym wieczorem. Posłowie pokłócili się o głosowanie poprawek do projektu w blokach, Marek Suski i Ryszard Petru przepychali się i szarpywali w walce o mikrofon, parlamentarzyści opozycji otoczyli stół prezydialny, śpiewano hymn.

Finalnie 1300 poprawek opozycji odrzucono w kilka minut, a posiedzenie komisji skończyło się po północy.

19 lipca 2017 r., Warszawa obrady komisji sprawiedliwości i praw człowieka19 lipca 2017 r., Warszawa obrady komisji sprawiedliwości i praw człowieka Fot. Adam Stepień / Agencja Gazeta

"Lewackie bydło"

Prym w obrażaniu wiodła Krystyna Pawłowicz z PiS. Zdarzało się jej krzyczeć do oponentów politycznych, np.: Faszyści! Targowica, niech siedzą cicho!". Z ust posłanki PiS padały też określenia w stylu "lewackie bydło robi tu chlew".

Z kolei w kwietniu 2018 roku, podczas obrad komisji posłanka PiS zaapelowała do opozycji o "opanowanie chamstwa lewackiego swojej przedstawicielki, która nie potrafi bez obrażania mordy swojej otworzyć". Pawłowicz miała na myśli posłankę - wówczas Nowoczesnej - Gasiuk-Pihowicz. 

"To się nie mieści w kanonie zachowań kulturalnego człowieka"

Podczas obrad komisji, w czasie ostatniego przed wyborami posiedzenia, także można było zobaczyć, jak jest wyjątkowa. Krystyna Pawłowicz bardzo ostro zaatakowała Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Oskarżyła go, że jest "wyjątkowym szkodnikiem". Opozycja zapowiada, że złoży zawiadomienie do prokuratury ws. znieważenia konstytucyjnego organu prawa.

- Tu nie chodzi o dr. hab. Adama Bodnara, tylko o piastuna konstytucyjnego organu, jakim jest Rzecznik Praw Obywatelskich. To RPO nie pozwolono odpowiedzieć na pytania posłów na posiedzeniu komisji – o ironio – sprawiedliwości i praw człowieka – komentował w TOK FM konstytucjonalista dr Ryszard Balicki z Uniwersytetu Wrocławskiego. 

Prawnik podkreślił, że "wstydem byłoby powtarzać" słowa posłanki Pawłowicz do Bodnara. - To, co się dzieje w polskim Sejmie już nie tylko łamie kanony zachowania parlamentarnego, ale zachowania wśród ludzi kulturalnych. My ze studentami musimy omawiać takie przypadki i czasami brak nam słów – podsumowywał.

Warto przypomnieć, że wtorkowa awantura przy okazji obecności Adama Bodnara na posiedzeniu komisji, którą kieruje poseł Stanisław Piotrowicz, nie była pierwszą. W czasie prezentacji sprawozdania ze swojej pracy w 2017 roku RPO ocenił, że nie można liczyć na niezależność Trybunału Konstytucyjnego. - To jest związane z orzekaniem osób, które, moim zdaniem, są nieuprawnione – oświadczył. Po tych słowach Piotrowicz zamknął obrady, mówiąc, że Rzecznik Praw Obywatelskich "nie reprezentuje obywateli" tylko "realizuje misję polityczną", co wywołało głośne protesty ze strony posłów opozycji. 

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM